Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Melodramat · 21 min czytania

Wpadka w wakacje

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

„WPADKA W WAKACJE”

Gdy ktoś ma 20 lat, czuje, że może zrobić niemal wszystko. Cały świat stoi wtedy otworem. Wystarczy tylko wyciągnąć rękę, by dotknąć przygody. Wszystko wydaję się takie super fajne. Kłopoty i trosko dnia codziennego jakoś do tego nie pasują. Wydają się takie odległe i nierealne. Niedoścignione. Tak właśnie myślała Jolka. Skończyła technikum hotelarskie i zdała maturę. Zupełnie nieźle, miała wysoką średnią. Piątki z pisemnych, jedna czwórka z ustnych. Chciała dalej kształcić się w swoim kierunku. Egzaminy na turystykę i rekreację nie należały do łatwych. Na dodatek przeszkodą było 4 innych kandydatów, którzy przydali na miejsce Joli. Ale to ona się dostała. Miała już indeks w kieszeni. Nie musiała się niczym martwić. Mogła oddać się słodkiemu lenistwu i wreszcie poczuć wakacje. Był środek lipca. Do wyjazdu nad morze pozostały dwa dni. Jola i jej dwie najlepsze przyjaciółki, Patrycja i Olka, planowały ten wyjazd od miesięcy. Miały jechać tylko we trójkę i wyszaleć się za wszystkie czasy. Jola, choć w tym roku skończyła 20 lat, nie była nigdy wcześniej sama na wakacjach. Zawsze jeździła albo z rodzicami, albo na zorganizowane obozy. W trzeciej klasie technikum miała chłopaka. Chodzili z sobą siedem miesięcy i chcieli wyjechać razem z całą paczką pod namiot na Mazury. Rodzice się nie zgodzili. Jola była ich jedynym dzieckiem i woleli dmuchać na zimne. Taki wyjazd to okazja do niewiadomo czego, taki wyjazd zdecydowanie nie jest dla ich porządnej córki. Maciek, tamten chłopak Jolki pojechał wtedy bez Jolki z całą paczką. Po wakacjach spotykali się jeszcze, ale to już nie było to. Zerwali, a właściwie to on z nią zerwał. Tym razem miało być inaczej. Rodzice sprzeciwiali się, ale nie mogli już Joli niczego zabronić. Miała przecież dwadzieścia lat. Zresztą jechała z koleżankami i nie pod namioty, tylko w porządne miejsce, do pensjonatu, prowadzonego przez ciotkę Patrycji. Wreszcie nadszedł ten dzień. Dziewczyny spakowały plecaki i wsiadły w pociąg, jadący do Kołobrzegu. Na miejsce dotarły rano. Ciotka Patrycji, pani Ewa już na nie czekała. Przygotowała im ładny pokoik z trzema łóżkami i łazienką. Z okna było widać latarnię morską. Rozpakowywały właśnie swoje plecaki. -Zobaczycie! Będzie super-zapewniła Patrycja, uśmiechnięta szatynka z piegami i zadartym noskiem. Wieczna optymistka.

Gdy ktoś nagle podupadał na duchu, tracił werwę, ona była w stanie porazić go swoim optymizmem. Olka, pesymistka, całkowite przeciwieństwo swojej koleżanki, popatrzyła przez okno na nadmorską uliczkę, którą przechodziło właśnie dwóch opalonych i umięśnionych ratowników. -Coś czuję, że będziemy bawić się na maxa. Jolka podeszła do okna. Jej osoba stanowiła kompromis pomiędzy Olą a Patrycją. Nie należała do tych przebojowych, wygadanych lasek, które umieją się rozpychać łokciami, ale nie była też szarą myszką. Gdy trzeba było potrafiła bronić swoich racji, ale tak naprawdę pewnie czuła się tylko w gronie najbliższych przyjaciółek.

