Fantastyka · 53 min czytania
Wina
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 3
WINA
- Nie! - Koler z furią uderzył w jedno z luster. Potłuczone szkło natychmiast wróciło na swoje miejsce. - Nie! Nie! Nie! - Po kolei jego ofiarą padały pobliskie zwierciadła. Duch unosił się zgarbiony, ze spuszczoną, oparta o ramę głową. Dyszał, z całych sił usiłował się uspokoić. Zapanowała nieprzenikniona cisza. Duch nie był skory do rozmów, a i Haverowi przeszła chęć na cokolwiek. Patrzył. Skrzydło nie zwisało już nienaturalnie, lecz wróciło na swoje miejsce. Krwawe rany zagoiły się równie szybko. - Koler... Jesteś moim krewnym? Koler odwrócił głowę i tępo spojrzał na Havera. - Zwalniam cię z danej mi obietnicy. Skoro wszystko wiesz... Kim jestem... Nie sądzę, byś chciał mnie uwolnić - ponownie oparł się o srebrną ramę. - Nie pleć głupot, ja też jestem z nim spokrewniony i co z tego? - Nie jesteś z jego krwi! Pochodzimy z tego samego rodu, to wszystko. Ja natomiast mam w sobie tę przeklęta krew - wyjaśnił. - Widziałeś co się ze mną dzieję, gdy wpadam w gniew. Słyszałeś jego słowa. On ma słuszność... Jestem taki jak on. Dlatego nie mogę być wolny... Lepiej będzie jeśli pozostanę tu... Na zawsze. - Bzdura. On chciał zdobyć nad tobą psychologiczną przewagę. To taka taktyczna zagrywka. - Nie znasz mnie... Nie wiesz jaki jestem - odwrócił się, a jego oczy wyrażały pustkę i zrezygnowanie. - Mam oczy - Haver położył dłoń na ramieniu ducha. - Nie widzę w tobie potwora, lecz szlachetną osobę. Ktoś mi niedawno wyjaśnił, że nie szata zdobi człowieka. - Twoje słowa są dla mnie pocieszeniem... Nie podejmuj decyzji zanim nie pokażę ci przyszłości. - Przyszłość Atlantydy? Zobaczę przyszłość? - To tylko jeden z możliwych scenariuszy - wyjaśnił. - Musisz bowiem wiedzieć, że każdy nasz ruch; decyzja, a nawet chwilowa myśl, poważnie wpływa na przyszłe zdarzenia. Tak więc, przyszłości jako takiej niema. Istnieją jedynie zdarzenia. Niezliczona ilość scenariuszy. Pamiętasz, mówiłem ci o kole. Przyszłość, to jakby koło w kole. Wchodząc w przyszłość, nigdy nie wiem co w niej znajdę. - Jak się w tym wszystkim odnajdujesz? - Wrodzona umiejętność - uśmiechnął się po raz pierwszy od powrotu z teraźniejszości. - Ruszajmy. Chcę ci pokazać następne stulecie. - Nie boisz się, że może cię znowu dopaść - zaniepokoił się. - Nie. On nie potrafi podróżować w czasie. A jego odpowiednik nie może mi zagrozić, gdyż to tylko zdarzenie, a my nie mamy ciał. Ponownie opadali, ale nie tak długo jak wcześniej. Przeszli przez kolejne zwierciadło. Znaleźli się na nieznanym pustkowiu. Haver nie przypominał sobie, żeby na Atlantydzie istniała podobna kraina. Pod nimi znajdował się rozległy obszar wyjałowionej ziemi. Prawdopodobnie trafili na wieczorną porę, gdyż niebo spowite było czerwienią. A może nie? Słońce nad ich głowami przygrzewało niemiłosiernie. Haver sam już nie wiedział czy ma do czynienia z wieczorem, czy może południem. Panowała wszechogarniająca cisza. Nie słyszeli szelestu roślin, nawet wiatr zdawał się niemy. - Gdzie my jesteśmy? - Nie gdzie, tylko kiedy - odpowiedział. - Mamy rok 5100r. e.a. Jesteśmy w Królestwie Dragonii. - Nie możliwe. Nie tak wyglądał mój dom! - To przyszłość. Od twojego zniknięcia upłynęło sto lat. - Mojego zniknięcia?! Zabił mnie Hadonis? - Nie. Nigdy nie umarłeś - odparł. - Zostałeś