Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 1 godz. 1 min czytania

Wilk w stadzie owiec.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Był luty i karnawał więc zorganizowano zabawę. Jadwiga udała się na nią ze swoją najlepszą koleżanką Beatą oraz jej chłopakiem Tomkiem. Nie chciała w ogóle iść ale w końcu ją namówili. Pierwszą godzinę przesiedzieli przy stoliku popijając piwo, oczywiście Jadwiga tylko sok z wiśni, gdyż nie wypadało dziewczynie zalewać się piwem na zabawie jak to twierdzili rodzice. Jadwiga czuła się jak przyzwoitka. Nie może tak być - pomyślała - przeze mnie stracą całą zabawę. - Idzie poskakać - zwróciła się do Beaty. - Nie przejmuj się, jeszcze się w swoim życiu naskaczemy, nie możemy cię przecież zostawić samej. - Idźcie proszę. - Dobra, dawaj Beata, może jak pójdziemy, ktoś w końcu poderwie Jadwigę a teraz wygląda na to, że jej pilnujemy - odparł Tomek chwytając Beatę za rękę i ruszając na środek sali. Po kilku tańcach wrócili do stolika i widać, że się rozkręcili bo nie szukając już żadnych argumentów ruszyli z powrotem na środek sali. Jadwiga spojrzała na zegarek ale ten jak na złość zatrzymał się na 23.40 a na pewno minęło już więcej czasu od kiedy przyszli na zabawę. Zajrzała do torebki aby sprawdzić godzinę w komórce ale nie mogła jej znaleźć. Przekładając nerwowo rzeczy wypadł jej portfel. Już się miała schylić aby go podnieść gdy zobaczyła pochylającego się nad nią mężczyznę. Podał jej portfel, po czym spojrzał w oczy i zapytał - Mogę się dosiąść? Jadwiga poczuła jak jej całe ciało dygocze, sama nie wiedziała czy to z nerwów, czy ze strachu, czy po prostu ze wstydu. - Mogę się dosiąść? - powtórzył pytanie nieznajomy. - Tak, proszę - odsunęła mu krzesło. - Jerzy - podał rękę. - Jadwiga. Ich ręce na chwilę się splotły. Jadwiga chciała odruchowo cofnąć swoją dłoń ale Jerzy ścisnął ją mocniej, zbliżył do ust i pocałował. To był dla Jadwigi cios poniżej pasa. Nie wiedziała co ma zrobić. Najchętniej uciekłaby stamtąd pędząc co sił w nogach do swojego pokoju. - Jesteś zdenerwowana? - zapytał. - Nie - skłamała dziewczyna. - Obserwuję cię od dłuższego czasu i zastanawiam się, co robi taka dziewczyna jak ty sama popijając wino. - Nie piję wina i nie jestem sama - odparła nerwowo. - Jestem tu od pół godziny i cały ten czas siedzisz sama. - Jeszcze raz ci mówię, że nie jestem sama. Jest tu moja koleżanka ze swoim chłopakiem. Ja... - Zatem teraz już na pewno nie jesteś sama i skoro oni się dobrze bawią, dlaczego ty nie miałabyś się też zabawić? - przerwał. - O ile myślisz, że jestem łatwą dziewczyną, która tu przyszła aby się napić i wyrwać jakiegoś faceta na noc to się mylisz. Poza tym nie piję wina tylko sok wiśniowy. - I na pewno jesteś jeszcze dziewicą - odparł. Tego było już za wiele. Jadwiga wstała, zarzuciła chaotycznie żakiet na ramiona, zgarnęła torebkę i ruszyła jak pocisk do drzwi wyjściowych. Zapomniała nawet o Beacie i Tomku. Gdy znalazła się już na zewnątrz i zaczerpnęła świeżego, dość ostrego powietrza doszło do jej świadomości, że zostawiła na sali koleżankę, która na pewno będzie się o nią martwić. Powinnam ich uprzedzić - obróciła się. Nie, nie będę tam wracać. Poza tym nie będę im psuć zabawy bo musieliby odwieść mnie do domu. No właśnie, nie mam samochodu a do domu mam ze dwa kilometry. Jest ciemno, w pobliżu ni żywego ducha. Zadzwonię po taksówkę - znowu zaczęła przeglądać torebkę. Cholera, nie mam zegarka, nie mam komórki, dlaczego to właśnie mnie zawsze spotyka coś takiego. Gdyby nie ten idiota, posiedziałabym jeszcze trochę, w końcu wróciliby do stolika Beata z Tomkiem i jak należy odwieźliby mnie do domu. Rozmyślając tak usłyszała za sobą czyjeś kroki. Bała się odwrócić a