Fantastyka · 13 min czytania
Wrocławskie Zombiaki
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wrocławskie Zombiaki
Jakub rozciągnął się wygodnie w fotelu, niedawno przywiezionym przez wnuka Macieja. Spojrzał na pilota, który leżał na stoliku. Przez przedłużającą się chwilę przyglądał się przyciskom próbując sobie przypomnieć co też mówił na ten temat Maciek. - Cholera, jak to było?? – szeptał pod nosem – który to przycisk miałem nadusić na początku. – podrapał się po głowie gestem wskazującym na intensywne myślenie. Wreszcie przypomniał sobie i z radością skierował wzrok na narzędzie tortur. Czerwony! Czerwony! Czer… hy? Jakub miał ochotę wyrzucić, kurna, to urządzenie. Jednak jako, że aż tak głupi nie był, uznał że jedynym słusznym wyjściem z tej sytuacji będzie naduszanie po kolei wszystkich przycisków. - No – powiedział z satysfakcją, kiedy ciemności pokoju rozświetliła jasność Plazmy. - No to zobaczmy, co ten Maciuś mi przywiózł. Najpierw na ekranie telewizora zobaczył jakąś wielką gębę gadającą o czymś tam, a że Jakub nie był w ciemię bity, i nie lubił inteligentów, to od razu przełączył na inny program. Tak naprawdę miał wrodzoną niechęć do tych darmozjadów… Na następnym kanale zobaczył jakiegoś gostka z wielkim… Khym…Wędrowycz zaśmiał się plugawie, ale przełączył na kolejny program. Uważał, że nie ma nic przyjemnego w oglądaniu takich bezeceństw w TV. Szczególnie, że w szufladzie przy łóżku miał jeszcze kilka opakowań ukraińskiej viagry, więc jakby co... przyjdzie czas na konwencjonalne sposoby. Hy hy hy. Zaśmiał się i oblizał tak, że większość aktorów z tego typu filmów zaczerwieniłoby się po same uszy. W taki sposób przejrzał przynajmniej dziesięć stacji TV, i nie znalazł nic godnego uwagi, kiedy nagle… - O żesz, kurna… - na ekranie Plazmy pokazała się postać, która w Jakubie wywoływała odczucia odwrotne do opiekuńczości. Aż wstał z wrażenia. Żeby w TV nawet pokazywali tych cholernych zombiaków !! Debilny uśmieszek, mózg na wierzchu, odpadające ucho i obleźnięta ze skóry noga. –Hmm, trza ratować tych idiotów wrocławskich, co nie wiedzą jak sobie z zombiakami radzić. Szczególnie, że – jak zauważył oglądając ten dokument – mieli tam nie jednego, ale przynajmniej trzech takich niedorobków. Pewnikiem ktoś zbezcześcił cmentarz. Widać jakiś idiota sikał na poświęconą ziemię. A przecież wiadomo nie od dziś, że takie zachowania sprawiają, że święta ziemia staje się nic nie warta… Jednak Jakub, pierwszy egzorcysta kraju, wiedział co z takimi robić. Kołek osikowy, skrępowane drutem kolczastym ręce i odrąbana głowa włożona twarzą w dół, co by się gadzina w ziemię wgryzała !! Wędrowycz od razu postanowił, że do Wrocławia pojedzie. Prosta sprawa – trzeba tych miastowych ratować. Nie wiele się zastanawiając, Jakub poczynił pierwsze przygotowania do tej jakże ważnej wyprawy. Poszedł powoli – w końcu 107 lat to może jeszcze nie starość, ale człowiek nie jest już taki jak kiedyś – do piwniczki. O dziwo dawno nie przywalali się do niej żadni mundurowi. Trochę to Jakuba martwiło, ale widać, policjanci nie tacy co kiedyś, i nie przeszkadzają im już bimbrownicy. Od prawnuka dowiedział się, że teraz policjanci wolą pukać do drzwi piratów. No, trochę