uwięziony w moim świecie. To znaczy na Kallunie. Mieszkasz tam sam i niedługo postradasz zmysły. Oczywiście w tej wersji. - A co z tobą, dlaczego mnie porzuciłeś - zapytał lekko podenerwowany. - Dokładnie sto lat temu Hadonis dopadał mnie. Pozbawił serca i przejął ciało. Ale przyszłość już została zmieniona. dzięki tobie uciekłem. Haver patrzył na otaczający go widok. Apokaliptyczna wizja świata wstrząsnęła nim dogłębnie. - Taka jest nasza przyszłość? - zapytała cicho. - Do tego dąży mój świat? Więc po cóż nasze starania - westchnął zrezygnowany. - Po cóż było tyle ofiar, skoro i tak zginiemy?! - jego krzyk niósł się echem po martwej krainie. - Nie słuchałeś. To nie jest przyszłość - strofował druha. - Zmieniliśmy ją, jest już całkiem inna. - Doprawdy? - spojrzał na ducha wzrokiem przepełnionym nadzieją. - Tak - przyznał. - Zresztą i w tym świecie historia nie zatoczyła jeszcze koła. Tu nadal tli się zarzewie życia - wskazał na Północ. - Widzisz ten maleńki gaik. To monument dawnej potęgi. Symbol życia i bezgranicznej wiary. - Cudowny Gaj - słowa z trudem przechodziły mu przez gardło. - Nadal istnieje. Kto utrzymuje go przy życiu?! - Nie to jest najważniejsze - Koler poprowadził rozmowę na inny tor. - Pokazałem ci to zdarzenie, gdyż muszę mieć pewność, że nie będziesz żałował,jak już mnie uwolnisz. - Przymknął na chwilę oczy. Na jego twarzy zagościło duże skupienie.- Nadchodzi - odezwał się, nie podnosząc powiek. - Bestia? - Nie. Bestia zginęła - opowiedział z lekkim uśmiechem. - Spójrz, na wzgórze Trydu - wskazał. Wysoko, tuż nad urwiskiem Haver ujrzał białowłosą kobietę. Pomylił się. Nie kobietę, ale młodziutką dziewczynę. Zmylił go kolor jej włosów. Stała napinając wielki łuk, którego dziesięciu nie dałoby rady napiąć. - Kto to? - Pytanie to zadał bardziej ze zdziwienia niźli z ciekawości. Miał ochotę podlecieć bliżej i lepiej przyjrzeć się nieznajomej. - Zgadzam się - Koler kiwną głową. - Na co? - Podlećmy do niej. - Skąd wiedziałeś?! Nie powiedziałem tego na głos. Duch Czasu westchnął ciężko i ruszył w stronę nieznajomej. - Zaczekaj! - Haver podążył za nim. Znaleźli się obok tajemniczej damy. Księcia wręcz poraziła jej niezwykła uroda. Gdzieś głęboko w sercu uczuł maleńkie ukłucie ciepła. Dziewczyna prawdopodobnie nie miała nawet osiemnastu lat, a mimo to z jej oczu emanowała niespotykana głębia mądrości, odwagi i siły charakteru. Na początku myślał, że wychowano ją w lesie, dlatego jej ciało jest tak dobrze zbudowane i umięśnione. Szybko zmienił zdanie widząc jej płynne i pełne powabu ruchy damy. Podobnie poruszała się Sabrina, ale nawet ona nie dorównywała dziewczynie z przyszłości. - Łabędzica w obcięciach śmierci. - Piękne określenie - Koler przemówił po dłuższej przerwie. - Dokładnie tak bym je określił. - Jest jakaś dziwna - zwrócił się do towarzysza. - Co chcesz przez to powiedzieć - zapytał doskonale wiedząc, co młodemu magowi chodzi po głowie. - Jest troszeczkę umięśniona, ale to wynik ciężkich ćwiczeń. Zresztą, nie wiele różni się od twojej ukochanej. - Nie o to mi chodzi - powiedział poirytowany. Duch traktował go jak młodego szczeniaka. - Jest dziwna pod względem duchowym. Czuję w niej energię, bardzo podobną do energii Sabriny i do mojej własnej. Ale czuję coś jeszcze. Nieznaną siłę, całkowicie obcą temu światu. Duch spojrzał na dziewczynę. - Znam tę