Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Filozofia · 11 min czytania

Więzienie

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Nie padał deszcz, nie świeciło słońce i nie było żadnego śniegu. Nie czuł ciepła ani chłodu, nie widział też niczego i nie było to spowodowane brakiem światła, lecz brakiem narządu który pozwalał by mu widzieć. Mu, znaczy człowiekowi, mu, znaczy kobiecie, mu znaczy... bardzo wiele. Dla niej to "mu" oznaczało po prostu niewidomą osobę którą wszyscy ignorują i która równie dobrze mogła nie istnieć, nie żyć. Żyła. Nie miała imienia, nie miała przydomku, nikt o niej nie pamiętał ale według medycyny żyła. Serce biło w jej piersi, krew krążyła w krwioobiegu... ale dla nikogo nie istaniała. Więc czy naprawdę żyła? Czy tą wegetację można nazwać życiem? "Gdy nikt o Tobie nie pamięta to tak jak byś nie istniała", przytoczyła sobie cytat kogoś z przeszłości, który powtarzała sobie codziennie jak mantrę. Tej myśli jak zwykle towarzyszyły łzy, które spływały po jej opuchniętych policzkach i kapały na brudny karton na którym siedziała. Była głodna, zawsze była głodna, głód pożerał ją od środka ale wiedziała że nie musi nic jeść, od kąd pamięta, nic nie jadła, po prostu była, a jej organizm funkcjonował bez tego. Nie dziwiło jej to, przyzwyczaiła się, do wszystkiego się przyzwyczaiła, poza faktem że musi żyć, do tego nie mogła się przyzwyczaić. Codziennie, rano budzić się z myślą że dalej żyje, że cały dzień przesiedzi na kartonie, w nicości. Była ona, karton i ta cholerna nicość. Czasem, pojawiały się też głosy, zniekształcone, bełkoczące coś bez sensu głosy. Kiedyś, dawno temu, skoczyła w tą nicość ale po chwili obudziła się na kartonie, a jedyne co się zmieniło to fakt, że jej depresja się pogłębiła, a niewidzialna kraty, zacieśniły się. Zachicotała, miała tyle przestrzeni! Miała swój własny świat, a musiała siedzieć w swym więzieniu... paskudna rzeczywistość. Zresztą dla niej wszystko wydawało się paskudne. Każda myśl, każdy głos który usłyszała, każda chwila. Chwila? Da się wyciągnąć chwilę z wieczności? Gdy nie ma czasu czy są chwile? Otworzyła usta i zamkneła je, wiedziała że i tak nie wydobędzie się z nich dźwięk, a nawet gdyby się wydobył to co by to zmieniło? Cisza trwała, czas upływał, stojąc w miejscu, a wiecznośc mijała w swój niemijajacy sposób. Serce biło, krew w żyłach krążyła, myśli kłębiły się w jej głowie, powstawały pytania, a odpowiedzi nie padały. Zastanawiała się nad śmiercią, nad końcem. Czy gdy umrze będzie ta sama pustka tylko bez kartonu? Polubiła ten karton, to była jedyna rzecz w tej nicości która mogła lubić. Kiedyś próbowała też polubić nicość, uosobić ją, bo skoro lubiła by nicość która tak de facto jest niczym to wszystko co ją otacza - a otaczało ją nic - było by czymś co lubi, a nie niczym, czyli nie była by otoczona nicością. Niestety, gdyby nic było wszystkim, gdyby lubiała wszystko - a wszystko to wszystko, przeciwność niczego - nie mogło by być czegoś czego nie lubi, a nie da się lubić wszystkiego, tak więc nie udało się jej sprawić by poza jej kartonem coś było. Więzienie, tak, nicość to więzienie, ograniczenie naszych zmysłów, wszystkiego. Gdy z kimś rozmawiamy i nagle "nie przychodzi nam nic do głowy" to tak naprawdę, właśnie NIC przychodzi nam do głowy, ograniczając rozmowę. Tak samo jest z widzeniem, gdy "widzimy nic", z czuciem "gdy nie czujemy nic" (Czyli znowu, tak naprawdę czujemy nic), czy też gdy "nic nie słyszymy", analogiczny przykład. Nic to ograniczenie, nic to ściana, więzienie. Tylko, czy za tym więzieniem z niczego, jest jakieś "coś"? Czy z nicośc można uciec, czy też za pustką jest dalej pustka? Położyła się na kartonie, a jej stopy wisiały w nicości. Jej ręce znalazły się pod jej głową, a powieki otworzyły się, ukazując puste oczodoły. Nie mogła nawet zobaczyć pustki, kartonu, siebie... Pustka. I wtedy, doznała olśnienia. Ma coś, ma jedną jedyną rzecz, która ciągle się mnoży i mnoży, nie znika, nie zostałą jej zabrana przez pustkę! Myśli, myśli są czymś co posiada! Uśmiechneła się pierwszy raz od długiej chwili, chwili która trwała dłużej niż wiele ludzkich żywotów. Uśmiech nie pozostał na jej twarzy za długo, szybko wygasł. To tortura, myśli to tortura. Gdyby nie myślała, po prostu była by, wegetowała nieświadoma, a tak? Ciągła świadomośc o istnieniu, o życiu w nicości i zarazem świadomośc nie istnienia. To wszystko ją przytłaczało. To wszystko? Zachichotała, przytłaczało ją wszystko! Więc czemu czuła że przytłacza ją nic? Nic... nienawidziła tego słowa, nienawidziła wszytkiego, nawet kartonu. Jak można lubić karton? Zmysły, tak, opuszczają mnie, wariuję. Nie, już dawno zwariowałam, tutaj nie da się nie zwariować, to miejsce wypacza wszystko co się posiada, ideały, uczucia, wszystko. Zostają tylko puste myśli. Zamkneła powieki. Sen, zapadła w sen. Było w nim niebo, ziemia, powietrze, woda, a nawet znalazło się miejsce na inne drobiazgi jak trawa, ludzie, czy też jakieś dziwne dźwieki które wydobywały się z ich ust. Niestety, nawet we śnie, głosy były zniekształcone, niezrozumiałe. I wtedy zaczął się koszmat. Na początku, pojawił się ostatni, brakujący żywioł: ogień. Spalił trawę, ludzi, uciszył głosy, połączył się z ziemią, powietrzem i wodą i znikł, zostawiając…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%