ręce i nogi zrobiły się jak z waty, serce zaś łomotało jak szalone. - Przepraszam - wyminął ją Jurek mówiąc - Masz rację, pomyliłem się co do ciebie. Być może drink zaszumiał mi w głowie i wszystko wydało się takie proste. Przepraszam, nie chciałem cię obrazić. Jak chcesz odwiozę cię do domu. Myślę, że byłoby to dla ciebie najlepszym wyjściem. O ile mi oczywiście zaufasz. - Albo i nie - odparła wściekła. - Wiesz co, wracam na salę i odwiezie mnie moja koleżanka - dodała. - Za późno Jadziu - zostawiłem na stoliku kartkę aby się nie martwili o ciebie gdyż masz czym wrócić do domu. Teraz to już całkiem poczuła się jak bezradne dziecko. - Wiec jak, idziemy do samochodu? Dopiero teraz w świetle latarni zauważyła, że jest cholernie przystojnym facetem. Zielone, szkliste oczy, włosy opadające lekko na ramiona i gustowny ubiór sprawiły na niej wrażenie. Poczuła się nawet dość dziwnie stojąc obok niego. Niewysoka, przeciętna dziewczyna która nie malowała się, nosiła długi warkocz i ubierała się tak jak na dobrze wychowaną dziewczynę przystało. To fakt, trafił w dziesiątkę. Miała skończone 19 lat i wciąż była dziewicą. Co ma być to będzie, czemu nie? Stracić cnotę z nieznajomym w jego samochodzie na tylnym siedzeniu. Przynajmniej jest cholernie przystojny - myślała. - Idziemy - stwierdziła zdecydowanym głosem. Otworzył jej drzwi, po czym sam wsiadł, odpalił silnik a z głośników popłynął dźwięk piosenki z filmu "Uwierz w ducha". Widać, że cwaniak tak sobie nakręca dziewczyny ale ze mną tak łatwo mu nie pójdzie - znowu wstąpił w nią duch buntownika. Wyjeżdżając powoli z parkingu Jurek pochylił się w jej stronę wyciągając rękę kiedy to skoczyła jak oparzona. - Mógłbyś chociaż wjechać w jakieś ciemne miejsce a nie obmacywać mnie na oświetlonym parkingu! - wrzasnęła. - Dziewczyno, uspokój się, nie miałem wcale tego w głowie. Chciałem wyciągnąć pas abyś się przypięła, chyba że stać cię będzie na mandat gdyby nas zatrzymali - odparł śmiejąc się. Ależ ja jestem głupia - pomyślała. Sama tego faceta na każdym kroku prowokuję a potem... - Gdzie jedziemy księżniczko? - przerwał jej rozmyślania. - Prosto a potem od ronda w lewo - odparła łamiącym się głosem. Oczy napełniły się łzami i ogarnęło ją całkowite poczucie bezradności. Miała 19 lat i nie potrafiła rozmawiać z żadnym mężczyzną. Gubiła się, nie potrafiła znaleźć odpowiednich słów, czuła się jak mały kociak wplątany w kłębek włóczki. - To tu? - spytał Jurek wjeżdżając w wąską uliczkę. - Tak, możesz mnie tu wysadzić. - Skoro zapewniłem twoją koleżankę, że masz czym wrócić do domu to miałem na myśli przede wszystkim twoje bezpieczeństwo, zatem zatrzymam się dopiero przed samym domem. - To ten żółty blok - wskazała budynek po prawej stronie. - W porządku - zatrzymał samochód. Jadwiga odpięła pas i nacisnęła klamkę. - Nie będę się wpraszał do środka, tym bardziej, że mieszkasz z rodzicami. - Tak, oczywiście i na pewno mama spogląda zza firanki trzęsąc się ze strachu czy aby jej córka nie straciła dziewictwa - odparła z uśmiechem Jadwiga. - Podaj mi numer mieszkania, kiedyś przyślę ci kwiaty - odparł Jurek patrząc jej poważnie w oczy. - Dzięki za wszystko i o ile coś było nie tak to przepraszam - będąc tak blisko domu stała się już pewniejsza siebie. - Ok. Do zobaczenia księżniczko. - 16, numer mieszkania 16 - uśmiechnęła się Jadwiga znikając na klatce schodowej. Chciała się jeszcze odwrócić ale zabrakło jej odwagi. Weszła do domu cichutko zamykając drzwi, ściągnęła pantofle i na palcach udała się do swojego pokoju. Nie miała ochoty na prysznic, rozebrała się i położyła próbując zasnąć. Sen jednak nie przychodził za to wciąż miała w pamięci zielone, szkliste oczy Jurka i jego rozbrajający uśmiech.

