Psychologia · 14 min czytania
Właściwe decyzje
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
„Wybór właściwego momentu ma wiele wspólnego z wynikami, jakie przynosi zaklinanie deszczu” Kodeks Dzikiego Zachodu
Warszawa to miasto ludzi zabieganych i zestresowanych. Romantyczne zrywy, z jakich było ono znane, upamiętniają mało gustowne pomniki wciśnięte pomiędzy parkowe alejki. Centralnym punktem skupiającym uwagę większości jest zagadnienie bycia cool. Od gimnazjalisty po biznesmana dobijającego pięćdziesiątki wszyscy chcą być trendy. Objawia się to najczęściej posiadaniem fikuśnych butów, lnianych garniturów tudzież innego przedmiotu. Rzecz pożądana uzależniona jest od wieku i stanu konta, kiedyś mówiło się o zasobności portfela, obecnie są tam głównie plastikowe, różnokolorowe prostokąty dawane do potrzymania na chwilę pani ekspedientce, trochę tak jak w przedszkolu dzieci przeprowadzają transakcje na niby i dokonują zakupów bez użycia pieniędzy, w życiu dorosłym różnica jest taka, że zamiast towaru dostawanego też na niby, otrzymuje się jak najbardziej realne spodnie, niezły obiad, telewizor lub inna potrzebną rzecz. Oj, bycie warszawiakiem nie jest proste, cały czas trzeba udowadniać swoją wartość poprzez nabywanie coraz bardziej wymyślnych i nieprzydatnych przedmiotów. Jednego roku jest to fioletowa tonacja ubrań, innego super niewygodne klapki. Dokonywanie właściwych wyborów to podstawa istnienia. — Dzień Dobry! Czy mogę przyjąć zamówienie? — wysoki i ostry niczym dźwięk wiertarki dentystycznej głos wyrwał Patrycję z zamyślenia. — Hm... tak, chyba tak. — Polecam dziś przepyszne tiramisu, ciepłe croissanty lub ... — Nie, poproszę kawę i szarlotkę — dziewczyna przerwała potok słów. — Kawa ma być latte, espresso, cappuccino, po turecku... — z niezmąconym spokojem ciągnęła kelnerka. — Zwykła, mała, czarna. — A szarlotka? — Z jabłkami! — w głosie Patrycji słychać było irytację. — No tak, ale na ciepło, po królewsku czy ... — Nie, zwykła posypana cukrem pudrem — warknęła niezadowolona. — Dziękuję — kelnerka zdołała wykrzesać z siebie uśmiech. Złożone zamówienie skłoniło dziewczynę do rozmyślań. Ile decyzji dziś musiała podjąć? Wybór ubrania, kolor makijażu, rodzaj kupowanego biletu (dywagacje kioskarki na temat nieopłacalności biletu normalnego jednorazowego i zalet biletu normalnego, dobowego, międzystrefowego początkowo wydawały się śmieszne), potem wybór gazety, decyzja czy ma mieć ona gadżety, czy nie i ostateczne dobicie do kawiarni, w której super istotną kwestią jest wybór kawy i ciastka. — Przepraszam, nie zapytałam wcześniej, czy kawa ma być z kofeiną, czy bez? — pytanie kelnerki było niczym gwóźdź do trumny. — Bez kofeiny — zmęczona podejmowaniem decyzji wyjąkała Patrycja. Rozłożyła przed sobą gazetę w poszukiwaniu ogłoszeń o pracę. Dużo formatowe ogłoszenie dotyczące stanowisk kierowniczych przekartkowała bez zainteresowania. Lektura pomniejszych wprawiła ją w nienajlepszy nastrój. Okazało się, że nie znając przynajmniej 4 języków i bez posiadania minimum pięcioletniego doświadczenia nie ma szans na rynku pracy. Urok piątki na dyplomie przybladł momentalnie. Średnia znajomość angielskiego prezentowała się nienajlepiej. Cóż z tego, że uczyła się niemieckiego przez 9 lat, no tak tylko że prawie co roku od podstaw. Odmianę czasownika „być” w tym języku ma opanowaną do perfekcji i jakoś nic poza tą odmianą nie potrafi — Myśl pozytywnie, myśl pozytywnie! — wymruczała — Dziś masz rozmowę kwalifikacyjną, dziś odmieni się Twój los. Będzie wreszcie na czynsz i rachunki, a rodzice ucieszą się z usamodzielnienia się córki. Zapach kawy przywołał ją do przytomności. Dzisiejszy plan jest taki: za pół godziny rozmowa, dostaję pracę (to, że świetnie płatną rozumie się samo przez się?), a wieczorem pogaduchy z dziewczynami. Będzie powód do świętowania!
