Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 6 min czytania

Więzień Bączek

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Franciszek Bączek opuszczał więzienie. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że pozostało mu jeszcze prawie sześć lat wyroku do odsiadki, a w zamknięciu przebywał dopiero od miesiąca. Tym niemniej urzędowe pismo, jakie mu wręczono, jednoznacznie stwierdzało, że on Franciszek syn Józefa i Eweliny, odbył swoją karę i w związku z tym, jako człowiek wolny, zobowiązany jest opuścić miejsce odosobnienia i powrócić na łono społeczeństwa.

Problem w tym, że Franciszek nie chciał powrócić. Pewna nieliczna, ale ważna z jego punktu widzenia część społeczeństwa składała się z bardzo niesympatycznych osobników. Zasadniczo żyli oni z łamania palców, wywieszania przez okna i wożenia w bagażniku samochodów ludzi, do których mieli pretensje i zastrzeżenia. Do niego niestety mieli. Pretensje dotyczyły głównie niewłaściwego zachowania Franciszka w sądzie. Ich skutkiem otrzymał on za swe sprawki wyrok sześciu lat pozbawienia wolności, podczas gdy towarzysze z jego gangu w większości po piętnaście, co głównie szczerości i głębokiej skrusze Franciszka zawdzięczali. Pismo, jakie otrzymał niespodziewanie od więziennej administracji, było więc dużym zaskoczeniem dla człowieka, który spodziewał się że sześć lat zimowania to wystarczający czas aby niektórzy zapomnieli o jego skromnej osobie, a on obmyślił sobie bezpieczny sposób powrotu na swobodę.

W związku z zaistniałą sytuacją niezbędne były działania, mające na celu uświadomienie władzom więzienia, że zaszła pomyłka. Niestety interwencje i uwagi więźnia natrafiły na tępy biurokratyczny opór. Nagabywani strażnicy odpowiadali jedynie, że są zobowiązani stosować się do poleceń władz pensjonatu i skoro te stwierdziły, że Franciszek jest wolny, to jedynie, co im pozostaje to uroczyście odprawić go do bramy. W biurze więziennym jakieś udręczone urzędniczki zerknęły tylko na pismo, jakie okazał im petent znad herbaty i oświadczyły, że wszystko jest w porządku, i że on, Franciszek, powinien się cieszyć, że za kilka dni będzie wolnym człowiekiem i nie przeszkadzać im w trakcie przerwy obiadowej. Rozmowa z naczelnikiem więzienia, gdzie ostatecznie został skierowany, też nie przyniosła zamierzonego skutku. Postawiony przed jego oblicze dowiedział się jedynie, że jest darmozjadem usiłującym funkcjonować na koszt państwa, że lekcja prawdziwego życia dobrze mu zrobi, a naczelnik jest zbyt zajętym człowiekiem, aby wysłuchiwać jego bzdur.

Tymczasem termin opuszczenia więzienia nadszedł.

W punkcie odprawy więźniów trwało niebywałe zamieszanie. Sześciu strażników…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%