tego Jakub zrozumieć nie potrafił – w końcu dawniej piratami zajmowała się marynarka, ale cóż… Czasy się zmieniają i może teraz jakoś inaczej się to załatwia? Grunt, że się nie musiał przejmować nalotami głupich policjantów. Nawet Bardaki nie czepiali się tak, odkąd nie było kogo na niego napuścić. Choć, swoją drogą, to ostatnio trochę nudno się na wsi zrobiło. Co prawda, niedawno jakiś zlot w Wojsławicach zrobili, i Jakub nawet miał zamiar przejść się, zobaczyć co tam robią. Podobno jakaś pogadanka o nim miała być. Ale dzień wcześniej tak z kumplami popił, że nie był w stanie, jeszcze 3 dni później kaca leczył. Tak że… nie było rady… Za to we wtorek poszedł na ten plac co się, ci fani jednego pismaka zjechali i wyzbierał sporo fajnych butelek i puszek. Butelki, po umyciu całkiem nieźle nadawały się na samogon. Ci miastowi, niby takie kluchy to jednak dobrze radzili sobie z procentami… A i z puszek użytek zrobił… Jak się dobrze pokombinuje, z puszek i linki hamulcowej genialne wnyki wychodzą. Bo teraz to i psy inne, tuczone na tych pedigripalach i innych wiskaczach. Dotąd nie pojął jak można marnować alkohol dla psów, ale cóż i ludzie inne teraz… Nie Jakubowi osądzać.
Ulicą szedł dziwny staruszek. Nie, określenie „staruszek” nie pasowało do mężczyzny. - Ale w dupę jebany staruch, widzieliście? - pociągając nosem, wyrzucił z siebie Anusiak. - Gdzie? – rozglądając się ze zdziwieniem, zapytał Czesio. - Tam Czesiu. Chłopacy, co on się nam tak przygląda? Pojebało go? – rzeczywiście, staruch usiadł właśnie na ławeczce przed szkołą i udawał, że dyskretnie obserwuje czterech ośmiolatków. W jego wydaniu czynność ta sprowadzała się do pociągania mętnego płynu z brudnej butelki i intensywnego wpatrywania w dzieci. - No chyba – Konieczko nie miał co do tego najmniejszych wątpliwości – może to czyjś dziadek?!! Czesiu !! Znasz tego pederastę??!! - Ja?? – zdziwienie Czesia było bardziej niż widoczne. - Tak, Czesiu, ty. – Przyglądając się staruchowi, także Maślana zauważył jego podobieństwo do Czesia. – jest tak samo zielonkawy jak Czesio, widzieliście? - No Jacha !! - krzyczał Konieczko – rzeczywiście podobny. Czesiu, znasz go? - He He, Czesio ma dziadka!! – zanucił chłopiec i niewiele myśląc chciał pobiec do mężczyzny. - Nie, Czesiu…. – Maślana w ostatniej chwili powstrzymał Czesia – Przecież nie wiemy kim jest. Może to pedofil ?? - Tyyy, kto to jest… ten no, pedifol?? – zdziwił się Anusiak. - Nooo, to taki człowiek co lubi dzieci. – Wykrzyczał Konieczko. - Higienistka lubi dzieci… Higienistka jest pedofilem? - Nie Czesiu, nie jest. - No ale przecież ona…. – wyszeptał Czesio. - Cicho Czesiu. To co robimy? Ten facet wcale mi się nie podoba. - Przypierdolmy dziadowi… - wyszeptał Anusiak, spluwając pod nogi. – Konieczko, mamy coś w bazie?? - No Jacha!! Właśnie robię takiego eksperymenta, że się dziadowi odechce na zawsze podefiljowania. - No to idziemy. - Czesiu ma dziadka. He he
W tym czasie Jakub dopijając resztki własnej roboty księżycówki - robił rekonesans. Nie było wątpliwości: ten mały zielony to zombiak. Trochę dziwne, że mógł stać tu, tak w środku dnia, Wędrowycz nie spotkał się jeszcze z czymś podobnym. Ale, w końcu Wrocław jest blisko granicy…