* * * Z pensjonatu pani Ewy na plażę szło się niecałe dziesięć minut. Dziewczyny ustawiły swój dzień tak, że przed południem opalały się i pluskały w morzu, potem wracały do pensjonatu na obiad, a wieczorem wychodziły potańczyć do dyskoteki. Drugiego dnia ich pobytu nad morzem wybrały się do dyskoteki „Paloma”. Był to niezbyt duży lokal, z parkietem do tańczenia, lożami i długim barem. Dziś, w środku letniego sezonu niemal pękał w szwach. Jolka lubiła tańczyć, ale dzisiaj już po godzinie pląsania w rytm najnowszych przebojów, rozbolała ją głowa. Zostawiła koleżanki na parkiecie, a sama podeszła do baru. Usiadła na jednym z wysokich stołków i zamówiła u barmana coca-colę. Potem sącząc ją powoli przez słomkę, spostrzegła, że jest obserwowana przez trzech chłopaków, siedzących przy stoliku pod ścianą. Jola rozpoznała w nich ratowników z plaży. Nie lubiła być obserwowana. Peszyło ją, gdy ktoś na nią patrzył, dlatego teraz obróciła się na krześle, by siedzieć do nich tyłem. Nie minęło pięć minut, gdy ktoś z tyłu lekko dotknął jej ramienia. Odwróciła głowę. Stał przed nią wysoki, barczysty blondyn. Jeden z tamtych chłopaków. -Cześć! Jestem Marcin-powiedział i wyciągnął rękę. Jola zmieszała się trochę. Zwykle traciła śmiałość i pewność siebie, gdy poznawała kogoś nowego. Zwłaszcza gdy tym kimś był przystojny chłopak.

Dopiero po chwili odzyskała panowanie nad sobą. Opanowała drżenie rąk i odwzajemniła uścisk. -Jolka-przedstawiła się. -Zatańczymy? Ból głowy nagle minął. Jola skinęła głową, a Marcin poprowadził ją na parkiet. W tańcu uśmiechał się i patrzył na nią w najbardziej uwodzicielski z możliwych sposobów. Jola skłamałaby, gdyby powiedziała, że Marcin jej się nie podoba. Podobał jej się. Nawet bardzo. Poza tym pochlebiał jej fakt, że taki przystojny facet, który może mieć każdą dziewczynę zwrócił uwagę właśnie na nią. Była zbyt skromna, by zauważyć, że bądź co bądź jest całkiem ładna ze swoimi fiołkowymi oczami i czarnymi jak smoła włosami i ma prawo się podobać. Marcin bardzo dobrze tańczył. Joli zdawało się, że płynie w jego ramionach, a parkiet wokół nich się delikatnie kołysze. Gdy piosenka skończyła się wrócili do baru. Marcin zapytał, czy ma ochotę na coś do picia, ale Jola wskazała gestem niedopitą colę. Usiedli na stołkach przy barze. Zapadło milczenie. Jola poczuła, że się rumieni. Nie znosiła takich chwil. Momentów, w których gorączkowo zastanawiała się co powiedzieć i nic nie przychodziło jej do głowy. -Jesteś stąd czy przyjechałeś tutaj tylko na wakacje?- zapytała w końcu. Marcin uśmiechnął się nieco tajemniczo. -Pracuję tutaj tylko. Mieszkam w Wieliczce, niedaleko Krakowa. -Naprawdę?- ucieszyła się Jola.-Ja też jestem z Krakowa. Marcin klasnął otwartą dłonią w kolano. -Co za zbieg okoliczności. No super! A na długo przyjechałaś do Kołobrzegu? -Na dwa tygodnie. Jestem tutaj z koleżankami. Rozmawiali jeszcze przez chwilę, a potem nadeszły Ola i Patrycja. Jola przedstawiła im Marcina, a potem pożegnała się i dziewczyny wróciły do pensjonatu. -Fajnego faceta poderwałaś, Jolka-powiedziała Ola, gdy tego wieczoru kładły się spać. Patrycja przyznała jej rację. -No, jest niezły. Niezły? Niezły to mało powiedziane, pomyślała Jolka, przykładając głowę do poduszki. Jest po prostu boski. To jego spojrzenie. Samo spojrzenie sprawiało, że człowiekowi zaczynają mięknąć kolana.