Parę kolejnych dni chodziła jak struta, nie mogła sobie znaleźć miejsca. Myślami wciąż wracała do tego wieczoru, kiedy to poznała Jerzego. Daj sobie dziewczyno spokój - tłumaczyła w myślach. To nie jest facet dla ciebie. Chciał wyrwać jakąś laskę i ją przelecieć a trafił na brzydkie kaczątko i nieugiętą dziewicę, która sama nie wie czego chce. - Jadziu, jak tam w szkole? - zapytał tato. - Coś ostatnio nie przykładasz się do nauki. - Uczę się - odparła obojętnie. - Bylebyś tylko nie wplątała się w jakieś kłopoty - dodał. - Dlaczego tak sądzisz? - Spytaj się lepiej mamy. Wy kobiety szybciej dojdziecie do porozumienia.

Przy kolacji mama dziwnie spoglądała na Jadwigę aż w końcu zapytała: - Jadziu, jest coś o czym nie wiemy? - Co takiego? - Coś o czym powinnaś nam opowiedzieć - nie dawała za wygraną mama. - Nie wiem co macie na myśli. - Zostaw ją Teresko, jak będzie chciała to sama nam powie. - Ale ja nie mam nic do powiedzenia. - A kto cię odwiózł do domu po tej zabawie w sobotę? - Jak to kto? Beata z Tomkiem. - Beata dzwoniła w niedzielę pytając się czy wszystko w porządku bo ich zostawiłaś na zabawie a sama wyszłaś. Znaleźli tylko kartkę na której ktoś napisał aby się nie przejmowali i masz czy wrócić. No fajnie. Tylko tego brakowało - pomyślała Jadwiga. A co Beatę obchodzi z kim ja wychodzę i co robię. Dobra niania się znalazła. - Więc? - Więc co?! - prawie, że krzyknęła Jadwiga. - Wyszłam z zabawy z dawnym kolegą który odwiózł mnie swoim samochodem pod dom. i Co, może miał jeszcze wejść ze mną na górę i się wam przedstawić? - Beata z Tomkiem martwili się o ciebie - odparł poważnie tato. - To mogli przedzwonić do mnie a nie do was. - Byli nieco zaskoczeni tą pożegnalną kartką, dlatego zadzwonili w niedzielę na telefon domowy i rozmawiali z mamą. - A ja to już się nie liczę. Nie mogę sama o niczym zadecydować, całe życie będę uzależniona od was, a bo to wypada a tamto nie, to znowu... - Dosyć Jadwigo! - tato wstał i wyszedł z domu. - Słuchaj Jadziu, my cię nie kontrolujemy i nikt za ciebie nie chce decydować, boimy się o twoją przyszłość. Jesteś jeszcze młoda i dopiero wkraczasz w dorosłe życie pełne niespodzianek, tak dobrych jak i złych. Mamy cię jedną i chcemy twojego dobra. - Mamo proszę daj mi spokój - powiedziała Jadwiga wychodząc do swojego pokoju.

O co im właściwie chodzi - myślała zrozpaczona. Gdybym faktycznie latała z jednej zabawy na drugą, co rusz zmieniała sobie facetów, nie uczyła się, piła, paliła to owszem, wtedy mogliby gadać a ja żyję jak święta. W wieku 19 lat jestem jeszcze dziewicą. Wytarła ciężko spadające łzy. Uspokoiła się chwilę, sięgnęła po komórkę i wcisnęła numer Beaty. - Halo. - Cześć Beata. - Cześć Jadziu. Jak tam twój romans? - Co takiego? Jaki znowu romans? Nie mam żadnego romansu a poza tym nie jestem dzieckiem i mogę sama decydować za siebie, gdzie idę i z kim oraz kiedy wracam. - Ale to nie powód żeby się aż tak złościć - powiedziała zdumiona Beata. - Poza tym to ty zachowałaś się jak dzieciak skarżąc na mnie rodzicom. - Słuchaj Jadwiga, widzę że jesteś w złym nastroju i coś ci się pomieszało w głowie. Nie dzwoniłam po to aby skarżyć na ciebie tylko zapytać się czy wszystko w porządku. Sama wiesz jacy są teraz faceci, tym bardziej... - A skąd wiesz, że do domu odwiózł mnie facet? A może to była kobieta?! - Święty Mikołaj - zakpiła Beata. - Daj sobie spokój z tą gadką, widzę, że ci coś zaczyna odbijać. Jak dojdziesz do siebie to zadzwoń i wtedy porozmawiamy - to mówiąc Beata rozłączyła się.

Pewnie, Beatka to oczko w głowie moich rodziców. Po skończeniu ogólniaka razem z Tomkiem (byli już parą od dwóch lat) wybrali się na studia matematyczne. Oboje rozważni, ambitni z przemyślanymi planami na przyszłość. Na mnie niestety rodzice się zawiedli bo też chcieli mieć córkę z tytułem magistra , zaś ja wybrałam tylko policealne studium ekonomiczne. Ale choć raz ustąpili pewnie z nadzieją, że w przyszłości zmienię zdanie i skończę jeszcze studia.

