Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Thriller · 7 min czytania

Wilk

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Pogodę można było określić jednym słowem: Parszywa. To samo można było powiedzieć o okolicy. Deszcz strumieniami oblewał mury starych kamienic i chodnikami spływał do studzienek ściekowych. Uwielbiał taką pogodę. Chłodne krople płynące po włosach, twarzy. Często stawał na dachu swego domu, w samych spodniach i pozwalał, by deszcz omywał jego ciało. To go koiło. Oczyszczało. Teraz przed zmoknięciem chronił go szary prochowiec. Ale teraz nie potrzebował ani uspokojenia, ani czystości. Teraz był czas na działanie. Wszedł na klatkę schodową. Drewniane schody skrzypiały pod jego stopami. Na drugim piętrze zatrzymał się przy drzwiach po prawej. Brunatna farba wąskimi paskami odchodziła od drzwi. Powyżej soczewki judasza umieszczono białą, wypukłą tabliczkę z nazwiskiem: {i}M. Raskin. {/i} Wytrychem otworzył zamek. Drzwi skrzypnęły cicho, gdy wszedł do środka. — Jest tam kto? — Z głębi mieszkania dobiegł drżący głos. — Czy to ty, Julio? — Głos z pewnością należał do kobiety. Stąpając na palcach zajrzał do kuchni. Stary kredens, drewniany stół z dostawionymi dwoma krzesłami pod oknem. Na kuchence gazowej stał czerwony czajnik. Pod nim tańczyły niebieskie ogniki. W Kuchni nikogo nie było. Zawrócił i stanął pod drzwiami salonu. Odsunął połę płaszcza i z kabury przy pasie wyciągnął Walthera. Nakręcił tłumik na lufę. Zajrzał do pokoju. — Kim pan jest!? — Siedząca na wersalce staruszka z trudem wstała. Potrzebowała laski, by utrzymać się na nogach. Wkroczył do pomieszczenia. Uniósł wyprostowane ramię i dwukrotnie pociągnął spust. Staruszka runęła na podłogę. Przyklęknął przy ciele, przyłożył palce do jej szyi. Była martwa. Podszedł do okna i zasunął ciemnozielone zasłonki. Przeszedł do kuchni i zrobił to samo. Wrócił do przedpokoju. Upewnił, że drzwi wejściowe są zamknięte. Teraz wystarczyło tylko czekać. Wszedł do salonu. Opadł na wersalkę. Zamknął oczy. Nie chciał tego. Nie tak to sobie zaplanował. Zaczęło się miesiąc temu. Gdy zginął porucznik Kaszczyk, okazało się, że jego konto ma więcej zer niż można by uzbierać z policyjnej pensji. Wezwano wewnętrzny i się zaczęło. Przesłuchania, przeszukania, sprawdzanie kont, grzebanie w przebiegu służby. Nie jest łatwo zlikwidować konto i usunąć wszelkie ślady jego istnienia. Ale jemu się udało. Wtedy przydzielili mu tę nowicjuszkę. Taka z niej była nowicjuszka, jak z niego święty turecki. Na odległość śmierdziała wewnętrznym. Akurat teraz awansowała i została przeniesiona do jego wydziału. I akurat jemu ją przydzielili. Skrupulatna, metodyczna, jak adept, ale elastyczna, jak stary wyga. Do tego miała doskonałą siatkę informatorów. Nagły gwizd przerwał rozmyślania. Niemal podskoczył na kanapie. Dopiero po chwili zorientował się, że to czajnik tak wyje. Wszedł do kuchni i zakręcił gaz. Czajnik zamilkł. Cała ta sprawa kosztowała go strasznie dużo nerwów. Wrócił do pokoju. Podniósł z ziemi staruszkę. Była ciężka. Sapiąc posadził ją na kanapie. Cholera... Kto by pomyślał, że ta starucha jest informatorem? Ułożył ją tak, by wyglądała naturalnie i przysiadł za wersalką. Julia Bielewska. Tak się nazywała ta „nowa”. Nawet niezła była. Wewnętrzny się postarał. Zresztą, nie było tajemnicą, jakie kobiety go pociągają. Wysokie brunetki z silną osobowością. Czyżby myśleli, że go uwiedzie? Więc nie była policjantką, tylko dziwką. Pewnie! To, co chciała mu zrobić to było kurestwo! Z przedpokoju doszedł go dźwięk obracającego się zamka. Ułożył się wygodniej. Tak, by w razie czego być

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Wilk — czytnik · opowiadania