Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

akcja · 10 min czytania

WINDA

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Wiem wszystko o sobie, właściwie potrafię przewidzieć każdy krok, każde działanie, każdy uśmiech i smutne opuszczenie ust. Pewność oczywiście przeradza się w zadufanie, które zwalczam biczując głupie nawyki i odcinając im głowy. Czy można tak do końca być pewnym siebie?

Jestem inny i niewiele obliczalny, co jest głupim stwierdze-niem, próbującym udowodnić to, iż nie można przewidzieć ani postępków, ani też działań. Uważam, że można, tylko trzeba postępować twardo i zdecydowanie. Trzeba wymagać, torować sobie drogę pośród degrengolady współczesności.

- Pan do góry? – usłyszałem pytanie, głupie bo głupie, w końcu stałem przy windzie na parterze. Wyjąłem dłoń z kieszeni i zwiesiłem wzdłuż spodni. Nikt nie wiedział co mnie czeka za chwilę. Oto wsiadłem do windy, do tej ciasnej kabinki, dusznej i niepewnej, pełnej rozgadanych ludzi, potu, głupich dyskusji, zaciśniętych ścian i luster. Nienawidziłem luster i swojego odbicia, otyłej twarzy, szarej skóry i siwiejących kosmyków. O tej porze nie powinno być wielu pasażerów, bo zwykle do drugiego piętra jedzie windą tylko sprzątaczka, dopiero na kolejnych przystankach kabina się wypełni.

Anna wsiądzie na czwartym, a między szóstym i ósmym powinno znowu być pusto i wtedy będę sam z Anną.

Jestem właściwie zupełnie zwykłym obywatelem, korzystającym z windy. Nie zwracam uwagi, gdy ktoś źle na mnie spojrzy, nie ukrywam też, że mam swoje, czasem może i głupie racje, pełne niepewności i pewności siebie i tego wszystkiego, co łączy ludzi i dzieli. Uważam także, iż filozofia przypadkowego dotyku pozwala przypadkowo być za blisko i zarazem za daleko, co przeczy teorii zamierzonego zwarcia, prowadzącego do ukształtowania się szaleństwa, podobnego do niespodziewanego trzęsienia ziemi.

Na trzecim piętrze weszło wiele osób, rozgadanych, wnoszących zapachy i perfum i wód po goleniu i także potu. Diabelska mieszanka owinęła mi nos na tyle skutecznie, że spojrzałem w lustro. Oczywiście zobaczyłem otyłą twarz o szarej skórze i siwiejących kosmykach. Najgorsze było to, że poczułem ruch zaciskający ścianek windy, powodujący zawsze zbyt wyraźne skurcze tchawicy. Kaszlnąłem więc zapobiegawczo kilka razy, co spowodowało natychmiast dookólne spojrzenia niektórych współpasażerów, ale wyłącznie tych, którzy nie byli akurat zajęci wzajemnym ocieraniem się o siebie, wynikającym ze szczególnego ścisku panującego wewnątrz.

Mama bardzo często mawiała - Wituś nie zawracaj głowy. Bawiłem się więc zwykle zupełnie sam, pchałem umieszczonego na patyku wielkiego koguta, a drewniany ptak poruszał skrzydłami do rytmu obracających się kółek. - Kukuryku- wołałem do mijających mnie ludzi, którzy patrzyli z uśmiechem na mój rajd z kogutkiem pomiędzy spacerowiczami. Ja zaś pchałem zabawkę na patyku, będąc absolutnie przekonany, że sprawiam spotykanym nieukrywaną przyjemność.

Zbliżało się czwarte piętro. Ścisk w pudełku windy został opanowany wymieszanym zapachem wszystkich jadących. Między innymi z tego powodu nie zerkałem więcej ani w lustro, ani też w oczy współpasażerów. Delikatnie dotknąłem, w kieszeni płaszcza, długiego noża. Półkoliste ostrze prowadziło mój palec po cienkim metalu, tak niebywale ostrym, że gdybym tylko docisnął opuszek, kieszeń wypełniłaby czerwona i tak bardzo wymarzona krew.

Wiem wszystko o sobie, właściwie potrafię przewidzieć każdy krok, każde działanie, każdy uśmiech i smutne opuszczenie ust. Pewność oczywiście przeradza się w zadufanie, które zwalczam biczując głupie nawyki i odcinając im głowy. Czy można tak do końca być zupełnie pewnym siebie? Zdaję sobie sprawę z nieomylności faktów, z tego że jestem najzupełniej inny i niewiele obliczalny, co jest często głupim stwierdzeniem, próbującym udowodnić samemu sobie to, iż nie można, w moim wypadku, przewidzieć ani postępków, ani też działań. Uważam, że można, tylko trzeba być na tyle twardym i zdecydowanym, by wymagać od siebie szczególnie i torować sobie i wyłącznie sobie, drogę pokręconą pośród degrengolady współczesności. Anna zapewne wsiądzie na czwartym piętrze, a między szóstym i siódmym, będziemy prawdopodobnie zupełnie sami. W tym momencie pomyślałem, dobrze by było do tego czasu coś zrobić z lustrem, które bezmyślnie odbija wszystko, nie zastanawiając się nad celowością gromadzenia w swoim wnętrzu kolejnych twarzy. Nigdy nie potrafiłem zrozumieć przeznaczenia tego beznadziejnie głupiego rejestratora, istniejącego tylko po to, by tylko na chwilę zarejestrować wnętrze pomieszczenia, potem przemijać wraz z wysiadającymi i zaraz skupiać się na…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
WINDA — czytnik · opowiadania