Była sobota, dzień w którym robili większe zakupy. Dziś jednak Edmund musiał załatwić coś swojej siostrze zatem obowiązek spadł na kobiety. - Słuchaj Jadziu, skoro zostałyśmy bez samochodu to zrobimy nieco mniejsze zakupy a resztę dokupi tato w tygodniu. Obchodząc masę sklepów i sklepików nawet nie zdawały sobie sprawy, że straciły parę godzin, aż pewna kobieta zapytała się o godzinę. - O rany! Dochodzi 13.00 - krzyknęła Teresa. Teraz już goniły do domu jak szalone bo Edmund miał wrócić na obiad. Kiedy weszły do domu miały już podzielone zajęcia. Jadwiga zobowiązała się rozpakować zakupy a Teresa zabrać się za gotowanie. - Jadwigo, wejdź na chwilę - zawołał tato. Weszła do salonu i zamarła. Na stoliku leżał bukiet czerwonych róż z dopiętą karteczką. - Usiądź proszę - wskazał ręką sąsiednie krzesło. Jadwiga spuściła głowę czekając aż ojciec zacznie rozmowę. - Dla księżniczki Jadzi - Jerzy - przeczytał kartkę. - I? - Co i? Chyba mam prawo wiedzieć co nieco o twoim życiu prywatnym skoro mieszkasz z nami i cię utrzymujemy. Słowa te zabolały Jadwigę, poczuła się jakby wypominali jej każdą kromkę chleba, którą zjadła. - Dobrze - westchnęła. - Kwiaty są od chłopaka, który mnie odwiózł z zabawy do domu. Coś jeszcze? - Mówiłaś, że to dawny kolega więc zadzwoń do niego i mu podziękuj - odparł tato. - Zadzwonię - Jadwiga chciała jak najszybciej zakończyć tą rozmowę.

Przy kolacji temat jednak powrócił. Tym razem zaczęła mama. - Mówił mi Edmund, że dostałaś od kolegi kwiaty, to dobry znak. Mogłabyś go w zamian zaprosić do nas na ciasto i kawę albo nawet na niedzielny obiad. - Mamo, co ty wygadujesz. To nie dawne czasy kiedy w taki sposób rodzice poznawali zięciów i potem snuli już tylko plany o ślubie. Owszem, zaproszę go na kawę ale do baru. - A ten kolega to skąd? Uczyłaś się z nim w podstawówce? - Nie mamo, nie z podstawówki. - Jadziu, więc skąd wy się znacie? - Daj spokój Teresko. Może poznała go w bibliotece lub na jednym z tych zjazdów ekonomicznych. Skoro przysłał kwiaty do domu to musi być dość inteligentny i dobrze wychowany. Dzięki tato - pomyślała Jadwiga mówiąc: - No właśnie, poznaliśmy się na zjeździe. Pomogłam mu ze sporządzeniem bilansu dlatego przysłał mi kwiaty. - A gdzie on właściwie mieszka? - dalej pytała mama. - Zaraz, zaraz, coś mi tu nie gra. Najpierw mówiłaś, że odwiózł cię z zabawy a teraz twierdzisz, że poznałaś go na zjeździe - dociekał tato. Jadwiga poczuła jak robi jej się gorąco a na czole występują kropelki potu. - No właśnie - zaczęła przeciągając wyrazy. - Zadzwoniłam do niego tydzień przed zabawą i zapytałam się czy nie mógłby przyjechać ale stwierdził, że ma dużo nauki. Później jednak w ostatniej chwili się zdecydował i przyjechał ot tak, bez zapowiedzi i to w środku zabawy - wreszcie odetchnęła z uśmiechem, że udało jej się złożyć do kupy całą tą historię i to w tak krótkim czasie. Tato spojrzał na mamę jakby pytając się w myślach czy ona w to wszystko wierzy. Zanim zdążyła otworzyć buzię aby znowu zadać jakieś dociekliwe pytanie Jadwiga wstała od stołu, wzięła swój talerz i sztućce mówiąc: - Nie przejmujcie się, na pewno zadzwonię i mu podziękuję.

Tak, zadzwonię ale gdzie? Skoro nie podał mi nawet swojego numeru telefonu. Nie wiem nawet jak się nazywa. Nie wiem gdzie pracuje. A może nawet ma żonę i dzieci - myślała będąc już w łóżku.

Minęły dwa tygodnie i znowu przyszedł bukiet czerwonych róż z identycznie wypisaną kartką: Dla księżniczki Jadzi - Jerzy. I jak na nieszczęście pierwsi byli rodzice. Tym razem już bez zbędnych wywodów ale z lekką ironią w głosie mama zawołała Jadwigę do korytarza, gdzie stał posłaniec z kwiatami. - Dziękuję. A mogę wiedzieć z jakiej to kwiaciarni? - powiedziała Jadwiga. - Tak, oczywiście - odpowiedział młody chłopak wyciągając z kieszeni wizytówkę zakładu kwiaciarskiego. - A po co ci wiedzieć z jakiej kwiaciarni są kwiaty? - zapytała Teresa - Tak sobie. - Podziękowałaś Jerzemu? - wtrącił tato. - Tak.