siłę... Ona należy do mnie. Nie wiem jednak, dlaczego jest i w niej. Dawno temu, kiedy Hadonis pierwszy raz zjawił się w waszym świecie, taką samą siłę czułem w kobiecie, która nas wtedy uratowała. Hadonis ją zabił. - Może jest dzieckiem Lavryka, albo moim - spekulował Haver. - Nie sądzę. - A może to twoja córka - powiedział entuzjastycznie. - Nie powiedziałeś mi co się stało z tobą, dlaczego wtedy mi nie pomogłeś? - Chciałbym mieć taką córkę, ale sam za chwile przekonasz się, że to całkowicie niemożliwe. Haver z wielkim zaciekawieniem przyglądał się tajemniczej nieznajomej. Patrzyła w tą samą stronę co Koler. Stała nad przepaścią w białej, delikatnej tunice. W rękach dzierżyła srebrny łuk. Haver nie wiedzieć czemu poczuł się senny. Przymknął na chwilę ciężkie powieki, a kiedy je podniósł nie było już dziewczyny w bieli. Zamiast niej stał dziewczyna w czarnym, skórzanym kombinezonie. - Strażniczka - stwierdził. - Teraz poznaję. Tylko ona mogła przeżyć.Na co wyczekuje, skoro bestia od dawna nie żyje? - Kim jest Strażniczka? - Myślałem, że wiesz wszystko? Ona jest adoptowaną córką Władcy Puszczy, jego wychowanicą. Zna się na magii tak samo jak Zachar. - Nadlatuję jej przeciwnik - odparł smutno. - Za chwilę go zobaczysz. Po czasie, który spędził z Duchem Czasu, stwierdził, że jego nowy znajomy jest niezrównoważony emocjonalnie. Czasami w Kolerze więcej było z dziecka, niźli z mężczyzny. Spojrzeniem podążył za wzrokiem ducha. Daleko na Południu zauważył na niebie maleńki punkcik, który z niesamowitą prędkością zbliżał się w ich stronę. Ów malutki punkcik rósł i nabierał kształtów. Zobaczył znajomą postać. Był to nie kto inny, tylko Duch Czasu. - To ty, więc żyjesz? To ty zabiłeś bestie? - Tak jakby - mruknął ponuro. - Czegoś tu nie rozumiem, z kim w takim razie walczą? - Ona walczy - odpowiedział - a to jest jej przeciwnik. Ja nim jestem. To ja z tej przyszłości zniszczyłem twój świat. Nadal masz zamiar dotrzymać danego mi słowa? Jestem jak bomba z opóźnionym zapłonem. Wystarczy bym dostał się w ręce Hadonisa i nastąpi koniec wszystkiego. Haver stał porażony oświadczeniem ducha. Przez dłuższy czas nie mógł wydobyć z siebie ani jednego słowa. Miał mieszane uczucia. Z jednej strony pragnął zemsty, z drugiej wiedział, że to nie jego przyjaciel jest temu winien. Zacisnął z całej siły ręce i powieki. Walczył z budzącą się w nim bestią. - Zdarzenie... To tylko zdarzenie - powiedział przez zęby. - Sam powiedziałeś, że przyszłość już uległa zmianie. - Pokonał swoją nieokiełznaną złość. Rozchmurzył się i położył dłoń na ramieniu ducha. - Nie zmieniłem zdania, choć wiedz, że byłem tego bliski. Koler Niszczyciel wylądował tuż przed Strażniczką. - Ma oczy jak czarna otchłań - stwierdził. - To na pewno nie ty. - Pokazałem ci dość. To nie ma sensu - stwierdził duch. - Co nie na sensu? Że mimo wszystko mam zamiar cię uwolnić? Czy ty, aby na pewno chcesz być wolny?! Nie zachowujesz się jak człowiek pragnący wolności - stwierdził poirytowany. - Bo nie jestem człowiekiem! Może jeszcze tego nie zauważyłeś?! - Dla młodego maga wzrok Ducha Czasu ponownie stał się dziki i obcy. - Przestań! Mnie na to nie nabierzesz - powiedział ostro. - Tym wzrokiem, możesz sobie dzieci straszyć, a nie mnie. Jesteś typowym dzieciakiem, który niegdyś przeżył wstrząs i nie potrafi się pozbierać. Tylko, że ty