Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 7 min czytania

Wojna ze Śmiertelnymi Wzgórzami: Rozdział 1

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Powoli zapadał już zmierzch. Dwie zakapturzone postacie sunęły niczym duchy przez mrocznie i ponuro szumiący las. Ta druga, co jakiś czas obracała głowę i patrzyła w kierunku, z którego szli. -Uspokój się, nie śledzą nas- pierwsza postać przemówiła i stanęła. -Skąd wiesz?- Spytała się druga -Powiesz mi: wyczuwasz jakąś magię? -No nie... Chyba, że masz na myśli naszą...- Trochę powoli ociągała się z odpowiedzią, jakby była niepewna -No właśnie... One potrzebują szamanów, żeby tędy przejść. To jest Wasze terytorium. Święte Terytorium. Święta Aura chroni ten teren. A ów szamani musieliby być potężni, co byś wyczuła. Wątpię, żeby takich puścili w pogoń za tobą. Nie zapominaj, że wciąż myślą, iż uciekasz sama. Po za tym, gdyby jakieś plugastwo usiłowałoby tu wejść, Strażnicy powstrzymaliby je. A jeśli ów Strażnicy nie spełniliby swego zadania, wszystkie Kamienie Drogowe zaczęłyby się świecić na niebiesko- -A skąd ty tyle wiesz o nas i o naszej magii?- Spytała się stając przed nim. Odpowiedziało jej milczenie. Pierwsza postać ściągnęła kaptur i uśmiechnęła się. Był to wysoki, młody mężczyzna o czarnych, długich włosach oraz trupiobladej cerze. Jego oczy wyglądały jakby nie miał źrenic, same białka. Wzrok jego był pełen śmierci, smutku i nienawiści, a twarz przyzwyczajona do śmiertelnie ponurego oblicza. Ale tym razem był pogodny i uśmiechnięty. -Bo taki już jestem- odpowiedział rozbrajającym tonem i znów się uśmiechnął. -Dobra, czas odpocząć- rzekł do drugiej postaci, po czym poszedł trochę w głąb lasu, gdzie usadowił się na otoczonej bardzo gęstymi i mocnymi krzakami polance. Druga postać zrobiła to samo. Młodzieniec skierował rękę na trawę na środku polany i zaczął coś mamrotać. Nagle w górę uniósł się okrąg trawy o średnicy około 2 metrów i przeleciał kilka metrów w bok. Potem, na tym miejscu pojawiły się idealnie ułożone kamienie o gładkiej powierzchni, a w środku tegoż koła wyrósł bardzo niski murek z głazów. -To żeby wam trawy nie niszczyć- wytłumaczył, uśmiechnął się i znów zaczął coś mamrotać. W środku tego wszystkiego pojawił się stos drewna. Ów człowiek wyciągniętą rękę schował pod płaszcz, po czym wyciągnął trzymając małą kulę ognia mieniącą się na wszystkie kolory. Rzucił ją w drewna, które po chwili zaczęły płonąć. -Ale...- -Nic się nie martw, ten ogień jest widziany tylko przez pozytywnie do nas nastawionych. Chyba nie myślisz, że nie poznałem tego specjalnie wyhodowanej ściany krzaków, która swą twardością przebija część większość murów fortecznych?- Spytał, ale raczej retorycznie, po czym puścił oko do drugiej postaci i zaczął się rozpakowywać. Gdy zdjął pelerynę ukazała się czarno-złota zbroja, po której co jakiś czas przebiegała emanacja energii. Na plecach przewieszony wielki dwuręczny miecz, będący niewiele krótszy od właściciela, długi łuk refleksyjny oraz kołczan. Do pasa przyczepione były dwa miecze półtoraręczne, topór krasnoludzki oraz nóż. Cała broń wyglądała na magiczną i jeszcze cięższą. Młodzieniec zdjął cały rynsztunek i położył go na ziemi. Z ciężaru tego sprzętu oraz z budowy tego osobnika, można się domyślić, że mógłby spokojnie brać się za łby z trolami górskimi. -Nie stój tak, siadaj…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%