Horror · 6 min czytania
Władca Much - ciąg dalszy
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Jednak Tommy otworzył oczy w nieodpowiednim momencie...
***
Liczyli i liczyli, a jednak wciąż wydawało im się, że nie ma jednego chłopca, tego najmniejszego, bladego i ciągle przerażonego. Potem szukali, długo szukali ale nigdzie go nie znaleźli. Ani pod skałami, ani w szałasie, nawet na polance go nie było. Zniknął...tak poprostu. Nie mogli dłużej czekać, odlecieli bez niego. Reszta chłopców już się nim nie interesowała, chcieli tylko wrócić do domu, do swoich rodziców, zabawek, innych koleżanek i kolegów.
***
Tommy jak zawsze o tej porze położył się spać, lubił to miejsce gdyż nikt nie mógł to tu znaleźć, ani złośliwy Jake ani inni, którzy byli mu podporządkowani. I co najważniejsze nie mógł go znaleźć to także Władca Much.
On był daleko, na polance, nabity na kij, patrzył tymni swoimi czarnymi otchłaniami zamiast oczu, z których wylatywały i wlatywały owady. Taki wielki, potężny i starszny, a jednocześnie taki prymitywny. Choć Tommy wiedział o Nim, nigdy nie odważył się udać na słynną polankę. Zwyczajnie się bał...
***
Minął tydzień, chłopiec już starcił nadzieję, że wrócą po niego, zapomnieli i już. Jak oni mogli??? Nie przypuszczał, że przeżyje sam na wyspie cały tydzień, ale jakimś cudem mu się udało. Pobiegł na plażę i wspiął się na najwyższą skałę tak jkak robił to codzienne od tygodnia, powoli stawało się to jego obsesją. Wyszukiwał statku, helikoptera, czegokolwiek...nic takiego jednak nie ujrzał i z jego piersi wydobył się cichy szloch. Nie miał siły na więcej, był głodny i zmęczony.
Część 22 / 2
Tego samego wieczoru Tommy obiecał sobie, że jeśli do jutra nikt się na wyspie nie zjawi pójdzie do WŁadcy Much i poprosi Go aby go uwolnił albo zabił.
***
Patrzył na niego...choć nie widział, czuł to. Tak jak czujesz, że ktoś ci się przygląda, ktoś cię obserwuje. Szedł powoli, podnoszenie nóg sprawiało mu już trudność. Nie wiedział, czy ze strachu czy ze zmęczenia.
Gdy znalazła się w odległości od niego o jakieś dobre kilka metrów do jego uszu zaczęło powoli dochodzić bzyczenie, powolne i leniwe. Jego muchy, towarzyszki, poddane, nigdzie się nie speszyły. Było gorąco a one mogły skryć się wcieniu jego czaszki.
Tommy podszedł bliżej, teraz było mu już wszystko obojętne, w ostatnich minutach życia chciał się dobrze przyjrzeć Jemu.
***
Mięsa już prawie nie było, zakrwawiona czaszka i niewielki płat skóry, którwy zwisał z tylniej jej części stanowiły obraz od którego Tommy miał ochotę zwymiotować. Nie przestał jednak patrzeć...
Muchy gdy poczuły jego zapach trochę się ożywiły, zaczęły latać wokół Władcy, co chwila wlatujac w czarną otchłań kiedy stanowiącą jego oczy. Uśmiechał się, tak Tommy był…