Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Podróże · 11 min czytania

Wolontariusze cz.2

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Noc przeszła w blady świt i Natasza zaczęła otwierać okiennice w niewielkim budynku szkoły. Wpadające światło smugami odbijało się we wznoszących się pod jej stopami obłoczkach kurzu. Ciszę mąciło jedynie monotonne buczenie generatora i jej kroki. Wiedziała, że za moment zjawią się tu Jenna, Louise i Tony, by przygotować się do zajęć z dziećmi. Sama lekcje zaczynała dopiero w południe, podobnie zresztą, jak „ich etatowy” książę. Teraz zaś zauważyła Alexa wyłaniającego się zza budynku gospodarczego. Niósł do szkoły dwa wiadra wody ze studni. Odkąd zjawił się tu miesiąc temu, robił to codziennie. Podobnie zresztą, jak wiele innych rzeczy, które do tej pory musiała wykonywać Tash. Gdzieś w głębi duszy zaczęła go podziwiać i bardzo ją ta myśl irytowała. Nie robił przecież niczego nadzwyczajnego. Ot, po prostu nosił wodę, zamiatał podłogi, choć nie miało to większego sensu, remontował prowizoryczne budynki oraz uczył angielskiego grupkę ludzi. Nie robił więcej, ani mniej niż inni, a mimo to Natasza nie mogła zmusić się, by myśleć o nim jak o każdym innym wolontariuszu. A przecież wszyscy mieszkali tu i pracowali z własnej woli, poświęcając wakacje oraz urlopy.

Ale on był księciem, miał wszystko...

– A Gordon zrobił doktorat z socjologii – powiedziała do siebie pod nosem, mocno już zirytowana swoimi przemyśleniami. Co ją dziś napadło od samego rana? Do niewielkiej klasy wszedł Alex i uśmiechnął się z właściwą sobie powściągliwością.

– Dzień dobry, Tash. Jak minęła noc?

– Dziękuję, dobrze – odparła uprzejmie. Trzeba było mu przyznać, że maniery miał znakomite. Otworzyła ostatnią okiennicę i zorientowała się, iż Alex wcale nie opuścił pomieszczenia, jak to zwykł robić po słowach powitania. Stał w drzwiach ze zmarszczonym czołem. – Coś się stało? – Zapytała, zwróciwszy się w jego kierunku.

– Nie, ja tylko... – zaczął, sam nie wiedząc, co właściwie chciał powiedzieć. Czuł się niezręcznie z powodu obecności dziennikarzy w wiosce. – Przepraszam za to całe zamieszanie z DeWittem i Jayem – rozłożył bezradnie ręce. Natasza patrzyła na niego z bezgranicznym zdumieniem.

– Mnie? Przecież to nie moja sprawa – potrząsnęła głową, nieco zakłopotana. Oparła się o biurko i odgarnęła za ucho pasmo włosów, które wysunęło się jej ze związanych włosów.

– Wiem, ale... – urwał. W sumie nie było żadnego ale. Niby po co, u diabła, się jej tłumaczył? Tylko Gordon miał tu coś do powiedzenia i akurat nie miał nic przeciwko. Alexandre uśmiechnął się tylko, machnął dłonią na pożegnanie i wyszedł z budynku.

Thomas włączył kamerę i skierował ją na księcia uwijającego się przy studni. Mężczyzna ubrany był w zakurzone rzeczy, noszące znamiona zużycia, ale i tak wyglądał w nich elegancko. Nie ważne co nosił, ale jak nosił. Arystokrata w każdym calu – pomyślał DeWitt z uznaniem.

W południe wraz Jayem udali się do szkoły, gdzie książę rozmawiał po angielsku z miejscową ludnością. Od niskiej i krępej wolontariuszki z Francji, Louise, dowiedział się, iż Alex jest bardzo lubiany zarówno przez innych wolontariuszy, jak i przez mieszkańców wioski. Podobno świetnie sobie radził na lekcjach. Oczywiście, dziennikarz nie mógł sobie odmówić sprawdzenia tej informacji. Po cichu liczył, że może na starannie budowanym wizerunku księcia jednak znajduje się jakaś rysa. Thomas od króla Edwarda dostał dość wyraźne polecenie ukazania jego siostrzeńca w jak najlepszym świetle, ale DeWitt nie zmierzał tworzyć kolejnego, kłamliwego reportażu opiewającego rozwydrzonego, znudzonego życiem księcia, który na pokaz wyjechał do Afryki. Jakieś pięć lat temu miał okazję poznać Alexandre Costello i nie wyniósł z tego spotkania zbyt wielu pozytywnych wrażeń. Uważał, że książę poza miłą powierzchownością i świetnymi manierami, niewiele miał do zaoferowania.

Tom przysiadł w ostatniej ławce i powiódł wzrokiem po zgromadzonych. W dusznej sali siedzieli zarówno mężczyźni, jak i kobiety w wieku od kilkunastu do kilkudziesięciu lat. Rozmawiali ze sobą z ożywieniem, mieszając swój ojczysty język z angielskim. Dziennikarz czuł na sobie kilka zaciekawionych spojrzeń, więc starał się wyglądać przyjaźnie.

Punktualnie w południe zjawił się Alexandre. Wszedł pewnie, swobodnie, uśmiechając się szeroko. Podał rękę paru osobom siedzącym na przedzie i z właściwym sobie czarem rzucił kilka żartów, które rozbawiły zgromadzonych. Toma zdziwił fakt, że książę znał imiona większości osób i zawsze starał się zwracać do każdego indywidualnie, wciągając go do rozmowy.

Tego dnia tematem przewodnim była rola kobiety w społeczeństwie. Alex zaczął od opowieści o swojej matce, która od wielu lat zajmowała się pracą charytatywną. Następnie powiedział kilka słów o bracie, który gdzieś podróżuje po świecie. Gdy jeden z mężczyzn, Kaggwa, jak zwrócił się do niego Alex, zapytał o pozostałe rodzeństwo książę się roześmiał i wytłumaczył, że ma tylko brata. Zgromadzonym nie mogło pomieścić się w głowach, że jego rodzice nie mają więcej dzieci. Rozgorzała dyskusja na temat rodzin wielodzietnych. DeWitt nie spodziewał się, że ci na pozór prości i niedokształceni ludzie, z taką zaciętością będą…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Wolontariusze cz.2 — czytnik · opowiadania