dorosłeś i powinieneś w końcu zdać sobie z tego sprawę! Masz tysiąc lat, czas dać zmarłym odpocząć. - Nie masz o tym najmniejszego pojęcia - warknął. - Nie wiesz jaki byłem... Nie wiesz ilu niewinnych zabiłem... Nie śpię, gdyż we śnie widzę siebie, potwora! Widzę tylko śmierć, ona mnie otacza. Widzę zmarłych - uśmiechnął się szaleńczo. - Oni przychodzą do mnie. Rozmawiam z nimi. Opowiadają mi o sobie. Jacy byli, czego pragnęli? Znam ich marzenia i pragnienia. Najgorsze jest to, że oni mi wybaczyli! Nie pragną zemsty. Mówią, że jestem taką samą ofiarą jak i oni. Śmieszne prawda? Oni mi wybaczyli, ale ja sobie nie. Jak możesz mi ufać, skoro sam sobie nie ufam? - Nie zmienię zdania - powtórzył Haver. - Wszystko zależy od ciebie. - Czemu mi to robisz? Wiesz, że nie odmówię. Za bardzo pragnę wolności. Krystalia doskonale zdawała sobie sprawę jaki mogę być niebezpieczny, to dlatego zamknęła mnie w lustrze. Wyświadczyła przysługę nie tylko mi, ale każdej żywej istocie. - Znałeś się z mocami? - Tak. Po tym jak usunięto Hadonisa z waszego świata, zasugerowała mi, że mógłbym zamieszkać wraz z nią. Stwierdziła, że mam takie same zdolności jak ona i byłbym w stanie jej pomagać. Obiecała mi, że Hadonis już nigdy mnie nie dosięgnie i wreszcie zaznam spokoju. Zgodziłem się. Tak jak mi obiecała, wreszcie zaznałem spokoju. Lubiłem przebywać w jej towarzystwie, była spontaniczna i zabawna. Zawsze opowiadała mi dowcipy. Razem podróżowaliśmy, pracowaliśmy. Byłem szczęśliwy. Niestety Hadonis uparł się zniszczyć mi życie i dopiął swego. Nie wiem jak, ale o mało nie wdarł się do świata Krystalii. Poświęciła się dla mnie - powiedział z wyraźnym smutkiem w głosie. - Aby mnie ocalić i wzmocnić chroniącą nas barierę, musiała się połączyć z żywą istotą. - I to byłeś ty - dokończył Haver. - Nie chciałem się zgodzić. Po pierwsze dlatego, że musiałaby pozostać w mym ciele na zawsze, a tylko jedno z nas mogło mieć świadomość. Bałem się, że mną zawładnie i nie chciałem, by ona znikła. Zwątpiłem w naszą przyjaźń i nie ufałem sobie. Ona to czuła, a ja nie zdawałem sobie z tego sprawy. - Przerwał na moment, aby spojrzeć na parę przy urwisku. Stali tak jak wcześniej. Nie ruszali się i tylko po ich twarzach można było stwierdzić, że walczą na innym pułapie. Każde czekało na potknięcie drugiego, nawet nie podejrzewając, że są obserwowani. - Uszczelniła barierę tak, że Hadonis już nigdy nie wszedł do środka. Zaraz potem, nic mi nie mówiąc, opuściła me ciało. Kolejna osoba, którą zabiłem. - Moce, które opuszczają ciało nosiciela giną? - Zamieniają się w magiczne oręża. Krystalia posiadała tak wielką moc, że rozpadła się na trzy wielkiej mocy bronie. - To zginęła, czy nie? - Moc, która opuszcza nosiciela zostaje rozerwana przez własną siłę. To wynik kompresji, której poddaje się wchodząc w wybrańca. Wybuch siły jest tak duży, że moc nie jest w stanie się pozbierać. Dla niej to jak śmierć. Ginie główna osobowość, a powstają trzy mniejsze. Krystalia rozpadła się i znikła. Nawet nie zdążyłem poprosić jej o wybaczenie. Od tej pory jestem sam, uwięziony w pułapce, która miała być moim wytchnieniem. - Zrobiła to specjalnie, bo była mściwa? - Nie! - krzyknął. - Nie była pamiętliwa, byliśmy przyjaciółmi. Ona wie, że ja nie chciałem jej skrzywdzić. Kochałem ją, była dla mnie wszystkim. - Myślisz, że ta dziewczyna ma