Romans · 6 min czytania
Wiosenny sen
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Przyszła wiosna. Różowe słońce odbijało się w oknach domu sąsiada. Niebo w połowie zapełnione kłębiastymi chmurami a w połowie niebieskie jak to ono w ładny dzień. Siedziałem sam i myślałem o niej. O jej kształtach, które tak lubiłem czuć w dłoniach. O ustach, które mógłbym całować całymi dniami. O włosach, tak miękkich i pięknych w słońcu jak tamto. O piersiach, które tak lubiłem dotykać. O delikatnych dłoniach, których dotyku nie czułem od tak dawna. I tak siedziałem pogrążony w marzeniach, muzyka grała a słowa nie dawały pozytywnego ukojenia: „Nienormalny, nienormalny, nienormalny, jestem nienormalny”* Jednak nie miało to znaczenia. Nie docierało to do mnie. Przed oczami w tych rozpromienionych szybach stała ona. W chwili przerwy pomiędzy utworami usłyszałem telefon, który wyrwał mnie z letargu i szybko pobiegłem odebrać. Nie wiem jak długo dzwonił ale widać ktoś chciał koniecznie ze mną porozmawiać gdyż dość długo szukałem słuchawki w odmętach łóżkowej pościeli. - Słucham? – odebrałem w końcu Zamarłem. Zaniemówiłem. Zastygłem. Nie wiedziałem co powiedzieć. To była ona. - Serio? – jedyne co zdołałem wykrztusić i: - Będę. Boże, ona wraca. Po sześciu latach. Żadnego znaku życia poza jedną pocztówką zaraz po wyjeździe. Myślałem, że ją straciłem. A teraz. Wszystko odżyło. Znów ją zobaczę. Dla jasności, byliśmy niby zaręczeni. To znaczy mieliśmy plany, byliśmy ze sobą dwa lata. Wyjechała do Ameryki. Zaraz po powrocie miałem się jej oświadczyć. Mimo tej rozłąki nie potrafiłem myśleć o żadnej innej. Stąd ta radość. Wybiegłem z domu zarzucając pośpiesznie koszule i jakieś spodnie, nawet nie pamiętam czy ubrałem buty. Wsiadłem do auta i pojechałem na lotnisko.
Stałem i czekałem. Czekałem i moknąłem. Piękna polska wiosna. W ciągu dwóch godzin wszystko może się zmienić a pogoda już najbardziej. Nie mogłem usiedzieć w aucie a w poczekalni było za duszno. Jednak nie miało to dla mnie najmniejszego znaczenia moja radość była większa. Czułem niesamowite podniecenie a zarazem lęk, bo co powiedzieć ? Po sześciu latach ? Zapytać „jak się masz”? Ochrzanić za te dni rozłąki ? Nieważne. Co będzie to będzie. Samolot miał wylądować za 10 minut. Czy w ogóle ją poznam?
- Lot numer 45123 z Nowego Jorku do Krakowa wylądował planowo. Pasażerowie wyjdą z bramki numer 8. Podszedłem zatem tam i stanąłem. Patrzyłem w tłum wypadający z bramki licząc, że ona mnie pozna bo czułem się mocno skołowany. Tłum się przerzedził a ja dalej stałem. Po chwili ktoś mnie klepnął po ramieniu i nim zdążyłem się odwrócić znalazłem się w objęciach jej ramion i nic też nie mówiłem bo szybko zatkała mi…