Przekroczenie progu przyszłej firmy wprawiło ja w permanentny stres. Lśniący wieżowiec prezentował się okazale i bardzo zimno, jakby chciał już na wstępie zakomunikować „Będę dla Ciebie bezwzględny!”, jazda winda na 24 piętro spowodowała pulsowanie w skroniach. Dziewczyna wysiadła nieśmiało i skierowała swoje kroki ku recepcji urządzonej w stylu futurystycznym, wszystko było lśniące od połyskliwego metalu, gigantyczne logo firmy wiszące nad plecami recepcjonistki nie dodawało otuchy wręcz przeciwnie, było niczym odstraszający totem przed wigwamem indiańskiego czarownika. — Dzień dobry! — powiedziała z uśmiechem Patrycja — byłam umówiona na spotkanie z Panem Skalskim. — ...bry! — burknęła sekretarka — Marek masz spotkanie! — rzuciła krótko w słuchawkę. Po chwili z czeluści korytarza wyłonił się dość przystojny mężczyzna. Będzie dobrze, będzie dobrze, pulsowanie w skroniach nie ustawało. —Witam! — powiedział głębokim głosem — Zapraszam do siebie. Patrycja szła jak sparaliżowana, pierwsze wrażenie, jakie na niej zrobił było nienajlepsze. Było w nim coś za miękkiego. Niby zdecydowany profesjonalista, ale coś nie grało. Ta przeklęta intuicja zwykle rzadko zawodzi, ale cóż brniemy dalej! Uśmiech, przede wszystkim uśmiech! — Mam na imię Marek. Może to nietypowe, ale wolałbym gdybyśmy przeszli na Ty. W naszej firmie wszyscy są po imieniu, poza tym będzie nam się swobodniej rozmawiało dobrze? — Patrycja. — wyjąkała zestresowana dziewczyna. — Świetnie, Twoje dokumenty już przejrzałem, mam już pewien obraz Twojej osoby, teraz chciałbym skonfrontować to z rzeczywistością, może porozmawiamy o Twoich marzeniach. Kim chciałabyś być za pięć lat? — Hm..., swoją przyszłość widzę... — tu słowa same popłynęły, typowe oklepane pytanie wałkowane we wszystkich poradnikach i gazetach dla bezrobotnych. — Dobrze, a jaki jest Twój stosunek do żywności? — Do żywności?! — wyjąkała zaskoczona — Uważam, że bardzo istotne jest, aby odżywiać się zdrowo. (Tutaj wróciło wspomnienie super zdrowego gorącego kubka wypitego w biegu rano.) Dostarczanie odpowiednie ilości witamin dobrze wpływa na samopoczucie. (Ten kubek chyba nie miał ani jednej witaminy, no może jakaś cherlawa umknęła w procesie technologicznym, ostała się biedaczka na brzegu samotna wśród tych wszystkich cząsteczek emulgatora i aromatu identycznego z naturalnym.) Przepraszam, że pytam, ale jaki to ma związek z pracą? Ubiegam się o stanowisko pracownika sekretariatu, firma ma profil edukacyjny (hi, hi, profil dobre sobie, po prostu sprzedaż książek i organizowanie superdrogich kursów dla znudzonych biznesmenów), skąd pytanie o żywność?! — Och, dla nas bardzo istotne jest, aby pracownicy mieli dobre samopoczucie. Obfitość cukrów obecnych w fast foodach wpływa bardzo demotywująco na pracowników. Mam nadzieję, że ze swoim światopoglądem nie stołujesz się w barach szybkiej obsługi? — Absolutnie nie! – skłamała Patrycja myśląc o planach zamówienia na wieczór ogromnej porcji niezdrowej pizzy. — Posłuchaj, czemu masz skrzyżowane ręce? To postawa zamknięta. Takie ułożenie ciała nie sprzyja rozmowie. Czy coś jest nie tak, jesteś zdenerwowana? Momentalne rozkrzyżowanie dłoni z pewnością poprawiło samopoczucie Marka, na Patrycję