jakiekolwiek szanse? - Któż to wie? One bronią tej krainy odkąd zniknąłeś - odpowiedział Duch Czasu otwierając przejście. - One? Kto jeszcze przeżył? - Wracamy. Pokazałem ci dość. - Kto jeszcze przeżył?! Mów! - Duch usiadł w przejściu i skrzyżował ręce. - Jeszcze się nie domyśliłeś? Cudowny Gaj nadal istnieje. Co prawda teraz jest małym lasem, ale istnieje. Ostatnia opoka życia na tym cmentarzysku. Krainę ową po śmierci brata utrzymuje przy życiu Królowa Sabrina. - Ona żyje?! Muszę się z nią spotkać - popatrzył błagalnie. - To na nic, nie zobaczy cię - odparł. - Pozwól mi na nią chociaż popatrzeć - poprosił. - Przeżyły tylko Strażniczka i Sabrina. Niestety, w walce z Kolerem Niszczycielem, Królowa Sabrina straciła mnóstwo energii. Postarzała się i zapadła w wieczny sen. Nie zastaniesz znajomej młodziutkiej twarzyczki. Twoim oczom ukaże się trzydziestoletnia kobieta. Strażniczka broni swojej pani i ukochanego lasu - wskazał na walczącą parę. - Pod jej opieką jest jedna z magicznych broni. - Skoro tak, to nie obawiam się o ten świat. - Nie powinieneś obawiać się o życie Królowej. Nawet jeśli Strażniczka zginie, jej nic nie grozi. - Jak to - zapytał zdziwiony. - Koler Niszczyciel zakochał się w Królowej Puszczy. Pożąda jej tak bardzo, że pragnie choćby na nią patrzeć. Nie może się do niej zbliżyć, gdyż twój amulet połączył się z jej amuletem i stworzył wokół niej silne pole magnetyczne. Póki ona żyje, na planecie może odrodzić się życie. Koler nie odważy się jej zabić, więc mamy sytuację patową. Wracajmy. - Nie, proszę! Pozwól mi ją zobaczyć. - Dobrze. Ruszyli w stronę Kryształowej Wieży. Wszędzie jak okiem sięgnąć otaczała ich martwa, wypalona ziemia. Z czasem zaczęła pojawiać się trawa. Na początku pożółkła, potem soczyście zielona. - To ma być Cudowny Gaj?! - Krzyknął na widok ruin i przerzedzonego, parohektarowego lasu. - Królowej, nie łatwo jest przeciwstawić się takiemu napływowi złej mocy. To drugi powód jej śpiączki. Zmagazynowała resztę swej siły, aby uratować przynajmniej skrawek ukochanej ziemi. Górna część wieży została prawie całkowicie zrujnowana, ale podziemie, gdzie mieściła się sala tronowa przetrwało. Weszli do środka. - Księżniczko! - Podbiegł do tronu, na którym siedziała. Chciał jej dotknąć, ale nie mógł. Był jak duch. Przez wszystko przechodził, niczego nie mógł dotknąć. - Jest taka piękna - powiedział tkliwie. - Te parę lat sprawiło, że stała się jeszcze piękniejsza. A ja nie mogę jej dotknąć... Pocałować. - Nie rób tego! Ona nie jest twoją narzeczoną! - Sprowadził Havera na ziemie. - Królowa Sabrina na zawsze utraciła swego ukochanego męża. Tak. W przeszłości tej przyszłości Haver ożenił się z Sabriną jeszcze przed pojawieniem się Bestii. Mieli nawet dziecko, ale Koler Niszczyciel wyrwał chłopca z jej objęć i zabił go na jej oczach.W jej sercu ból i smutek po stracie ukochanej rodziny już dawno się zatarły. - Tak. One tak, ale nie miłość. - Położył dłoń na jej policzku, a raczej udawał, że tak czyni. - Syna jej nie zwrócę, ale podaruję jej siebie. Chociaż przez krótką chwilę... - Haver... wróciłeś - wyszeptała ku zdumieniu Kolera. Nie mógł oprzeć się urokowi tej kobiety. Była jago Sabriną i nie była. Wchodząc do lustra stał się duchem, ale jego serce pragnęło, aby przynajmniej na moment był sobą. Nachylił się nad królowa i dotknął jej ust swoimi. Stała się rzecz niezwykle dziwna. Poczuł ciepło jej ust, jej oddech. Była to jednak chwila, którą nie wiedząc o tym oboje zawdzięczali Kolerowi. Duch Czasu współczuł królowej. Chciał jej podarować mały prezent. Zadośćuczynienie za swojego odpowiednika. Nadal spała, ale jej oblicze nie było już maską cierpienia. Uśmiechała się. Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów czuła się bezpieczna i szczęśliwa. Wychodząc, nie mogli uwierzyć, jak bardzo moc Królowej Sabriny wzrosła dzięki jednemu pocałunkowi. Otaczała ich znajoma puszcza, taka sama jak za dawnych czasów. Widzieli mieszkańców budzących się z głębokiego snu. - Byłeś impulsem, który ożywił ten świat - uśmiechnął się Koler. - Uwielbiam patrzeć jak życie powraca i obejmuję rządy, które zagarnęła śmierć. - Nie żałuję, że ruszyłem wraz z tobą. Teraz możemy wracać. Duch Czasu otworzył przejście. Haver wskoczył pierwszy. Koler ostatni raz spojrzał na puszczę. - Wybacz królowo. Kolejny świat, który zginął z moich rąk. - Wskoczył do dziury. Przejście znikło. W tej samej chwili nastąpił wybuch, który rozdarł skorupę ziemską na pół. Świat uległ nieodwracalnej zagładzie. Zginął Koler Niszczyciel, Strażniczka oraz Królowa Sabrina. Zginęło wszelkie życie i śmierć. Istniał już tylko chaos.
Rozdział 2
Książę ponownie znalazł się przed lustrem. Miał wrażenie, jakby zbudził się z bardzo dziwnego snu. Pobiegł sprawdzić co z innymi, w końcu nie było go bite parę godzin. Sabrina i Zachar spali. Sonia, siedziała przy Lavryku. - Co im dolega, dlaczego tak długo śpią? - zapytał zmartwiony. Popatrzyła na niego jakoś tak dziwnie. - Nie minęła nawet godzina - odpowiedziała. - Zgłupiałaś?! Sonia cofnęła się i popatrzyła na Havera z przestrachem. - To z tobą jest coś nie tak. Lepiej się połóż, bo najwyraźniej tobie maszyna najbardziej zaszkodziła. Padło ci na rozum. Haver już sam nie wiedział, co jest prawdą. Wrócił do biblioteki i ponownie stanął przed lustrem. - Czy to wszystko było jedynie snem? - To nie sen - usłyszał w swojej głowie głos. - Pamiętaj o danym mi słowie. Teraz jest odpowiedni moment. - Więc to nie był sen? - Czas może wszystko - w zwierciadle pojawił się Koler. - Mała manipulacja. Słuchaj mnie uważnie. Zbij lustro i wyjmij magiczne kamienie. Ułóż na ziemi tak, jak były poukładane w ramie. Potem... - nagle myśl w głowie Havera przerwała się. - Co się stało? - Jesteś bardzo dobrym magiem? - Tylko Ciemny Pan jest bardzo dobrym magiem. Ja jestem jedynie dobrym - odpowiedział. Koler odetchnął z ulgą - to dobrze. Tyle powinno wystarczyć. Musisz wypowiedzieć bardzo trudne zaklęcie. Jeśli się pomylisz oboje przepadniemy. Ty zmienisz postać, a ja nie wydostanę się ze zwierciadła. Słuchaj uważnie:
Pomiędzy ziemią, a niebem Wirują cztery kamieniem
Każdy jest żywiołem Każdy moc posiada Tak by uwolnić, bądź uwięzić maga
Powietrzny Ptaku Puść ze szpon ducha
Część 22 / 3
Delfinie Strażniku Podwodnej głębiny Niechaj twa zemsta już ducha nie goni.
Wieczny płomieniu Tchnij w ducha życie
Życiodajna Ziemio Użycz swego serca Niechaj w nowym ciele Opuści duch niezniszczalne pęta
Niechaj się pojawi Między żywiołami Duch w swojej postaci
A cztery klejnoty niechaj się uniosą I do jego siły swoje moce wniosą.
Już nie osobno są Jednością stali się. Duch i Czas - Czas i Duch
W bólu i cierpieniu W doli i niedoli Niechaj narodzi się nowa istota.
