Fantasy · 9 min czytania
Wirus Noc - Rozdz. VII "Laboratorium"
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
WIRUS NOC – ROZDZ. VII „LABORATORIUM”
Chmury burzowe zbierały się na północy. Zasłaniały blask rozsianych po niebie gwiazd. Niczym ciężka kurtyna nie pozwalały im patrzeć na to, co działo się na Ziemi, której znacząca część została opanowana przez krwiożercze bestie. Jedno ze stworzeń zatrzymało się w pół ruchu, unosząc przerażające oblicze ku nadchodzącym wałom chmur. Wietrzyło docierające do wrażliwych nozdrzy zapachy. Orzeźwiający wiatr oplótł zeschniętą skórę, jakby chciał założyć niewidzialne kajdany na wszystko, co się rusza. Jedna woń była znajoma. Przynosiła ze sobą wiele wrażeń, które o dziwo należały do przyjemnych. Z każdym wdechem nastawał spokój i ukojenie, jakby zwierzęce instynkty wyłączały się wraz z nabraniem powietrza w charczące płuca. Stworzenie potrząsnęło łbem i machnęło pazurzastą łapą, chcąc uwolnić się od tej woni. Zaraz potem zaczęło uważnie wąchać piaszczystą powierzchnię centymetr po centymetrze. Zapach był coraz bliżej; zapach, który stanowił cel. Tak, cel. Stworzenie wiedziało, że nadal do niego dąży. Zmierza za celem, jest coraz bliżej tak, jak ten zapach. To była cząstka. Coś maleńkiego, oderwanego od celu. Zapach, woń, cel. Potwór wdychał powietrze coraz szybciej. Wytężał zmysły maksymalnie. Stawiał ostrożnie kroki, aż w końcu poczuł, że stąpa po czymś twardym. Coś sztucznego, ludzkiego. Tędy poruszały się te dziwne metalowe stworzenia, nie nadające się do jedzenia. Należało je niszczyć. Ono wiedziało, że gdy tylko zbliżały się z ogromną szybkością, trzeba było je uderzyć, podrapać, pogryźć, rozszarpać! W nich zazwyczaj znajdowało się żywe mięso. Stworzenie czuło paniczny strach ludzi. Wdychało wtedy zapach ich potu i czegoś nieokreślonego, co podniecało stwora i nakazywało mu rozszarpać ofiarę. Za każdym razem lała się krew – życiodajny nektar o wspaniałym smaku i zapachu. Tak! Znowu ta woń przypominająca o celu. Gdzieś blisko, tuż, tuż. Stworzenie złapało głęboki wdech. W efekcie drobinki piasku dostały się do czułych nozdrzy. Te z kolei rozszerzyły się na moment, gdy poczuły, że znana woń jest tuż przy łbie potwora. Maleńka rzecz, którą wiatr bez problemu przenosił z miejsca na miejsce. Stworzenie ostrożnie dotknęło końcem języka leżącego na ziemi dziwnego, czerwonego przedmiotu. Smak nietypowy, zapach nieznośnie znajomy... Bestia czuła, że to coś jest zimne. Cel! To była jego część! Miał tą rzecz przy sobie, przekazał jej swój zapach! Stworzenie podniosło energicznie łeb do góry. Ryknęło w stronę nieba i zerwało się biegiem w stronę nadchodzącej burzy. Przez parę kolejnych sekund, wraz z każdym stawianym krokiem potwora, puszka po coli podskakiwała w rytm. Chwilę później przeturlała się z delikatnym brzękiem, wyznaczając kierunek wiatru. Potwór zmierzał na północ.
Tajne laboratorium w południowym Utah. Ogromny stół konferencyjny zgromadził przy sobie sześciu najwybitniejszych doktorów w całych Stanach oraz czterech wojskowych kierujących operacjami na rzecz korporacji Caninium. Ich poważne miny i zmęczone oczy mówiły więcej niż cała gama słów. Spoglądali na siebie, katując modernistyczne pomieszczenie grobową ciszą. Jeden z nich, łysawy mężczyzna mocno po czterdziestce, z akcentami siwizny w zapuszczonej brodzie, lustrował wzrokiem siedzącego naprzeciwko rosyjskiego generała brygady - Aleksieja Budrova. Nie mógł się nadziwić, że taki z pozoru mądry człowiek poświęcił się walce z najgorszym. On sam, Steven Watson, czuł, że życie przecieka mu między palcami. Jeszcze niedawno mógł cieszyć się żoną i dwójką dzieci. Dzieci. Dwie córki. Wiedział doskonale, co się z nimi działo. A może już nie? Może ich koniec już nastał? „Tego wam życzę” – pomyślał, przełykając głośno ślinę. W tym samym momencie Aleksiej zerknął w jego stronę. „ Co się patrzysz, gnoju? Nic nowego nie wnosisz do naszych dyskusji! Nie stoisz ze mną nad fiolkami, nie rozcinasz ludzkich ciał tylko po to, żeby utwierdzić się w przekonaniu, że kurewski wirus nie daje się pokonać. Rozumiesz, debilu? Oczywiście, że nie rozumiesz. Wyglądasz jak staruch, a jesteś jeszcze młody i głupi. Założę się, że nic nie straciłeś! Tak, no dalej. Odwracaj wzrok, tchórzu! Ty…