Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 9 min czytania

Wirus Noc - Rozdz. II "Droga na północ"

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

WIRUS NOC – ROZDZ. II „DROGA NA PÓŁNOC”

Pssst. Rozległ się charakterystyczny dźwięk otwieranej puszki z napojem gazowanym. - Oooch... ja pierdolę – westchnął Paul, tuż po łyku nawet w miarę chłodnej coli. Dawno nie pił tak pysznego napoju. Od dłuższego czasu musiał zadowolić się jedynie zwykłą wodą, której na szczęście nie brakowało. Myśląc o ewentualnej śmierci, nie mógł znieść perspektywy ostatecznego końca poprzez odwodnienie. Umieranie w męczarniach, oblizywanie popękanych warg i świadomość, że lada moment nadejdzie cholerne ukojenie. W tych wizjach zazwyczaj widział swoje zakurzone, bezradne i poskręcane ciało, leżące na stercie śmieci. Już pierwszej nocy, chwilę po zmierzchu, podchodziły do niego potwory. Okrążały go, nachylały się nad nim i wąchały. Ich wielkie nozdrza i pory drgały wraz z powietrzem niosącym zapach ludzkiego mięsa. Potem szczerzyły ostre zębiska, z których ściekała ślina. Skapywała na ziemię, tworząc okrąg płynu ustrojowego symbolizującego głód i chęć rozszarpania ciepłego ciała. Czarne niczym węgiel oczy odbijały w sobie ostre jak brzytwy szpony. Wyobrażał sobie, jak potwory walczą o niego, jako pożywkę, czy też przekąskę. Widział wyraźnie, jak rozrywają go na strzępy, a jego jelita wydostają się na zewnątrz. Wszystko zwolniło i przewijało się bez końca, gdy widział latające w powietrzu, broczące krwią części swojego ciała. - Kurwa mać! – wycedził przez zaciśnięte zęby. Nagle przez radio CB dało się słyszeć: - Jesteś? Cisza... - No co jest?! Jesteś, kurwa, czy nie?! Znowu cisza przerywana trzaskami w radiu i w końcu odpowiedź: - Tyy..., no jestem, jestem. Szluga przypalam, luzik stary. Potem nastała ta sama cisza, co wcześniej. Paul wyrzucił przez uchylone w aucie okno pustą puszkę po coli. Odpalił silnik i ruszył powoli kierując się na północ, w tą samą stronę, w którą jechali dwaj mężczyźni. Oni za cel mieli stację, gdzie zapewne chcieli zostawić teraz bezradną i otępiałą zdobycz. Paul natomiast, jechał prosto przed siebie, tylko po to, żeby nie pozostawać w jednym miejscu. Podróż była o tyle ciekawsza, bo co jakiś czas mógł posłuchać wymiany zdań. Mężczyźni jechali jakieś dwa kilometry przed nim. Nie wychodzili ze swoich samochodów, nie zatrzymywali się, sporadycznie rozmawiali przez radio. - Kurwa mać! Stary przyspiesz! Niedługo będzie zachód! - Tyy! O chuj ci chodzi?! Damy radę, związałem ją na cacy. Mimo zapewnienia, kierowca nie przekonywał sposobem, w jaki to powiedział. - Dobra człowieku - zaciągnął z przekąsem. – Po prostu przyspiesz, wiesz o co chodzi?! - Tyy... wyluzuj, jak coś, to ją rozwalę. - Spokojnie koleżko, za trupa nie zapłacą, przyspiesz tylko do cholery, ok.?! - Tyy... jest dob... - I PRZESTAŃ KURWA MAĆ Z TYM JEBANYM ''TYY...''! Już mnie wkurwia to pierdolenie żebym wyluzował i takie tam, rozumiesz?!! - ...? - Nie wyluzuję, bo chcę przeżyć, kurwa! Dostarczyć to chujostwo i spierdalać jak najdalej stąd, od tego pojebanego świata! KURWA JEGO MAĆ!!!! Prawie płaczliwie wydusił swoją frustrację i bezradność mimo tymczasowej przewagi nad ''towarem''. Pomimo kontrolnych rozmów, panowała nerwowa cisza przedstawiająca sypiący się stan psychiczny obu mężczyzn, przymusowych kompanów. Nagle jeden powiedział, burząc skupienie podróżujących: - Ja to bym ją chętnie przeleciał, nawet tak związaną, od tylca, he he! - Przestań... Dezaprobata ''kolegi'' ucięła podtrzymanie rzekomej rozmowy. „Tak, kurwa. Żeby czasem ona ciebie nie przeleciała” – pomyślał z przekąsem Paul. Żałował tych nieszczęśników zatraconych w zwierzęcych odruchach i żałosnym strachu, skrzętnie ukrywanym pod płachtą niby odwagi i trzeźwości umysłu. Niestety większość mężczyzn na całej planecie, tuż po zmierzchu, stawało się płaczącymi ze strachu, nic niewartymi kawałkami mięsa. Niegdyś dumni i oddani swoim kobietom mężowie, teraz nawet nie byli swoimi cieniami... Ale i on chciał żyć, dlatego robił to, co powinien. Droga była pusta. Rozgrzany asfalt był sztuczną rzeką otaczającego zewsząd pustkowia. Patrząc z daleka na pasmo ulicy, miało się wrażenie, jakby zalegały na niej kałuże po obfitym deszczu. Widok był mylny. Z pozoru sucha nawierzchnia w ciągu kilku lat została usłana śmieciami ludzkiej bezduszności i szału niemocy, która pozostawiała pamiątki strasznych wydarzeń i makabrycznych przeżyć obu stron nieszczęścia. To wszystko niesprawiedliwie niszczyło cały glob, bez żadnych wyjątków, nie oszczędzając niczego i nikogo. Słońce powoli chyliło się ku zachodowi. Nagrzane powietrze…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Wirus Noc - Rozdz. II "Droga na północ" — czytnik · opowiadania