Część 33 / 3
Powtórz - nakazał Haverowi. - E... Jak to szło..? A już wiem. "Pomiędzy niebem, a ziemią..." - Odwrotnie! "Pomiędzy ziemią, a niebem..." Zapisz zaklęcie na kartce, bo w życiu go nie zapamiętasz. Koler jeszcze raz podyktował formułkę. - Zapisałeś? - Tak. - Więc zaczynajmy. Duch Czasu zniknął. Haver zamachnął się i z całej sił uderzył w gładką powierzchnię zwierciadła. Stało się tak jak za pierwszym razem, ręka przeszła przez przedmiot jak przez wodę. Czynność powtórzył jeszcze parę razy i za każdym razem działo się tak samo. - A niech cię zawierucha! - Użył zaklęcia telekinezy. Niewidzialna siła zrobiła w ramie czarną jamę. Po chwili rama na powrót wypełniła się srebrzystą powierzchnią. - Nie uda się. Nie można rozbić czegoś, co nie jest ciałem stałym! . Duch ponownie pojawił się w zwierciadle - Co za problem. Spraw, aby stało się ciałem stałym. - Spróbuję je zamrozić. - Chyba nic z tego nie będzie - odparł duch. - Nie można zamrozić czegoś, co nie jest cieczą. - Brak mi pomysłów - poskarżył się Haver. Nagle spadła mu na głowę jakaś księga. Roztarł bolące miejsce i wziął do ręki stary wolumin. Kichnął. - Na zdrowie. - Mam alergie na kurz - odpowiedział Haver. - Bzdura, wy nie chorujecie. Po prostu nawdychałeś się kurzu. Od takiej ilości to i ja bym kichał - uśmiechnął się do młodego maga. - Ty zrzuciłeś mi ją na głowę? - Wybacz, ale niektóre nawyki ze starych czasów nadal mi pozostały - wyjaśnił Koler. - Po wyjściu z lustra powinny ustąpić. - Do czego nam ta księga? - To pomoc - odrzekł duch. - Poszukaj pod hasłem „Kryształowe zaklęcia” - Mam! - Zakrzyknął radośnie i wyciągnął ręce w stronę lustra.
Żywiole ziemi usłuchaj mnie! To co cieczą nie jest Niech w kryształ przemieni się.
Wewnątrz srebrnej ramy pojawił się bladobłękitny kryształ. Zaklęcie zadziałało, powierzchnia zwierciadła stała się twarda. - Szybko - usłyszał w swoim umyśle. - Stłucz to, zanim czar przestanie działać! Masz parę chwil.na wyjęcie klejnotu. - Pamiętam - przerwał mu. - Nie mam sklerozy - uderzył z całej siły. - Aaaaaaaaa! - złapał się za rękę. - Cholera, połamałem palce! To nie miało być takie twarde! - Nie określiłeś grubości kryształu. - I co z tego?! - To, że ziemia chcąc bronić zwierciadła, wybrała najgrubszy z możliwych kryształów. Musimy go rozbić. - Ale jak? - Na trzy uderzymy naszymi najsilniejszymi zaklęciami - zaproponował. Koler uderzył błękitnym promieniem, a Haver piorunem kulistym. - Jedynie pękło. - Coś ty stworzył?! Wątpię, czy w ogóle uda nam się to rozbić. - Mam to gdzieś - odparł. - Zastosuję tradycyjne metody. Kilofie do mnie! - Do biblioteki przykicał przywołany sprzęt. - Tak Panie? - Rozkrusz ten kryształ w minutę - rozkazał. Nie upłynęło pół minuty, a rama ponownie była pusta. - Dziękuję ci - uśmiechnął się. - Wykonałeś świetną robotę. Teraz wracaj do siebie. - Proszę Pana? Haver ponownie usłyszał cieniutki głosik. - Jak cię nazywają? - Mnie?- rozejrzał się po pokoju. - A jest tu ktoś jeszcze? - Wyjął klejnoty i poukładał je według wskazówek Kolera. Kilof nadal nic nie mówił. Haver skończył i mógł całą uwagę skierować na przedmiot. - Słucham... Ja nie gryzę. Jeśli ze mną porozmawiasz przekonasz się, że jestem całkiem miłym człowiekiem. - Mam na imię Henryk, proszę Pana. - Nie było to takie trudne, prawda? - Proszę Pana... ja mam prośbę - powiedział nieśmiało Henryk. - Czy mógłby mnie Pan naprawić? Starałem się wykonać jak najlepiej swój obowiązek. Wżyciu nie pracowałem na tak twardym materiale. - Oczywiście - odparł. - Podejdź bliżej. Zasłużyłeś na nagrodę. Ulepszę cię i odnowię. - Dziękuję - odpowiedział Henryk po naprawie. - Wracaj do siebie - polecił. Po odejściu Henryka, w bibliotece zapanowała głucha cisza. Od rozbicia zwierciadła, Koler ani razu się nie odezwał, więc musiał zdać się wyłącznie na siebie. Zaczął szukać kartki z zaklęciem, ale zginęła w całym tym zamieszaniu. Postanowił odtworzyć zaklęcie z pamięci. Przecież nie mógł mieć aż takich zaników.
