Kryminał · 6 min czytania
Winny cz. 5
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Kacper siedział w domu przeszukując w komputerze informacje o firmie, gdzie pracował Daniel. Wiedział, że ludzie stamtąd muszą mieć coś wspólnego z tym wszystkim. Na pozór zwykła, mała firma zajmująca się sprzedażą nieruchomości, ale ta praca jest dla nich tylko przykrywką. Gdyby tylko znalazł na to jakiś choć najmniejszy dowód. Wiedział, że pójście tam pewnie niczego nie rozwiąże, bo i tak nikt nie będzie chciał tam z nim rozmawiać. Ale przecież właśnie to powinno o czymś świadczyć. Skoro nie będą chcieli o tym rozmawiać to znaczy, że mają coś na sumieniu. Tylko jak on ma to udowodnić. Zaczął się zastanawiać co Róża może teraz o nim myśleć. Najpierw miał jej pomóc znaleźć dowody na niewinność Daniela, a teraz sprawy się zupełnie odwróciły. Nie tak to miało wyjść. Ale musiał coś wymyślić, żeby mu zaufała, bo bez niej jego plan by nie wypalił. Oby tylko nie zorientowała się, że ją oszukuje, wtedy wszystko by się posypało. Nagle natknął się na coś dziwnego, co przykuło jego uwagę. Mianowicie jedno nazwisko, które był pewny, że gdzieś słyszał. Było to nazwisko jednego z pracowników firmy. Wziął do ręki akta, które właściwie powinien już oddać, gdyż dostał je tylko na chwilę, ale był pewien, że jeszcze mu się przydadzą. Zaczął wertować kartki w poszukiwaniu jednego ważnego nazwiska. W końcu natrafił na nie na samym końcu i zszokowało go to kim jest ten mężczyzna w sprawie. Natychmiast chwycił za telefon i zadzwonił do Róży, by ustalić o której godzinnie tam pójdą. *** Kacper czekał na Różę w umówionym miejscu. Sam nie wiedział dokładnie, gdzie znajduje się firma, więc umówili się, że ona go zaprowadzi. Stał na małym placu przy przystanku autobusowym, a obok znajdowała się kwiaciarnia. Mało ludzi tamtędy przechodziło. Był środek lata, słońce świeciło mocnymi promieniami. Wydawało się niemal, że tańczą one gdzieś w powietrzu, odbijają się aż w końcu trafiają w cel. Nagle zauważył Różę idącą w jego stronę. Miała na głowie kaptur od bluzy, w którym ciężko ją było poznać. Na nosie miała swoje duże okulary przeciwsłoneczne, które miały chyba służyć bardziej jako sposób ukrycia się przed światem niż osłona przed słońcem. Podeszła do niego i przywitała się cichym głosem. Wiedział, że ciągle jest smutna i przybita. Miał ochotę spytać, czy wszystko ok, ale jakoś nie dał rady. Pewnie ciągle miała do niego żal, nie warto. -Idziemy? – spytał Kacper ruszając się z miejsca, gdzie stał dłuższy czas. -W tą stronę – odparła Róża i poszła we wskazanym kierunku. -Byłaś tam kiedyś? – spytał doganiając