Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Pisarstwo · 7 min czytania

Wilki

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Praga 1978. Bieda. Gęsta jak muł rzeka Wisła. Zalewa gardła głodem, nie daje nic prócz śmierdzących ryb. Mała kamienica pod numerem 24, na ulicy Ostrołęckiej. Krzyki dobiegają z dużego pokoju. -Znowu nie posprzątałaś!!! – drę się. – Co to ma kurwa być?! Syf jak w rynsztoku! Cały dzień nic nie robisz, tylko czytasz te swoje książeczki!! – unoszę rękę do ciosu. Siedzi skulona w kącie, czerwone spływają po jej ceglanych włosach. Zaciska małe piąstki, jak do modlitwy i nie śmie nawet drgnąć. Wzrok wbity w podłogę, bez nadziei. -Co teraz kurwa milczysz!? Jak rodziłaś te pieprzone dziecko to byłaś bardziej rozmowna! – wyładowuje się. Widzę jak się trzęsie, jak co wieczór szczęka zębami, jak jej lisia twarz nie wyraża absolutnie niczego, jakby jej w środku nie było. Słyszę kroki za sobą, w drzwiach staje moja córka. Ma może z 10 lat, nie pamiętam – czas szybko płynie. W nocnej obciągniętej koszuli jej matki, ściska jedną rączką brudnego misia. Ma ten sam nieobecny wzrok jak jej matka, te same rude włosy, ten sam zgrabny nosek i wdzięczne usteczka. I prosi mnie. Wiem, że prosi mnie o coś. Ale nigdy nie powiedziała o co chodzi. Może nie umie mówić? -Tato zrobisz mi herbaty?... – pyta. Głos zawiesza jej się w pół zdania, jakby bała się zakłócić tę podniosłą chwilę. – Zimno mi. A no tak, nie zapłaciłem w tym miesiącu za prąd i farelka nie działa. Szlag by to, dopiero 7, a już nie ma prądu. Jak ja wylądowałem w tym syfie… Odrywam wzrok od brudnego kąta i podchodzę do dziecka. Kucam przy niej. - Mówiłem ci wczoraj, że nie ma herbaty. I nie będzie do końca miesiąca. – Czego to dziecko nie rozumie. Nie ma pieniędzy to nie ma herbaty, zabawek, czekolady. Nic nie ma. - Tato, ale ja… - słyszę i aż mnie zalewa. - Tylko ja, ja, ja… Ciągle tylko kurwa JA! Ile można!? A gdzie w tym wszystkim jest miejsce dla mnie? W kącie? Na wysypisku? Żyć się odechciewa. Widzę przed sobą kulące się ze strachu dziecko. Patrzy na mnie z wyczekiwaniem, ale drżą jej ręce tak jakby miała atak padaczki. Klękam. - Pójdę do Mirka, może zostało mu trochę herbaty. – wstaję i trzaskam drzwiami.

Super kurwa. Mirka nie ma. I skąd ja mam wziąć smarkuli herbatkę? No ale jak obiecałem to trudno. Schodzę na sam dół kamienicy. Pukam pod dwójkę. Mieszka tu taki stary babsztyl, ciągle tylko drze japę o niewyniesione śmieci, syf na klatce i takie tam. Ale czasem daje małej jakąś szmaciankę, albo landrynkę. Pukam. Nic. Pukam. Cisza. W końcu wale pięścią zniecierpliwiony. - Kto tam?! – Słyszę staruchę. Jakby nie mogła być trochę dla ludzi milsza, może ja nie chce słyszeć jej skrzeczenia. - To ja. Damian z pod dziesiątki. - A czego tu chce?! - Kakao dla małej! Otwórz, że drzwi! Nie będę gadał z tobą jak przez kratki w zoo! – słyszę jak odsuwają się zgrzytliwie zasuwy i chrobota zamek. Bez namysłu wchodzę do środka, zamykając za sobą drzwi. Misternie odlepiające się kawałki tapety kontrastują z ogólnym syfem, tu i ówdzie na podłodze, starej wytartej kanapie walają się jakieś graty. Całe mieszkanie przypomina uporządkowane wysypisko śmieci. Wszelakich.

Idę przez…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Wilki — czytnik · opowiadania