Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Wojna · 11 min czytania

Wieszcza Upadek

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Purpurowe niebo krwią niewinnych spływa Oto ja Apokalipsa przybywam zebrać żniwa! To koniec! Biada nam! Krzyczą ludzie w popłochu... Narody upadają we wrzasku i szlochu Już kosa krwią zbroczona wielka i straszliwa Na Ród Orła posępnym ostrzem się zrywa Dzielny narodzie! Zdradami umęczony! Twój znój i ból zostanie nagrodzony! Głos jedwabisty gdzieś z nieba przemawia Oto Ja Sędzia strażnika wam wystawiam I nagle zobaczyły dumne Orła Dzieci Wroga śmiertelnego- śmierć dla samej śmierci! Wieszcz! Poeta! On nas poprowadzi! Śmierć pokona! Ziarno życia na martwym zasadzi. Po krwi morzu z daleka nadpływa On z nas jest, choć nikt nie wie jak się nazywa! Nie ma imienia! Z Jego potęgi zrodzony! Jego Woli i Łaski jasnością naznaczony! Nadpływa... to Łódź! A w niej! Czyżby tylko pustka? Łódź dobiła do brzegu... zamarły wszystkie usta... Jest na dnie symbol tajemny skryty! Na Łodzi pięknej Łeb Żubra Mieczem Przebity! Oto on nadchodzi! Pod postacią taką! Ufajcie Orlęta tym tajemny znakom! Ja Wam go zsyłam! On was wybawi! Da wam wolność, szczęście... Mocarstwo z Polski sprawi! Za cierpienia i znoje bohatersko znoszone. Śmiercią i oddaniem Ojczyźnie potwierdzone. Czynię was od innych wspanialszymi. Wy jesteście prawdziwie wybranymi!

Nadzieja zapłonęła w sercach Orła Rodu Ciepło kruszy kajdany beznadziei lodu I oto przy Łodzi snop światła wystrzelił A w nim staną młodzieniec w aurorze z bieli Cera jego piękna... szlachetny, przystojny Wysoki, rosły... dumny i spokojny Ogarną swoje dzieci błękitnym bystrym okiem Każdy poczuł ulgę pod tym mądrym wzrokiem Ja jestem Wieszczem! Pana namiestnikiem! Głos jego brzmiał mocą, mistycznym rykiem Uniósł on ramie w stal piękną zakute Spokojem Niebios jego dłonie osnute Wskazały hen w niebo gdzieś daleko purpurowe Rodacy! Przemówił Jestem by siać nowe By z woli naszego Pana Stworzyciela Otuchę i silę do serc waszych przelać Ja was poprowadzę ku zwycięstwa chwale Za waszą pomocą samą Śmierć obalę Poezja mym atakiem, miecz zaś obroną Dziś jeszcze użyjcie jak zła czeluście płoną Wieszcz ja! Ojcami mymi dawne bohatery Zwał mnie kiedyś jeden: czterdzieści i cztery Oto przybywam ja dzisiaj z Pana majestatem By uczynić was królami nad tym strasznym światem Pójdźcie za mną dzieci! Szeregiem u boku mego Walczcie i śpiewajcie. Resztę zostawcie mego planu biegom! I tak Orlęta oręż pochwyciły Z dumą na twarzy mur ludzki stworzyły Kroczyć poczęły za swym przewodnikiem Śpiewały wtórowane straszliwym okrzykiem To z góry gdzieś, z czeluści jęk straszny się rozdziera Oto Śmierć do ataku na męża się zbiera I jak grom z niema spada ku ziemi nagle Straszliwa czarna postać... na samym chyba diable Z furią i impetem do wieszcza się zbliża Coraz bardziej ku niemu wściekły lot swój zniża Orlęta wiedziały- wróg ponad ich siły W beznadziejnej tej chwili głowy zniżyły Choć ni jeden mimo zagrożenia strasznego Nie uciekł ze zwartego oddziału Wieszczonego Wtem mąż z miną zaciętą i straszliwą Wydobył z pochwy miecz swój- jak płonące łuczywo Urósł jakby na moment! Choć nikt w to nie wierzył. Wziął zamach ogromny i straszliwie uderzył. Niezwykła moc jakaś miecza przedziwnego W proch starła rycerza przeklętego Gorejąc w płomieniach zawył przeraźliwie Orlęta zakrzyknęły w radości zrywie Odtąd parli na przód ku zwycięstwu mroku A Orląt coraz więcej dotrzymywało mu kroku Gdy tylko nadchodził wszyscy dołączali W jego legionach ochoczo stawali Tak w nadziej otoce godziny mijały Wieszcza z mieczem wzniesionym już setki otaczały Śpiewali mu chórem pieśni radosne Niczym słowik stęskniony wyczuwając wiosnę I doszli z Wieszczem na czele do przepaści olbrzymiej Głębokiej niczym czeluść pogrążonej w dymie I wtem nagle straszliwe ziemia zadudniła Z przepaści gorąca lawa strugą się wytoczyła Nawet dla Orląt widok był to srogi Wzbiła się górę i z sykiem pod nogi Spadła Wieszczowi nieustraszonemu On znów powtórzył: Ufajcie głosowi memu! Jam jest skałą nad skały! Bogu usługuje! Fale piersią rozbijam gromom rykiem wtóruje Ja poezją przenikam zło najsromotniejsze Niż ma poezja ni broni straszniejszej Nie ma siły takiej... chyba tylko Boga Od której w mym sercu rodzi się trwoga Złe moce mnie nie złamią nie zniszczą ani skruszą Ciało me odporne z jeszcze twardszą duszą Wytrzyma wszystko co Zło stworzyć może Zemsta ma straszliwa... nic już nie pomoże I gdy tak mówił wzbudzał serc otuchę Cuda działał słowem i ręki drobnym ruchem Podeszło do Niego kilka dziewczyn młodych Kładąc przed nim jadło i puchar chłodnej wody. Wtem jedna rzekła nieśmiale do niego Oto dary panie dla majestatu Twego Strudzony jesteś walki bohaterskiej ciężarem Nie pogardź więc proszę naszym skromnym darem Wiesz patrzył na dziewczynę jakby skamieniały Oczy rozwarł szeroko... pobladł nagle cały Miecz ognisty z dłoni swej wypuścił Jakby życie wydusił z niego śmierci uścisk Zamarli wszyscy na ten widok dziwny Nagle wiatr wzmógł się niespokojny i zrywny Dziewczę nieśmiało na Wieszcza spojrzało Ujrzawszy spojrzenie wzajemne nieznacznie zadrżało Wiesz jednak chwilę jeszcze nie dał życia znaku W

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Wieszcza Upadek — czytnik · opowiadania