Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 10 min czytania

Wirus Noc - Rozdz. VI "Plan rządowy"

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

WIRUS NOC – ROZDZ. VI „PLAN RZĄDOWY”

Kilometry pokonywał z maksymalną prędkością. Nie wszędzie mógł sobie na to pozwolić, ale gdy tylko droga stawała się na tyle prosta i pusta, cisnął gaz do oporu. Im szybciej zmieniał swoje położenie, tym większe miał szanse na przeżycie i oszukanie wszelkich paskudztw. Widok za brudnymi szybami furgonetki wskazywał na zbliżającą się granicę między stanami Ohio i Michigan. Paul uważnie wyszukiwał znaków drogowych, które doprowadziłyby go do jakiejś stacji benzynowej. Paliwa miał coraz mniej, a wizji ewentualnej podróży na piechotę w ogóle do siebie nie dopuszczał. Sam na pustkowiu, na piechotę, dzierżący w dłoni tylko strzelbę i plecak z puszkami z colą – nie, to się nie mogło udać! Z drugiej strony miałby jako takie szanse na przeżycie. Wiedział, że krwiożercze bestie boją się otwartych przestrzeni. Wychodząc na taki teren, mają wrażenie, że z góry coś ich atakuje. Widział kiedyś, jak zamieniona w potwora kobieta staje na środku polany i spogląda malutkimi oczkami w niebo, poszukując swojego wyimaginowanego kata. Wtedy też podkulała ogon, szczerzyła kły i stroszyła ostre kolce na grzbiecie. Tamtej pamiętnej nocy jej kat nie przybył z nieba, a z ziemi. Paul nie wahał się ani przez moment. Wypuścił z karabinu serię naboi, które rozerwały ciało potwora w drobne sitko. Stwór nie wiedział, co się dzieje. Nawet nie zdążył zareagować na falę bólu, jaka prawdopodobnie przeszyła wszystkie mięśnie. Padł nieżywy na ziemię, a mężczyzna nie kwapił się splunąć w tamto miejsce. Odszedł zadowolony w stronę swoich roześmianych kolegów. - Zajebiście ją podziurawiłeś! – krzyknął dość niski blondyn w stronę Paul’a. - Weź, człowieku! – oburzył się, stojący obok wysoki brunet. Szturchnął blondyna w ramię, jednocześnie zaciągając się papierosem. – To była kurwa magia! Mogłeś jej jedynie bardziej celować w łeb, już dawno nie widziałem rozjebanego mózgu! Wszyscy zanieśli się szczerym śmiechem. Paul podszedł bliżej. Brunet podał mu zapalony już papieros. - Szczać mi się chce – mruknął siedzący w aucie żołnierz. Grupka wojskowych była niewielka, liczyła zaledwie pięciu. Wśród nich był właśnie Paul. Razem stanowili w miarę zgrany zespół, który przemierzał Arizonę w poszukiwaniu zarażonych kobiet. Takich grup było więcej. Rozsiani po terenie, gdzie napotkano wcześniej osobniki do likwidacji. Rozkaz był jeden: znaleźć i zabić. Nie liczył się sposób, ważny był jedynie efekt. Państwo dostarczało wszystkiego, co było potrzebne „egzekutorom”. Na początku epidemii żołnierze zostali odpowiednio przeszkoleni. Ich wiedza wzbogaciła się o informacje na temat zawirusowanych osobników. Znali ich słabe punkty, których, swoją drogą, było niewiele. Podobno wiedzieli tyle, ile naukowcy. Dopiero po upływie pewnego czasu wojskowi zaczęli podejrzewać, że coś przed nimi ukrywają. To, co wcześniej miało być małą epidemią, która za sprawą interwencji wojska miała zaniknąć w ciągu kilku miesięcy, okazało się czymś znaczniej poważniejszym. Ludzie na skalę światową byli przekonywani, że: „Wszystko jest pod kontrolą, nie ma powodów do paniki.” Czyżby? Paul pamiętał, jak z imponującej mównicy reprezentant rządu przedstawiał fakty. - Panowie, to są rutynowe działania. Tak, jak eliminuje się chore bydło, tak wy musicie zlikwidować chore kobiety. Nieprawda. Zarówno działania, jak i sama choroba, nie były rutynowe. - Zależy nam na tym, aby pozbyć się jednostek zagrażających. Dzięki temu, jednostki zagrożone pozostaną zdrowe, a my zaniechamy rozprzestrzenieniu się epidemii. Blef jakich mało. Wirus krążył bez przerwy wśród ludzi. Nie było takiego miejsca, do którego by nie dotarł. Stany, Europa, Azja, nawet zasrane bieguny poddały się chorobie. - Wirus rozprzestrzenia się przez kontakt fizyczny. Gówno prawda! Okazało się, że to cholerstwo zlało się z powietrzem. Z każdą sekundą było tego coraz więcej, pokonywało z wiatrem setki kilometrów. Już w ciągu tygodnia cała Ameryka Północna została objęta kwarantanną. Trudno było sobie wyobrazić spokojny, zwykły dzień, po którym nadchodził wieczór. W wielkiej sali kinowej widzowie siadali w wygodnych fotelach. Czekali na seans... W jednej chwili wszystkie znajdujące się tam kobiety zamieniały się w krwiożercze bestie. Zanim ktokolwiek zorientował się co jest grane, sala zalała się krwią. Ekran wyświetlający Johnny Deep’a broczył w ludzkich wnętrznościach. Żywe ciała rozrywane długimi pazurami, a kolejne ich części połykane w przepastnych gardłach. Potwory zadbały o spektakularną noc – pierwszą z cyklu zagłady i chaosu. Krzyki mężczyzn, ich desperackie błagania i zakrywanie się rękami były dopiero początkiem. Wtedy jeszcze nikt nie wiedział do czego to doprowadzi, na czym i czy w ogóle się skończy. Pierwsza noc była najgorsza, bo nawet sami naukowcy nie byli świadomi zagrożenia. Kto mógł wiedzieć, że wirus wydostał się na zewnątrz laboratorium? Kto

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Wirus Noc - Rozdz. VI "Plan rządowy" — czytnik · opowiadania