Fantasy · 13 min czytania
Wielogrodzie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Rozdział 1 Co się dziać,działo,acz nie przystawało
Starzec zmierzył przenikliwym wzrokiem każdego z obecnych i zaczął roztaczać czar swej opowieści niczym pająk roztacza swą pajęczą nić by pochwycić...-w tym wypadku słuchacza. -Dawnoć na ziemiach Słowiańskich żył ród smoka.A w nim dziewczę tak piękne,jak i czyste i dobre.Nazywała się Kalliste...-mówił
************************************************************************* Wydarzenia te rozgrywają się podczas samozwańczych rządów Hallavarda, który zdobywał wszelkie ościenne królestwa w wyniku srogich strasznych najazdów, a nawet wojen. W wyniku jego rządów ludzie cierpieli głód i niedostatek, dlatego że pozamykał ich w ich grodach wydając rozkaz by nie opuszczali ich. Ktokolwiek sprzeciwiłby się woli Hallavarda miał zostać publicznie stracony. Wszystko to po to, całe te zabiegi, aby krnąbrni poddanie uznali go za króla-prawowitego króla, zapominając o poprzednich swych władcach. Gdy w końcu poniektórzy złożyli mu przysięgę wierności- mężczyzn wcielano siłą do wojska a ich rodziny znów mogły posmakować nieco normalności takiej jak: ciepły posiłek, skóry i opał na zimę. Krnąbrni zdychali z głodu, lub żyli z tą świadomością, że człowiek, który zabił własnych opiekunów, po to, ażeby mieć koronę, doprawdy niewiele różni się od nich. W zamkniętych i dobrze strzeżonych grodach człowieczeństwo spadało tak nisko iż dopuszczano się kanibalizmu. Matki zjadały własne dzieci. Choroby mnożyły się z każdym oddechem-odbierając oddech kolejnej osobie. Jeżeli ludzie mieli jakąś nadzieję, to pokładali ją w rychłej mogile, tudzież odległej krainie ,wśród której nie musieli by umierać- ani z głodu ani od miecza ,ani z powodu całej tej okropnej i chorej sytuacji.
********************************************************************** Ci, którym udało się zbiec i przeżyć udali się do grodu nad Prosanną. Były to małe grupki z różnych królestw i księstw. Uciekali oni do dzielnych władców rodu smoka jak mówiły dawne podania,które dziś niestety są tylko legendą, które odejdą w niepamięć w miarę jak przychodzą nowe pokolenia nie chcące dać weń wiary. Tymczasem wśród ludzi tego rodu żyły smoki-aż mniej więcej po dzień w którym zaczyna się nasza opowieść. Ze względu na swe bogactwo, męstwo, a także pokój jakim się cieszyli- ościenne królestwa, a wśród nich ludy wszelakie patrzyły nań z ukosa. Ci, którzy patrzeli ubić wielką gadzią bestię i jej ludzkich pobratymców w pierwszej kolejności przychodzili żebrać-by owy stwór i jego krewniacy wzięli ich pod swe skrzydła. W istocie Wśród uciekinierów zdarzali się i ci, którzy złożyli przysięgę. Hallavard nie omieszkał się o nich upomnieć-najpierw listownie. A później…Cóż właściwie stało mu na przeszkodzie by pokonać jedyny dotąd niepokonany dumny ród, który wchodził mu w kompetencje. Wojna albo pokój. Innej drogi nie ma…
Rozdział 2 Początek mglistych wspomnienia..
Pewnego wczesnego ranka dziewczyna o imieniu Lieah wyszła do lasu w nadziei iż znajdzie tam jeszcze ostatki grzybów, czy korzonek. Lawirowała wdzięcznie między drzewami zostawiając swe towarzyszki gdzieś z tyłu. Znała ten las od dziecka. Z każdym jego kamieniem, który niekiedy porósł mchem. Czego można by zatem się bać? A jednak las choć przecież znany- przez to jakoś swój-był dziwnie nie swój. Wszystko tu zdawało się być nad wyraz senne –jakby śmierć z wiatrem śpiewała zdradliwą kołysankę.Gęste mgły miały być zapowiedzią zimy, która jeszcze bardziej zmąciła by umysły ludziom. (Mgły te więc zdawały się wróżbą zdradliwej sieci). Wśród owej gęstej, białej woalki, otulającej las, Lieah zauważywszy to, próbowała wypatrzeć twarz, postać-która mogłaby stanowić dla niej zagrożenie. Każdy szelest, każda złamana nieostrożnie gałązka pod jej stopami budziła w niej czujność sarny. Nagle coś huknęło! Uzmysłowiła sobie, że hałas ten nie był jej działaniem-coś błysnęło, rozgramiając ciemność i mgły. Dziwne ciepło rozeszło się po lesie. Wtem wśród białej kotary, stężonego powietrza czyjś zarys zmroził jej krew w żyłach. Czy mogła być to osoba, o której słyszała, że wędruje między czasy i światy? Stała tak cała znieruchomiała. Serce biło jej tak głośno, że można by je przyrównać do trzepotu gołębich skrzydeł. Postać stopniowo wyłaniała się z mgły, będąc w długim , szarawym i co tu dużo kryć lekko sfatygowanym płaszczu. Choć wszystko mogłoby wskazywać na zjawę, to była istota żywa, co przerażało Lieah jeszcze bardziej. Z czasem gdy szedł ku niej dostrzegła, że spod kaptura wyłania się wyraźnie męski podbródek, mocne szczęki -Kim jesteście człowieku? -Jestem istotą graniczącą z byciem człowiekiem-wśród połysych drzew zawiało barytonem tajemniczości. -Skąd przebywasz i czego chcesz? Nastała chwila srogiego milczenia. W końcu podszedł do niej bardzo blisko, tak, że czuła jego oddech na swej szyi. Znajdował się nawet za blisko. Wiedział co się dzieje w równoległej mu krainie, do której powrócił. -Mogę Cię tam zabrać jeśli chcesz. Chodź i przekonaj się! -Zostaw mnie! Puszczaj! Ja tu muszę zostać! -Musisz, ale czy chcesz?- jego zęby błysnęły w wilczym uśmiechu. –Nie wydaje mi się by miało tu być lepiej. Był zbyt pewny siebie. Nie wiedział wówczas, że nie byli sami ,a Lieah nie została pozostawiona sama sobie. Del- jej mąż był świetnym wojownikiem- jak na potomka rodu smoków przystało. Gdy obudził się owego ranka i nie poczuł ciepła ciała swojej żony, wiedział, że wymknęła się do lasu, choć to teraz było wielce ryzykowne. Udał się więc tam, gdzie przypuszczał, że może być ona. Zgrzyt łamanych zarośli, strzała, która ścigała się z powietrzem była zaledwie ostrzeżeniem ,zapowiedzią jego obecności. Strzała leciała dumnie, nabierając rozpędu-jak koń , który zakosztował wolności wśród przestrzeni Akermanu. Nie zboczyła. Przeleciała dokładnie między tajemniczym przybyszem, a Lieah. Del jako honorowy człowiek ukazał się jako iż to on był tym, którego cięciwa została napięta, widząc iż ukochana jest w rękach oprawcy. -To ja skierowałem ku tobie strzałę. Nie będę jednak tchórzem. Stawaj, jak przystoi mężczyźnie! Wydobądź swój miecz z pochwy! Zakapturzony nie miał nie tylko, ochoty i chęci ale i sił. Wędrówki w czasie i przestrzeni zawsze odbierały siłę i energię-nawet, a może zwłaszcza czarodziejom