Historia · 5 min czytania
Wierzba płacząca
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Legenda o genezie wierzbie płaczącej
W małej chatce nad Narwią żyła niebieskooka wdowa o lnianych posrebrzonych troskami włosach z trzema dorastającymi synami. Dom położony na wysokiej, rzecznej, skarpie otaczały szerokie po horyzont wilgotne łąki porośnięte kępami krzaczastych wierzb, białych brzóz i czarnych olch. Niewielkie gospodarstwo z trudem mogło wyżywić kobietę i trzech chłopców. Matka najmowała się do służby u bogatszych gospodarzy aby zapewnić rodzinie godny żywot. Jedynym celem życia ubogiej kobiety było wychowanie chłopców na uczciwych ludzi. W chwilach wolnych od mozolnej pracy marzyła o chwili szczęścia na ich weselu i ujrzeniu przed śmiercią uśmiechniętych twarzyczek wnucząt. Z początkiem kwietnia nad modrymi nurtami rzeki zagościła wiosna wypełniając świat śpiewem skowronków, kolorami kaczyńców i zapachem tataraku. Nie była to jednak wiosna niosąca jedynie radość. Wraz z powracającymi nad narwiańskie błota bocianami przyniosła ona bowiem złowrogo brzmiący tętent kopyt nadciągającej armii. Wróg ze wschodu napełnił sielską krainę szczękiem oręża, głosami napastowanych niewiast, i łuną pożarów. Najeźdźcy nie oszczędzali ni kobiet ni dzieci. Grabili miasta i wioski wszędzie szukając łupu i zaspokojenia dzikich żądz. W owych czasach tylko szlachetnie urodzeni mieli przywilej obrony granic Ojczyzny. Sytuacja przerosła jednak panujące obyczaje. Wobec zagrożenia królewskiego majestatu powołano do służby wojennej wszystkich młodzieńców zdolnych do noszenia oręża. Na tych, którzy przeżyją czekała wielka nagroda – herb równoznaczny z wolnością od pańszczyzny, oraz idące w ślad za tym rycerskie przywileje. Pierwszy do służby zapragnął zgłosić się średni syn - 13 letni Dobrosław. Tak młodych chłopców jednak do wojska nie przyjmowano. Najstarszy z braci Zbyszko został jednak wcielony pod chorągiew bez zastrzeżeń. Chłopiec choć liczył sobie tylko 15 wiosen wyglądał bowiem na dużo starszego. Matka wyposażyła syna w bochen chleba, skibę sera i błogosławieństwo na drogę. Po kilku miesiącach nadeszła straszna nowina. Zbyszko poległ podczas jednej z potyczek z wrogiem. Nie minęło czasu wiele i armia przygarnęła średniego z braci – Dobrosława, który postanowił pomścić brata. Nie zaprawiony w wojennym rzemiośle młodzian poległ jednak wkrótce gdzieś w okolicach Tykocina. Matka chłopca po otrzymaniu strasznej wieści o śmierci drugiego syna posiwiała w przeciągu jednej nocy.…