Aktualności · 7 min czytania
Wizerunek
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
WIZERUNEK
Miałam się już nie udzielać słowem pisanym na tym portalu, ale postanowienia są przecież po to, żeby je z rozkoszą łamać. No to złamałam. Z rozkoszą. Znowu będzie o filmie, a nawet kilku. Tak się jakoś złożyło. Co było głównym powodem stworzenia tego tekstu? Nic specjalnego, wieczorna chwila spędzona w ramionach TVP. Obejrzałam sobie serial pod wyciskającym łzy matron i dziewic tytułem: „Nasze matki, nasi ojcowie”. Cóż można powiedzieć? Wiele. Można spojrzeć na ten obraz z dwóch stron. Niemieckiej i polskiej. Z punktu widzenia tej pierwszej nacji to wspaniała robota. Pokazuje ją jako uciśnioną, zmuszoną wbrew sobie do potworności, bezwolną w swej dobrotliwości, masę. Przedstawiciele tego narodu to sympatyczni, dobrzy w gruncie rzeczy ludzie, a wszystko co złe, to wina jakiejś abstrakcyjnej machiny stworzonej przez wyimaginowaną grupę złoczyńców, nazywanych nazistami, ewentualnie hitlerowcami. To prawie jak obcy przybyli z innej planety; ci wspaniali, prawdziwi Niemcy, nie mieli przecież szans się im przeciwstawić. Co innego Polacy. Dzikie bandy oberwańców, obwieszonych od stóp do głów plakietkami reklamowymi mówiącymi o ich paskudnej organizacyjnej przynależności. Hordy żydożerców próbujących zniszczyć niosących im europejską kulturę „gości”. A przecież ci wizytatorzy mieli swoich ojców i matki! Jak można do nich strzelać… Z mojego punktu widzenia, tzn. z punktu widzenia Polki (bez względu na krążące o tym fakcie na tym portalu opinie), jest to obraz skandaliczny. Przyznaję - wspaniała propagandowa robota, mistrzostwo świata w przekłamywaniu i wybielaniu historii. Niedługo okaże się, że to my wywołaliśmy największą wojnę w dziejach. Nie przeczę, że niemieccy żołnierze mieli traumy związane z walką. Nie twierdzę, że nie mogli mieć wyższych uczuć. Pewnie się to zdarzało. Chodzi o to, że to oni właśnie te traumy obudzili, to oni pierwszego września łamali graniczne szlabany. Zu befehl. Mam mieszane uczucia, jeśli chodzi o potrzebę wyemitowania tego iście goebbelsowskiego wytworu w publicznej telewizji. Z jednej strony dobrze się stało, że każdy mógł obejrzeć taką propagandówkę, z drugiej przy mizerocie wiedzy naszej młodzieży, pokazywanie tego knota jest dość niebezpieczne. Mogą uwierzyć… To tyle, jeśli chodzi o ten obraz; nie jest on przewodnim tematem mojego felietonu. Chodzi mi o umiejętność tworzenia wizerunku na świecie. Porównajmy omawiany serial na przykład z polskimi filmami. Które mam na myśli? Otóż choćby „dzieło” pt. „Tajemnica Westerplatte”. Nie chcę wchodzić w szczegóły. Nie będę recenzowała gry aktorskiej. Poziom naszych „gwiazd” nie pozwala na zbyt wygórowane wymagania, kto oglądał film Różewicza o tym temacie, wie o czym mówię (właściwie nie ma czego porównywać).. Chodzi mi o stworzony WIZERUNEK. Obraz, jakby nie było, symbolu heroicznego oporu podczas wrześniowej tragedii. Komu zależy na zgnojeniu tego symbolu? Czy naprawdę jesteśmy, aż tak głupim narodem? Niemcy potrafią się idealizować, my oczywiście musimy uprawiać, czy jest to uzasadnione czy nie), samobiczowanie. Pijacy, tchórze, dezerterzy plus Żebrowski z drewnianą gębą. Popatrzmy na kilka światowych przykładów. „Szeregowiec Ryan”, „Szyfry wojny”, „Sztandar chwały”, czy choćby „Stalingrad”. Oczywiście mnóstwo w tych dziełach patosu, ale właśnie tu jest on jak najbardziej na miejscu. Nikt nie próbuje umniejszać heroizmu swych bohaterów. Nasi „twórcy” owszem. I wcale nie chodzi mi tu o ubogość środków nie