W poniedziałek po zajęciach od razu udała się pod wskazany na wizytówce adres. Nie była to jakaś tam mała kwiaciarenka ale duża, z obrotowymi drzwiami kwiaciarnia a raczej galeria kwiatowa. Na dole były palmy i rośliny tropikalne porastające niewielki sztuczny wodospad. Dwa zaokrąglone stopnie prowadziły nieco wyżej do obszernej sali gdzie znajdowały się kwiaty, stroiki, bukiety, wiązanki i różnego rodzaju dekoracje kwiatowe. Sama nazwa kwiaciarni wypisana przed wejściem dużymi, pozłacanymi literami MARZENIE sprawiała duże wrażenie. Jadwiga może i przejeżdżała nieraz obok tego miejsca ale nigdy nie zwróciła na nie uwagi. Było już po południu więc podświetlenie sprawiało niesamowity efekt. - Dobry wieczór. W czym mogę pani pomóc? - zapytała młoda, elegancka dziewczyna ubrana w czerwoną dopasowaną sukienkę i czarny, krótki żakiecik. - Dobry wieczór. Ja, ja chciałabym się o coś zapytać - bąkała zawstydzona Jadwiga. - Ależ oczywiście, słucham panią. - Parę razy dostarczono mi do domu bukiet róż, nawet przedwczoraj ale nie wiem kto je przysyła. Mam tu tylko taką karteczkę - wyjęła ją z kieszeni i podała dziewczynie. - Dla księżniczki Jadzi - Jerzy - przeczytała i uśmiechając się stwierdziła: - Jeżeli klient płaci z góry za usługę, nie pytamy się o jego dane i nie wiemy kim jest. Gdyby płacił kartą lub przelewem, co prawda istniałby w naszym systemie klientów internetowych. Obowiązuje nas jednak tajemnica zawodowa i o ile zastrzegłby swoje dane osobowe, nie mogłabym udzielić pani żadnej informacji. - Czyli rozumiem, że przychodzi osobiście, płaci od ręki i nie jest tu zarejestrowany? - oznajmiła Jadwiga. - Dla pewności możemy to sprawdzić - odpowiedziała dziewczyna kierując się do jednej z kas, na której znajdował się spory komputer. - Marzenko, sprawdź proszę listę wysłanych kwiatów w sobotę, chodzi o adres... - tu skierowała swój wzrok w stronę Jadwigi, która dokończyła: - Ulica Adama Mickiewicza 1 mieszkania 16. - A tak. Mam tutaj zlecenie. Bukiet czerwonych róż z dedykacją. Nadawca nieznany. Dostarczył Bogdan Strzelecki. Godzina... - Dobrze Marzenko, to nam wystarczy. Serdeczne dzięki. - Dziękuję - powtórzyła Jadwiga. - Jak sama pani widzi nie jestem w stanie nic pani pomóc. - Nie szkodzi. Dziękuję i przepraszam za kłopot - powiedziała Jadwiga czując jak ściska ją w gardle. No tak, ależ wyszłam na idiotkę - myślała. - To nie żaden kłopot. Chętnie służymy pomocą. W takim przypadku mogę pani tylko poradzić aby zaczekać cierpliwie aż nadawca sam się ujawni. Może jest zbyt nieśmiały albo ma jakieś plany - oznajmiła z uśmiechem dziewczyna. Nieśmiały to on na pewno nie jest, zaś plany... Ciekawe jakie? - myśląc to pożegnała się i wyszła z kwiaciarni. A może zadzwonić do Beaty? Może ona wpadnie na jakiś pomysł? - przemknęło jej przez myśl w drodze powrotnej do domu. Nie, nie będę jej o niczym mówić. Wygada się potem moim rodzicom i narobi mi niepotrzebnych kłopotów. Myśli kłębiły się w głowie aż w końcu sięgnęła po telefon i zadzwoniła. - Halo. - To ja, Jadwiga. Beatko, chciałam cię przeprosić za ten mój ostatni wyskok. Miałaś rację, że coś mi odbiło. Słuchaj, może byśmy się umówiły na jakąś kawę w tym barze gdzie ostatnio robili zabawę. - Dobra, nie ma sprawy. W sobotę wieczorem? - Ok. Zajedziesz po mnie? - Wezmę samochód od Tomka. On teraz ma sporo zajęć i siedzę sama więc sobie pogadamy.

