Komedia · 12 min czytania
Wieżowiec
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Działo się to w czerwcu, może lipcu, w każdym razie w lecie. Zielarz i Smętek obijali swoje dupska, każdy w innym kącie. Była sobota, a może piątek. Nieważne i tak obu chłopców nie ograniczała szkoła ani nic innego, po prostu każdy z nich nudził się, błąkając jak smród po gaciach. Ich błogi stan niedyspozycji umysłowej przerwał telefon. Najpierw zadzwonił u Zielarza:
- Cześć Zielarz, co porabiasz? - Nie pytaj Flacha, nie pytaj - rzucił od niechcenia Jakub. Ton jego głosu i sposób w jaki sklecał wyrazy, wskazywał na wyjątkowo niechętny stosunek do tej rozmowy. - Co byś powiedział na mały maratonik? - dało się słyszeć lekki śmiech w słuchawce. - Maratonik mówisz, a co masz dziś nowego? - Nowego? Stary jest to co zwykle, wińsko, oranżada z „Żabki” i EWENTUALNIE jakiś amatorski bimber. I jak piszesz się na to? - A mam coś lepszego do roboty? – zapytał retorycznie Jakub - dobra gdzie tym razem idziemy? - Tradycyjnie - wieżowiec, chyba że wolisz plener? - Ok. Zobaczy się co i jak. Mogę wziąć Smętka? - Bierz. Bełta starczy i dla niego. Jaki on ma pobór? - Litra nie ujedzie. - No to o 19.30 tam gdzie zwykle. - Dobra nara. - i Zielarz odłożył słuchawkę, ewidentnie znużony rozmową z kolegą.
Plan był prosty i choć w niewielkim stopniu rozwiązywał problem zagospodarowania wolnego czasu. Wiadomo dla ludzi w gimnazjum najgorsza jest weekendowa nuda. Zresztą nuda to w ogóle jest dupna sprawa. Człowieka targa na wszystek stron i za chuja nie ma nic do roboty. A wiecie co jest najgorsze? Nuda połączona z leniem. To jest dopiero wrzód na dupie! Ale wróćmy do naszych towarzyszy. No więc chłopcy zakładali, że na wieczór obalą trochę „alkoholu” tudzież jakiś innych uprzywilejowanych trunków. Jakub zadzwonił do Smętka, a ten z sobie tylko znanym urokiem człowieka wiecznie znudzonego życiem, po głębokich namowach rzucił:
- Dobra. Jak wszyscy to i ja.
O 19.30 cała trójka stuknęła się w „przystani” i razem ruszyła w stronę wieżowca. To był ich azyl podczas zimowych libacji. Nie mógł zawieść także teraz w lecie. Pomimo wieczornej godziny temperatura z pewnością przekraczała dwadzieścia stopni. Idąc chłopcy rozmawiali, a właściwie tylko Zielarz i Flacha bo smętek jak zwykle wlókł się ospale za nimi:
- Jak myślisz damy rade we trzech opieprzyć dwa sikacze i tą śliwowice? - rzucił niezwykle podniecony Flacha. - Stary zależy czy to jest w ogóle zdatne do picia, znając ciebie i te twoje bimbry to jest to kolejny rozrobiony i nie sklarowany spiryt z odrobiną jakiś fusów. A śliwowicy to coś na bank nie przypomina. - Nie obrażaj mojego dziadka! W naszej rodzinie pędzenie śliwowicy to rytuał! - wykrzykiwał podniecony Flacha. - O ile mi wiadomo nie masz czeskich korzeni, hehe – zaśmiał się szyderczo Jakub - A poza tym zamknij ryj! Bo jeszcze ktoś się dowali. - Pękasz? Jak zwykle Zielarz musi pokazać cykora. Stary ty się chyba nigdy nie zmienisz. - Może. Ale przynajmniej będę miał pewność, że byłem ostrożny. Jak to mówią: „ostrożności nigdy za wiele” zapamiętaj te słowa Flacha, jeszcze ci się przydadzą. - Daleko jeszcze kurwa? Nie chce mi się już iść – do rozmowy włączył się lekko wkurzony Smętek. - Już nie daleko, kurna Smętek nie wiesz gdzie jest wieżowiec? - zapytał Flacha. - Wiem, ale nie chce mi się myśleć. Takie ekstremalne zadania zostawiam wam.
Chłopcy powoli dochodzili do wieżowca, gdy nagle półszeptem odezwał się Zielarz:
Część 22 / 2
- O w mordę jest ochroniarz! - I co teraz? - rzucił Flacha. - Nic. Wracamy do domu zjeby – odparł Smętek. - Chyba ocipiałeś, albo ci coś na mózg upadł! Stary nie takie numery się już wykręcało - rzucił cwaniacko Flacha. - Co chcesz zrobić? - zapytał Zielarz. - Przekupić pierda. - Ale jak? - Normalnie kurna. Odpalimy mu jednego sikacza i po sprawie - zarechotał tępo Flacha. - Ale ty jesteś pojebany! Myślisz że ten ochroniarz to taki żul jak ty. Zapomnij. - No to co chcesz zrobić geniuszu? - Spróbujemy przejść prze tylnie klatki niedaleko biur, tam nie będzie ochroniarzy.
Po chwili cała trójka była już na tyłach wieżowca. Miejsce to na kilometr kopało trupem. Kontenery na śmieci i kupa syfu dookoła:
- Tfu ale syf, dawno mnie tu nie było, ale wydaje mi się że kiedyś było tu czyściej. - Stary spadajmy stąd zanim mi odpadnie nos! - odparł Zielarz.
Rzeczywiście na tyłach wieżowca panował niezwykły smród, który dodatkowo potęgowała wysoka temperatura. Fetor unosił się wszędzie. Chłopcy postanowili wejść trzecią z czterech klatek prowadzących do wnętrza budynku.
- Dlaczego idziemy właśnie tą klatką? – spytał zaciekawiony Smętek. - Bo od tej najmniej kopie - odparł Flacha.
Wnętrze wieżowca było dosyć obszerne. Na poszczególne piętra prowadziły schody przeciwpożarowe, rzecz jasna na tyłach budynku nie było wind, które znajdowały się po frontowej części strony. Wieżowiec przypominał Pałac Kultury i Nauki, ale był od niego o wiele bardziej „nowoczesny”. Ochroniarz stał z przodu zapewne wynajęty przez jedną z firm, które na prezentacyjnej stronie wieżowca miały swoje siedziby. Budynek przypominał fryzurę niemieckiego piłkarza: z przodu oficjalnie z tyłu imprezowo. Chłopcy zamierzali wbić się na dwunaste piętro, aby w spokoju obalić swój arsenał. Budynek liczył dwadzieścia pięter. Osiemnaście to część mieszkalna, a ostatnie dwa zajmowały kotłownia i strych na którym często w zimie gnieździli się lokalni żule. Kiedy znajdowali się na ósmym piętrze wszyscy stwierdzili, że dalej nie ma sensu iść po czym zaszyli się na półpiętrze, niedaleko drzwi prowadzących do zsypu i przygotowywali się do rozpoczęcia libacji. Na pierwszy ogień poszedł jeden z dwóch sikaczy. Napis na butelce głosił: „TYTAN – wino dla mocarzy”, Zielarz czytając etykietę zapytał:
- Flacha co to kurwa jest?