* * *

Następnego dnia na plaży Marcin podszedł do nich. Miał na sobie czerwone spodenki, takie jakie noszą ratownicy, a w ręku obracał zawieszony na sznurku gwizdek. -Cześć dziewczyny!-przywitał się, ale tylko Jolkę obdarzył uśmiechem. -Cześć!-powiedziały jednocześnie Ola i Patrycja i zaraz dodały.-My właśnie miałyśmy zajść zobaczyć jaka jest woda. Spojrzały na siebie porozumiewawczo, a potem odeszły, zostawiając Jolkę i Marcina samych. Jola była pewna, że zrobiły to celowo. Nie chciały wchodzić jej w drogę. Na tym polegała prawdziwa przyjaźń. Gdy pojawiał się jakiś facet, przyjaciółki same odsuwały się na boczny tor. -Dużo dzisiaj osób wyratowałeś?-zażartowała Jolka. Marcin uśmiechnął się i przysiadł na kocu obok niej. -Jeszcze nie. Jak na razie wszyscy umieją doskonale pływać. Ale niedługo pojawi się grupka kolonijna. Z tymi dzieciakami zawsze jest mnóstwo kłopotów. Jolka pokiwała ze zrozumieniem głową. Rozmowa nagle urwała się, a ona nie wiedziała jak ją kontynuować. Zazdrościła wygadanym osobom, które potrafiły mówić godzinami. Jej natura poskąpiła wystrzępionego języka. Udała, że ma zamiar się opalać i położyła się na brzuchu. Podłożyła ręce pod brodę i w milczeniu spoglądała na Marcina. -Spalisz się, gdy będziesz leżała na słońcu bez ochrony. Wiem coś o tym-ostrzegł ją, powołując się na swoje doświadczenie.-Nie pierwszy raz pracuję jako ratownik. Nie pytając, wziął do ręki tubkę z olejkiem. -Nasmaruję ci plecy. Jola nie miała nic przeciwko temu. Jeszcze żaden facet nie smarował jej pleców olejkiem do opalania. Marcin dobre kilka minut starannie wcierał jej olejek w skórę. Gdy skończył, zamknął tubkę z olejkiem i wstał. -Muszę już iść, bo zaraz pojawią się te dzieciaki z kolonii-powiedział z żalem. -Spotkamy się wieczorem? Jola z radością skinęła głową.

* * *

Spotykali się już ponad tydzień. Codziennie. Do południa na plaży, a wieczorami wychodzili gdzieś razem. Jola przestała mieć czas dla koleżanek. Olka i Patrycja zrozumiały, że ich koleżanka zakochała się i nie gniewały się o to. Były wyrozumiałe, jednak martwiły się nieco o Jolkę. -Jola, może nie angażuj się aż tak-poradziła jej pewnego dnia Patrycja.- W końcu za parę dni wyjeżdżamy i co dalej będzie z wami? On może zapomnieć i co wtedy? Tylko niepotrzebnie się rozczarujesz. Ola była podobnego zdania. -No właśnie, Pati ma rację. Tacy faceci jak Marcin myślą tylko o tym by wykorzystać laskę i ją rzucić. Jola nie traktowała dobrych rad przyjaciółek poważnie. -Dziewczyny, ja umiem na siebie uważać. Nie rozumiem dlaczego tak się o mnie martwicie? -Bo jesteś naszą najlepszą przyjaciółką i nie chcemy, żeby ktoś cię skrzywdził. -Ależ Marcin mi nic nie zrobi. Nie znacie go i nie wiecie jaki jest. -No właśnie-podchwyciła Olka.-Nie znamy go i ty też go nie znasz. Spotykacie się dopiero od paru dni. Co ty o nim wiesz? Jola machnęła ręką. Dziewczyny zaczynały ją denerwować z tymi ciągłymi wywodami. Marcin nie był taki, za jakiego go uważały. Mimo, że znali się bardzo krótko ufała mu i wierzyła. Zresztą tyle rzeczy ich łączyło. Oboje byli prawie z tego samego miasta. Oboje lubili lody truskawkowe i filmy z Harrisonem Fordem. Marcin studiował na trzecim roku AWF, Jolka dostała się na pierwszy rok tej uczelni. Marcin dużo jej o sobie opowiadał. Lubił mówić, a Jolka była dobrą słuchaczką. Dziewczyny nie mogły mieć do niego racji. A jeśli miały nawet i trochę racji, to Jola i tak nie miała zamiaru przestawać się spotykać z Marcinem. Po raz pierwszy ktoś się nią zainteresował. Ktoś tak mądry, przystojny i dowcipny. W pewien piątkowy wieczór wybrali się na spacer brzegiem morza. Fale rozbijały się z głuchym echem o brzeg. Marcin wziął Jolę za rękę. Co jakiś czas zatrzymywali się by się pocałować. Do tej pory Jola nie pozwalała mu na nic więcej niż pocałunki. Przeszli jeszcze kawałek, a potem usiedli na ławce i spoglądali na morze. -Jolka, bardzo mi się podobasz. Jesteś wyjątkową dziewczyną i wiele dla mnie znaczysz-powiedział Marcin, spoglądając jej w oczy.-Ale powiedz, czy w Krakowie nie zostawiłaś przypadkiem jakiegoś chłopaka, o którym nie wiem?

Jola zaśmiała się. Objęła Marcina za szyję i cmoknęła go w policzek. -Głuptasie, przecież mówiłam ci tyle razy, że

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%