W sobotę Jadwiga postanowiła zmienić nieco swój wygląd. Założyła dżinsy, dopasowany sweterek uwidaczniający niewielki biust, rozpuściła włosy spryskując je lakierem i zostawiając w nieładzie. Spojrzała w lustro i efekt był zadziwiający. Ujrzała inną, pełną życia twarz nastolatki a nie zszarzałej obojętnej dziewczyny. - Ależ zmiana! - zauważyła w progu Beata. - Czekaj, podmaluję ci trochę oczy i laska jak się patrzy - dodała. Po co szła do tego baru? Z nadzieją, że może spotka tam Jerzego. Przesiedziały prawie dwie godziny ale Jurek się nie pojawił. Wsiadając do samochodu Jadwiga nie wytrzymała. - Beata, pamiętasz jak znalazłaś na stoliku kartkę na której pisało, że wszystko jest w porządku i abyście się nie martwili bo mam czym wrócić do domu? - Pewnie. To było napisane na serwetce. - Ale to nie ja pisałam. - Wiem. Znam twoje pismo, dlatego też zadzwoniłam na drugi dzień zapytać się czy dotarłaś cała i zdrowa do domu. Znam ciebie i wiem, że to nie w twoim stylu. Chciałam nawet iść na policję, ale Tomek poradził aby zaczekać do rana i wtedy przedzwonić. - Słuchaj Beatko, mogę ci zaufać? - Oczywiście. Co się stało? - Otóż na tej zabawie podszedł do mnie facet. Na początku mnie wkurzył. Bynajmniej myślałam, że on myślał, że ja tu siedzę aby poderwać jakiegoś faceta - plątała słowa Jadwiga. - Chciałam pojechać do domu taksówką ale nie miałam komórki aby ją zamówić a ten powiedział, że mnie odwiezie. Gdy byłam już w samochodzie przypomniało mi się, że powinnam was uprzedzić. Wtedy on stwierdził, że zostawił wam wiadomość. Odwiózł mnie pod sam blok i tyle. - Skoro nic złego ci się nie przytrafiło i odwiózł cię do domu to super! Jaki w tym problem? - Już dwa razy przysłał mi do domu róże z kartką: Dla księżniczki Jadzi - Jerzy. - Cooo? - Beacie o mało oczy nie wyszły z orbit. - Kieruj! Patrz na drogę! - krzyknęła Jadwiga kiedy to przejechały na czerwonym świetle. Zjechały w boczną ulicę, Beata zaparkowała samochód, otworzyła szybę i wyciągnęła papierosa. - Ty palisz? - zapytała zdziwiona Jadwiga. - W takich sytuacjach jak ta, owszem. Chcesz spróbować? - Jeszcze tego by brakowało. - Spróbuj, bynajmniej mnie fajki czasami uspokajają. Jadwiga nigdy w życiu nie spróbowała tytoniu ale tym razem posłuchała koleżanki. Wzięła papierosa w usta, przypaliła i już miała się zaciągnąć kiedy dym wleciał jej do oczu. Zakrztusiła się, poleciały łzy a z nosa krople wody. - Początki są zawsze trudne - buchnęła śmiechem Beata. Kiedy obie doszły do siebie, Beata zapytała poważnie: - Mówisz, że odwiózł cię pod blok i tyle, a skąd on zna twój numer mieszkania? - Bo mu powiedziałam. - I po co? No tak, dopiero teraz Jadwiga przypomniała po co. - Poprosił o numer mieszkania mówiąc, że kiedyś przyśle mi kwiaty. - Zatem sama tego chciałaś. Bynajmniej facet jest słowny. - Tak masz racje. Ale ja nawet nie mogę mu podziękować, nie mówiąc już o jakimkolwiek spotkaniu. Nie wiem jak się nazywa, nie wiem gdzie mieszka, czy pracuje, czy ma... - Przestań panikować - przerwała Beata. - Ty to nazywasz paniką? Moi rodzice dopytują się kto to jest a mama chce abym go zaprosiła w którąś niedzielę na obiad. - Skoro wysyła ci kwiaty, widać że mu zależy na tobie. - Beatko, ja się po prostu zaczynam bać. A jak to jakiś psychopata? - A do samochodu to się nie bałaś w nocy wsiadać - stwierdziła przekornie Beata. - Słuchaj, a jakbyś tak poszła do tej kwiaciarni? Tam powinni wiedzieć jak się nazywa albo bynajmniej mieć jego numer telefonu. - Byłam tam i się tylko zbłaźniłam bo powiedzieli, że nie interesują ich dane klientów którzy płacą z góry za usługę. - No dobra, kwiaciarnia odpada. A pamiętasz może numer rejestracyjny samochodu? - Ty chyba oszalałaś, jak mogłam w nocy dojrzeć numer rejestracyjny i jeszcze go zapamiętać? - Czekaj mam plan - powiedziała podniecona Beata zawracając i kierując się z powrotem w stronę baru. - Co robisz? - Wracamy na parking. - Po co? - Chyba wiesz w którym miejscu miał zaparkowany samochód a o ile mi powiesz jakiej marki to jeszcze lepiej. - Samochód to audi, kolor ciemny granat albo czarny, duży z czterema drzwiami. - No to super, już mamy jakiś ślad. teraz tylko powiedz gdzie on był zaparkowany. - Wydaje mi się, że w tamtym rzędzie koło alejki z klonami. Beata ruszyła wolno we wskazanym kierunku. - Chyba tutaj, bo jak cofał to musiał wyminąć śmietnik. - Dobra! Pogadam z Tomkiem i być może rozwiążemy problem a ty czekaj spokojnie na mój telefon. - Co chcecie zrobić? - Odnaleźć twojego księcia Jerzego - odparła śmiejąc się Beata.

