Fantasy · 6 min czytania
Wioska (czyli trzecia część mojej historii)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Ahh….. Dobra gorzała, akurat przed snem. – powiedział krasnolud odkładając kubek na stole. - Uffff…. Rzeczywiście niezła Zolt, ale skąd ty żeś ją wytrzasnął do jasnej cholery?! – zapytał się Guerin. - A skąd można w tym zadupiu. Byle pucybut lubi się nachlać po pucowaniu ot, co! Tutaj każdy pija to cudo. – odpowiedział Guerinowi Zolt. - To idziemy spać? – zapytał się Todor. - Gdzie, w tej obsranej noże? Wolałbym spać w końskim łajnie. - Jak chcesz to możesz, konie już chyba się wysrały. - Todor, nie przesadzaj. - Nie ma innej budy, ta gospoda jest jedyna w tej wiosze. - Jeśli tak, to ja idę na górę. - Hej, Zolt, tylko się nie zataczaj na schodach. –zaśmiał się Todor. - Zamknij się rycerzyku. - Właśnie Todor. Kuźwa, ale mi się we łbie kręci. Skąd on do licha wytrzasnął tę gorzałę. Trzej waszmościowie poszli, więc na górę i położyli się spać. Rankiem o budzili się z wielkim kacem. - Zolt, coś ty nam wczoraj dał do wypicia, ty stary… - Czego się czepiasz biednego Zolta Guerin? Nie widzisz, że jeszcze kręci mu się we łbie? –zapytał się Todor. - Bo jako jedyny wypił o trzy kubki za dużo. Niestety ten stary krasnolud lubi sobie bardzo dużo wypić. - Niestety Guerin… niestety.
Do siebie doszli dopiero jakieś pół godziny później. Lekkie promienie słońca wpadały przez zasłonięte okno. Guerin podszedł i je odsłonił… Wtem fala nagłego, oślepiającego światła wdarła się do pokoju paraliżując swym blaskiem wszystkich jego lokatorów. „Czyżby przybył Pan?” myślał Todor zasłaniając oczy. „Niech szlag słońce” pomyślał wściekły Guerin, który stał najbliżej źródła światła. Dwie minuty potem słońce schowało się za jakąś chmurą. - Kurde! Prawie mnie oślepiło. – powiedział Guerin. - Witaj w klubie przyjacielu. – powiedzieli Zolt i Todor. -Kurde, jeszcze coś mi się w głowie kręci… jednakże musimy iść nakarmić nasze konie. - Czy już się tym stajenny nie zajmuje? - Zabili go bandyci. - Trza ich było wyrżnąć. - Nikt nie wie gdzie są. - A w dupie to mam. - Kurwa, przez tego kaca zrobiliśmy się źli. Zolt, zabije Cię jak będę miał okazję. Po chwili całe trio zeszło na dół. Zajęte były dwa stoliki. Wyszli na dwór. Życie w wiosce pędziło z zawrotną prędkością. Wszędzie słychać było wozy, kowale kłuli miecze i inne żelazne akcesoria, mieszczanie rozmawiali, mistrzowie nauczali, strażnicy pilnowali… innymi słowy tętniło tu życiem. Ich konie stały niedaleko… kilka zakrętów dalej w jedynej wioskowej stajni. Już kilkanaście metrów od stajni było czuć mocz i końskie łajno. Latało tam pełno much. Nagle Guerin w coś wdepnął.