Fantasy · 6 min czytania
WOJOWNICY CURUKA
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Była ciemna, zimna noc, kiedy szedłem do domu Wiktora i Rudej. Mała uliczka, nieoświetlona ani jedną latarnią, zdawała się być jeszcze ciemniejsza niż inne. Pełna dziwek, świadczących swe usługi w cenie niższej niż poranna kawa i pijaków, którzy wszczynali bójki o miejsce do spania na dopiero co znalezionym kartonie, była zwykłą slumsową ulicą, którą porządni obywatele omijali wielkim łukiem. Ja chyba nie jestem porządnym obywatelem. Nie chodzę na wybory i mam w dupie prezydenta. Tak…z pewnością nie jestem porządnym obywatelem. Numer 53. To tutaj mieszkają Wiktor i Ruda. Ruda jest psychologiem i pisze teraz doktorat o pijakach, prostytutkach i biedocie, dlatego niedawno się tu przeprowadzili. Wiktor jest policjantem. Pracuje w wydziale kryminalnym. To niewdzięczna praca, ale on to lubi. Mówi, że to jest lepsze niż komputerowe strzelanki. Wszedłem po schodach. Nacisnąłem na klamkę. Drzwi były otwarte, a zamek wyłamany. Wyjąłem mojego Browninga. Niejednemu posłał kulkę miedzy oczy. Pchnąłem drzwi i zakradłem się do przedpokoju. Skręciłem w lewo do salonu. Na kanapie leżała skrępowana i zakneblowana Ruda. Podbiegłem do niej, zerwałem taśmę klejącą z jej ust i rozwiązałem ją. - Co się stało?- spytałem - Siedzieliśmy sobie razem i oglądaliśmy telewizje. Nagle usłyszeliśmy kroki. Myśleliśmy, że to ty. Ale to był koleś ubrany w jakąś dziwną zbroję. Mnie zakneblował, a Wiktora…- w tym momencie wybuchła płaczem. Nie chciałem jej zadręczać pytaniami, więc wstałem i z pistoletem w ręku zacząłem przeszukiwać mieszkanie. W kuchni niczego nie znalazłem. W łazience też nic. Została mi jeszcze sypialnia na górze. Wdrapałem się po schodach i uchyliłem drzwi. Moim oczom ukazał się Wiktor, a raczej to, co niego zostało. Ciało obdarte ze skóry leżało w monstrualnej kałuży krwi. Żyły rozciągnięte po całym pokoju wyglądały jak pajęczyna. Niektóre żebra wbiły się w płuca. Wycięte mięśnie brzucha ukazywały labirynt jelit, żołądek i wątrobę. Na dłoniach prześwitywały białe kości. Twarz była podobnie zmasakrowana jak reszta ciała. Wydłubane oczy, połamany nos, zszyte grubą nicią usta. Stałem i wpatrywałem się w mojego starego przyjaciela. Nie mogłem pojąć jak jemu, najlepszemu policjantowi jakiego znam, mogło przytrafić się cos takiego. Nagle usłyszałem skrzypienie podłogi i zanim zdążyłem się odwrócić poczułem potężne uderzenie w tył głowy. Upadłem i straciłem przytomność. Ocknąłem się w jakimś laboratorium. Na półkach stały rzędy flakonów, słoików i preparatów. Po środku znajdował się skórzany fotel przypominający fotel dentystyczny.…