Minęły prawie trzy tygodnie. W sobotę znowu Jerzy przysłał bukiet czerwonych róż swojej księżniczce. Rodzice tym razem byli zbyt zajęci aby dociekać w sprawie przyszłego zięcia. Zachorowała ciotka Elwira i rodzice musieli się nią zaopiekować. Mama robiła zakupy, gotowała, sprzątała, tato w międzyczasie robił drobne remonty w domu siostry. Namawiali ciotkę aby się do nich przeniosła, ale gdzie tam. Stwierdziła, że z własnego domu to wywiozą ją jedynie w trumnie. Zresztą była starą panną więc miała swoje nawyki i kaprysy. Przyszła wiadomość od Beaty, że przykro jej bardzo, zrobili z Tomkiem co mogli ale okazało się, że owe audi należy do pewnej starszej pani Joanny Tymowicz. Może to matka Jurka? - pomyślała Jadwiga. Siadła do komputera i umieściła w Facebook dane kobiety ale nikogo takiego nie znalazła. Jerzego Tymowicza też nie było. Trudno - pomyślała - I tak zrobili co mogli.

Któregoś razu przy obiedzie tato podsunął pomysł aby załatwić ciotce kogoś, kto mógłby przychodzić do domu na rehabilitacje gdyż miała problemy z chodzeniem. - To dobry pomysł - odparła mama - Trzeba kogoś poszukać - dodała. - Wyobraź sobie Teresko, że Elwira sama wspomniała coś o Jerzym, Który przychodzi również do jej koleżanki. - A która to jej koleżanka jest taka chora, jak one wszystkie latają co rusz po sanatoriach, po wczasach, wydają fortuny na sauny, fitness i inne atrakcje. Trzymają się lepiej ode mnie mimo, iż są dużo starsze. - Teresko, nie zazdrość - zaśmiał się tato. - Jak uzbieramy trochę grosza to na emeryturze też skoczymy czasem do tej sauny. - W porządku, niech Elwira porozmawia z tym Jerzym i jak się zgodzi do niej przychodzić to mamy problem z głowy. Jadwiga uśmiechnęła się w duchu myśląc: Następny Jerzy, udzieli paru godzin rehabilitacji ciotce a potem będzie wysyłać kwiaty. Ale ta chociaż będzie wiedziała co nieco o nim a o moim w dalszym ciągu cisza.

Nie minął tydzień jak do ciotki przyszedł pan Jurek. Młody, bardzo przystojny i inteligentny chłopak, który z czułością masował Elwirze nogi przez godzinę i smarował olejkami. Zobowiązał się przyjść w przyszłym tygodniu. Ciotka cała w skowronkach. Nawet stwierdziła, że gdyby była o te kilkadziesiąt lat młodsza to by go tak łatwo nie wypuściła z domu.

Znowu kwiaty, tradycyjnie bukiet czerwonych róż z karteczką. Rodzice na szczęście przestali się już wypytywać, jedynie Jadzia dostała przydomek księżniczki. - Księżniczko, co robisz w piątek? - spytała mama. - Jak to co? Mam szkołę. - A mogłabyś tak opuścić ten jeden dzień w szkole i iść do ciotki? - A niby dlaczego w piątek? - Bo przyjdzie pan Jurek. Ja nie mogę iść, muszę zostać dłużej w pracy bo Danusia ma wizytę u dentysty. Mówiłam ci chyba, że wstawia implanty. Przy okazji mogłabyś zobaczyć te ćwiczenia i gdyby pan Jurek nie mógł przyjść któregoś razu, mogłabyś go zastąpić. Poza tym poznasz osobiście pana Jurka, to bardzo sympatyczny chłopak. - Też mi coś - pomyślała Jadwiga. Ciotka biedna nie jest. Stać ją na wczasy, obraca się wśród dzianych kobiet, ma swoje kaprysy a ja mam iść i wpatrywać się w jakiegoś rehabilitanta i może jeszcze robić notatki jak należy masować zwiotczałe nogi? - Więc co? Pójdziesz? - przerwała jej rozmyślania mama. - Pójdę - westchnęła ciężko Jadwiga.

