Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 8 min czytania

Wieża

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Gdzieś, w nikomu nieznanym świecie, nie wiadomo, w jakim czasie, na rozległych stepach żyło plemię prostych hodowców – Nomadów. Przemierzali oni równiny w poszukiwaniu takiego miejsca gdzie mogliby skończyć z koczowniczym trybem życia i osiąść, i żyć długie lata. Jednak Ci prości ludzie nawet w tak dobrych warunkach sami by sobie zapewne nie poradzili. Na szczęście mieli ze sobą Mędrca. Żaden z nich nie pamiętał, kiedy on przyłączył się do plemienia i skąd się w ogóle tam wziął, ale pomagał im a oni byli mu za to wdzięczni. Pewnego dnia postanowili wybrać się za Nieprzebyte Piaski – wielką pustynię, z której nikt jeszcze nie wrócił, a wielu już wyruszyło za wszystkich pokoleń. Pomyśleli jednak, że razem mają większe szanse, a nóż na coś natrafią. Tak, więc wyruszyli wraz ze swą trzodą. Mędrzec od samego początku, kiedy tylko padł taki pomysł, nie był zachwycony i wyrażał wielką niechęć do tego całego przedsięwzięcia. Po wielu dniach ciężkiej wędrówki przez Nieprzebyte Piaski na horyzoncie dostrzeżono Wieżę. Ogromna, czarna budowla stojąca wśród bardziej niż gdziekolwiek na świecie suchym miejscu. Jej cień był tak długi, iż mogło się wydawać, że nie pada, jak powinien, tylko tam gdzie słońce go skieruje, ale we wszystkich kierunkach. Już na odległość dało się wyczuć, że jest w Niej coś złowieszczego, jednak wszyscy odczuwali tak wielką chęć poznania i nie odpartą ciekawość, że postanowili tam iść. Mędrzec stanowczo zaprotestował i powiedział, że On tam nie pójdzie, i odradza komukolwiek zbliżać się do tego, jak powiedział, „przeklętego” miejsca. Tylko jeden z całego ludu człowiek odszedł wraz z Mędrcem w inną stronę. Reszta ludzi powędrowała pod wieże, może wydawało się, że jest daleko, ale szli nieskończenie długo zanim Budowla zaczęła się przybliżać. Z bliska sprawiała wrażenie sięgającej chmur, a jej cień spode bram, gdzie nie spojrzeć obejmował całą okolicę, aż do widnokręgu. Ostrożnie zaczęto obchodzić ją dookoła i pukać w wielką bramę. Żadnej odpowiedzi. Masywna brama wyglądała na używaną w dość niewielkim odstępie czasu. Toteż wszyscy przypuszczali, że zastaną jakiegoś gospodarza. Kiedy wszyscy zaczęli wątpić i nie widzieli sposobu na wyważenie Bramy, dał się słyszeć potężny trzask. Wtem Brama zaczęła powoli się opuszczać. Nomadzi byli bardzo podekscytowani. Jednak szybko ten dreszczyk przerodził się w paniczny strach, gdyż z wnętrza Ciemności wyłoniło się setki małych, zielonych stworzeń, które bez chwili namysłu rzuciły się na zdezorientowanych prostaczków. Niektórzy próbowali się bronić jednak na nic się to zdało. Liczebna przewaga przeciwnika i lepsze uzbrojenie przechyliło szalę zwycięstwa na korzyść goblinów. Ci, którzy nie zmarli na skutek ran odniesionych przy pojmaniu, zostali zamknięci w najciemniejszych lochach, które były ciemniejsze od najintensywniejszej czerni. W lochach po kilku dniach i przyzwyczajenia oczu do ciemności, zobaczyli pewną rodzinę. O dziwo rozumieli jako tako siebie nawzajem. Okazało się, iż ta rodzina, Król z małżonką, córką i synem, zostali porwani w podobny sposób jak Nomadzi. Jednak sami nie widzą skąd się w ogóle wzięli pod Wieżą. Przebywali w lochach wiele dni. Dużo kobiet, dzieci, a także i mężczyzn, którzy oddawali swe marne porcję ohydnego jedzenia, pomarło, czy to z głodu czy z choroby. W lochu śmierdziało zgnilizną i martwymi ciałami. Mimo całkowitych ciemności i niewiedzy czy na dworze jest dzień, czy noc Nomadzi wiedzieli, kiedy dostaną posiłek, i tak liczyli kolejne dni. To właśnie pewnego dnia przyniosło im nadzieję. Ponieważ dużo za wcześnie usłyszeli na schodach, z których zawsze schodził goblin z jedzeniem, odgłos ciężkich

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%