Pisarstwo · 7 min czytania
Winter love (część 2)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Charlie wysiadła z samolotu, którym doleciała do Innsbrucka i samotnie w środku długiego budynku odebrała swój bagaż. Później zmęczona zamówiła taksówkę i nią dotarła na miejsce, w którym umówiła się ze swoim chłopakiem. Podróż z Londynu do Innsbrucka wydawała jej się wyjątkowo długa i nieznośna. Może dlatego, że nie widziała się z Mariem dłużej niż kiedykolwiek? Myśl, że za niedługo zobaczy młodego Innauera trzymała ją na nogach. Mieli spędzić razem dwa tygodnie. Dla innych wydawać się mogło, że to bardzo krótko, ale dla nich była to cała wieczność. Blondynka stanęła przed kawiarnią mieszczącą się w centrum Innsbrucka i westchnęła z uśmiechem na twarzy. Weszła do środka. Od razu zauważyła blondyna, który siedział na krześle przy stoliku w kącie sali. Najszybciej jak potrafiła do niego podeszła, o mało nie potrącając jakiegoś starszego mężczyzny, który przechodził obok. Skoczek też zobaczył swoją dziewczynę, więc szybko wstał. Charlie rzuciła mu się na szyję i mocno wtuliła się w jego pierś. Blondynce tak bardzo brakowało tego zapachu, spojrzenia, uśmiechu, objęcia, pocałunku… Nie potrafiła wyrazić tego uczucia ani słowami, ani gestem. Między nimi istniała jakaś niewidzialna więź, która ich do siebie przyciągała. Jak dwa magnesy. Jak dwie połówki. Łączyli się w jedną, spójną całość. - Skarbie, tak mocno tęskniłem! – Powiedział Mario, kiedy ich usta rozłączyły się. - Ja tęskniłam jeszcze mocniej… - Uśmiechnęła się delikatnie Charlie i usiadła na krześle, ciągle jeszcze trzymając chłopaka za rękę, jakby bała się, że ten nagle zniknie lub ucieknie. - Czego się napijesz? – Zapytał Innauer, kiedy podszedł do nich kelner. Blondynka odpowiedziała, że gorącej czekolady, więc chłopak zamówił dla siebie to samo, a później wyciągnął schowaną wcześniej czerwoną różę i wręczył ją ukochanej. - Ty wariacie – mruknęła zadowolona Charlaine, a on pogładził ją po dłoni. Kiedy wypili już swoje napoje, wyszli z lokalu i trzymając się za ręce wybrali się na spacer. Nie obyło się bez pocałunków i obejmowania. Kochali się. I chcieli to oznajmić całemu światu! * Wiedział, że przyjechała. Wiedział, że znowu będzie musiał o nią stoczyć walkę. Pewnie miało się to odbić na jego formie, ale nie przejmował się tym. Kiedy pierwszy raz ją ujrzał jego serce od razu zabiło mocniej. Ładna, zdolna, inteligentna. W dodatku miała w sobie to coś. Jak tu takiej nie kochać? Nie przestawał o niej myśleć. Była dla niego całym światem, ale ON był szybszy. Pierwszy ją zdobył, pierwszy rozkochał ją w sobie. W czym był lepszy? Na pewno nie w skakaniu, bo to on zawsze lądował na wyższym miejscu. Był przystojniejszy i bardziej znany. Tyle dziewczyn dałoby wszystko, żeby się z nim spotkać, więc czemu nie ona?! Dlaczego ona wolała tego głupka?! Nie potrafił odpowiedzieć sobie na te pytania, ale wiedział jedno. Teraz na pewno wygra. Za wszelką cenę. * - Mario! Nie bądź cham i weź mnie ze sobą na trening! – Prosiła chłopaka Charlie, ale ten pozostawał nieugięty. - Mowy nie ma. Jeszcze się przeziębisz – dodał i…