Nadszedł dzień rehabilitacji. Jadwiga wyciągnęła z szafy dres, w którym ćwiczyła w ogólniaku, założyła adidasy i ruszyła do domu ciotki. Pogoda była dość ładna, świeciło słońce, postanowiła więc iść na piechotę a był to niezły kawał drogi bo ciotka mieszkała prawie za miastem w bogatej dzielnicy jednorodzinnych domków z ogródkami. Nacisnęła na zabytkową klamrę przy ogromnych drzwiach wejściowych i usłyszała jak ktoś powoli zbliża się do drzwi. Była to ciotka Elwira. Poruszała się o dwóch kulach ledwie ciągnąc nogę za nogą. Gdy tylko otworzyła drwi, odłożyła obie kule na bok i rzuciła się na szyję zaskoczonej Jadwigi. - Pomału ciociu bo się przewrócisz! - krzyknęła wystraszona. - Aj dziecko. Tak w zasadzie to już nic mi nie jest ale robię to dla Jurka aby przychodził. To taki wspaniały mężczyzna. I te jego delikatne ręce - rozmarzyła się 68-letnia kobieta. - Ależ ciociu... - Cicho Jadwigo. To będzie nasz sekret. W końcu na stare lata też się ciotce należy trochę czułości. Jadwiga była zbulwersowana zachowaniem ciotki. Najchętniej obróciłaby się na pięcie i wyszła ale było już za późno gdyż obie usłyszały kolejne łomotanie zabytkową klamrą. - Poczekaj chwilę. Podaj mi kule - wpadła w panikę ciotka. - Już, już Jureczku. - Uff - westchnęła ciężko Jadwiga. Kiedy w końcu otworzyły się drzwi i ukazała się w nich postać pana Jureczka, Jadwiga poczuła jak zalewa się potem a nogi opanowuje całkowity paraliż. - Poznajcie się - powiedziała ciotka. - To jest moja bratanica Jadwiga a to mój uzdrowiciel Jureczek. - Miło mi pana poznać - wydusiła przez zaciśnięte zęby. - Mnie również pani Jadziu. Zaglądając w pani oczy wydawałoby się, że znamy się od dawna - uśmiechnął się w stronę ciotki. - Ale dosyć już powitań. Jureczku, jestem gotowa a ty Jadziu idź do kuchni i zrób nam po małej czarnej.Oczywiście w tych porcelanowych filiżaneczkach z kwiatuszkami. Tylko nie pobij bo są bardzo drogie. - Uff. W co ja się wpakowałam? Bogata, rozkapryszona baba zrobiła ze mnie służącą i myśli, że jestem na dodatek nieudacznikiem i pobiję jej ulubione filiżaneczki. Jak na złość zalewając gorącą kawę jedna z nich pękła i dało się słyszeć brzdęk spadającej połowy na podłogę. - A nie mówiłam - odparła nie ukrywając złości ciotka. - Ta dziewczyna ma pecha w życiu. Do czego się nie dotknie... - Spokojnie pani Elwirko, nie wolno się pani denerwować. To tylko filiżanka a dziewczyna może nie umie zaparzać kawy. - Idiota! - już chciała krzyknąć Jadwiga kiedy przechodząc z tacą przez próg zahaczyła się i o mało nie wyłożyła jak długa. Na szczęście nie widziała tego ciotka siedząca tyłem w swoim obszernym skórzanym fotelu. Rozmowa się nie kleiła tylko ciotka wpatrzona w Jureczka jak w obrazek co rusz zasypywała go komplementami. Gdyby wybrała protezy to pewnie ślina ciekłaby jej do pasa - Jadwigą aż wstrząsnęło. - Jadziu nie zimno ci? - spytała zerkając bokiem ciotka. - Nie. - Ten wytarty dres pewnie jeszcze ze szkoły średniej nie daje zbyt dużo ciepła - stwierdziła. Jadwiga miała już powyżej dziurek w nosie słuchania tych poniżeń. Wstała mówiąc: - Wiesz ciociu, ja idę do domu. Czuję się tu zupełnie niepotrzebna. - Ależ skąd dziecko. Zaczekaj i jak dokończymy to Jureczek odwiezie cię do domu. Prawda Jureczku, że nie sprawi ci kłopotu odwieźć moją bratanicę? - Zrobię to z wielką przyjemnością. - Jureczku, ty jesteś naprawdę aniołem. Aj, gdybym była młodsza, nie uciekłbyś mi ptaszyno. - Ależ pani Elwirko, pani tryska energią i młodością. - Słuchaj Jureczku, skoro poznałeś już moją bratanicę to moglibyście się spotykać. A gdyby coś i wyszło w przyszłości moglibyście u mnie zamieszkać. Mam duży dom, jestem sama a tak miałabym prywatnego rehabilitanta i kogoś, kto by mi pomagał sprzątać. - Najpierw musiałabyś wymienić porcelany na zwykłe kubki bo taki pechowiec jak ja wytłukłby wszystko w kuchni. - No właśnie, niech pani Elwirka ułoży się teraz wygodnie na sofie i obejrzy swój ulubiony serial a my umyjemy

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Wilk w stadzie owiec. — czytnik · opowiadania