Pomiędzy ziemią, a niebem Wirują cztery kamieniem
Zaczął recytować słowa zaklęcia. Pamiętał tekst, ale sytuacja w jakiej się znalazł sprawiała, że strasznie się denerwował. W końcu pomylił się w ostatniej zwrotce, w skutek czego przemienił się w Ratlerka. Próbował jeszcze raz wymówić zaklęcie, ale z jego ust wydobywało się jedynie szczekanie. -„ Pięknie się urządziłem. Do końca życia zostanę psem. Nikt mi nie pomoże”
Byłeś człowiekiem, a stałeś się psem Niech zaraz cofnie się zaklęcie złe.
Zaczął zastanawiać się, kto go odczarował. W pewnym momencie wyczuł, że nie jest sam. Postać kryjąca się w cieniu nie była Ciemnym Panem, tak jak sadził na początku. - Dziękuję kimkolwiek jesteś - zwrócił się do tajemniczego gościa. - Gdyby nie ty, niewiadomo na jak długo pozostałbym psem. Cień zaczął iść w jego stronę. - Strażniczka? - Nie spodziewał się tak szybko jej spotkać. W ogóle przez myśl mu nie przeszło, że ją spotka. - Co tu robisz? - Czy my się znamy chłopcze, że tak się ze mną spoufalasz? - Wiele o tobie słyszałem od Zorela Hardroka - odpowiedział wymijająco. - Masz charakterystyczny ubiór. - Ach tak - uśmiechnęła się leciutko. - Tobie też wydaje się zbyt wyzywający? Przejechała ręką od piersi po prawe biodro. - To nie mój problem - odparł czerwieniąc się. - Doprawdy, uroczy z ciebie młodzieniec. - Co cię sprowadza do zamku? - Twoja głupota - odparła. Jej głos w jednej chwili przeszedł metamorfozę. Ze słodkiego, przemienił się w zimny, protekcjonalny ton. - Przybyłam, aby odwieźć cię od tej pomyłki. Nie wolno ci uwolnić Ducha Zwierciadła. On jest gorszy od samego Hadonisa. - Nie masz na to dowodów - rzucił obojętnie. - Zdajesz sobie sprawę z konsekwencji swojego postępowania?! - W jej głosie zaczęły pojawiać się oznaki zdenerwowania. - Nie przewidzisz przyszłości. Nie możesz ręczyć, że nie wydarzy się z powodu niego jakaś tragedia. - Uważasz, że nie mam racji? Na jakiej podstawie wydajesz takie opinie? Oceniasz go po wyglądzie, a nie znasz jego duszy - podsumował. - On nie ma duszy - odparła srogo. - Skąd możesz o tym wiedzieć? Ja go poznałem, pokazał mi się od najgorszej strony. Zupełnie jak ty, chciał mnie odwieźć od tego zamiaru. Pokazał mi przyszłe zdarzenie, które mogło się zdarzyć, ale nie musiało. Poznałem go bardzo dobrze i ufam mu. - Skoro jest chodzącym ideałem, to dlaczego zamknięto go w lustrze? - nie zamierzała ustąpić. - Ponieważ on sobie tego zażyczył. Nie jest taki jak Hadonis. Chciał się odciąć od tego potwora. Oczy dziewczyny zwężyły się. - Sam jest potworem i to gorszym od swego tatusia. Nie widzisz, że to wszystko, to jedynie gra jaką prowadzi, by się wydostać? Jest przebiegły!