Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Erotyka · 25 min czytania

Wróg pachnie piżmem... cz.3

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rozdział III „ Sous le vent” - Mionka, wyglądasz bosko!- wyraziła swój pogląd Ginny Weasley, jak każdy członek jej rodziny, rudowłosa mieszkanka domu Griffindor. Zazwyczaj bardzo żywiołowa, przyjaciółka Hermiony, teraz siedziała z wymuszonym uśmiechem na piegowatej twarzy, czując się najnieszczęśliwszą kobietą na świecie. Brązowooka nerwowo wygładzała niewidoczne zagięcia na pięknej atłasowej sukni. Przyglądając się sobie w lustrze, powoli tuszowała rzęsy, nakładała cień... - Ginny… a ty czemu ciągle w szacie?- zapytała, odsuwając się od zwierciadła i podziwiając efekt „kociego spojrzenia”. - Nigdzie nie idę…- rzekła rudowłosa Gryfonka. Hermiona przeniosła wzrok z własnego odbicia na smutną twarz swojej koleżanki. - Dlaczego? Z pięknych, czarnych oczu Ginny popłynęły srebrne łzy. Pamięć o wyjątkowo przykrym zdarzeniu, bodaj sprzed tygodnia, wciąż była silna i zmuszała czwartoklasistkę do płaczu po nocach. Ciągle powracające w głowie strzępy wspomnień, flesze cudownych chwil, w samotności opłakiwane przez skrzywdzoną dziewczynę, teraz przybrały na sile i częstotliwości, wyciskając łzy zawodu. - Seamus zaprosił na bal Mikołajkowy Natashę Shabby... Zrobił to dosłownie przed moim nosem… Wczoraj, po kolacji w Wielkiej Sali… myślałam, że ta… zeżre mu twarz, tak się do niego przykleiła…- Ginny otarła łzy i skrzywiła się machinalnie, prawdopodobnie na samą myśl, że Natasha Shabby chodzi do łóżka z każdym… Z KAŻDYM!!! - No…- Hermiona uśmiechnęła się ciepło do Weasleyówny. – Masz teraz pole do popisu… Pogrzebała chwilę w szafie… Wreszcie znalazła to, czego szukała… Idealna, jedwabna suknia w kolorze czarnym… Pokazała cudo siedzącej na łóżku Ginny… - Śliczna… - rudowłosa, jak zaczarowana, podeszła do sukienki, ale mina jej zrzedła.- Ale w czym ma mi pomóc? - Ginny… marudzisz! Zakładaj ją szybko, mamy jeszcze godzinę do balu… Dziewczyna posłusznie zdjęła nudną szkolną szatę i powoli założyła na siebie suknię swojej przyjaciółki… Ginny przeglądnęła się w lustrze i o mało nie krzyknęła. Zamiast siebie zobaczyła seksowną, szczupłą kobietę- uwodzicielkę. Dla pewności przejechała dłonią po policzku. To jednak ona! Suknia leżała jak ulał. Uśmiech wpłynął jej na twarz… - Hermiono…- wyszeptała Ginny, z ledwością wypowiadając słowa. Tak trudno jej było wyrazić, jak bardzo była wdzięczna… Lecz brązowooka bardzo dobrze ją rozumiała. Sama nie raz zapominała, jak się skleca zdania… ale niestety nie z powodu zachwytu samą sobą. Wreszcie nastał czas pokazania się partnerom w swych wystrzałowych kreacjach… Zeszły z dormitorium, gdzie Harry czekał już na Hermionę. Miał na sobie swą starą szatę wyjściową, tę, którą kupiła mu pani Weasley w czwartej klasie, razem z tym okropieństwem dla Rona. Jakoś nie było okazji do zmiany garderoby. Teraz przeklinał się za to, że nie kupił nic nowego… Hermiona wyglądała przepięknie w atłasowej, bordowej sukni sięgającej aż do ziemi… Czuł się jak debil. Ginny towarzyszył Matt- uroczy siedemnastolatek z Ravenclawu, który pomimo wielkiej urody, przyszedł na bal sam… Od razu spostrzegł młodszą Gryfonkę…wyrafinowana czarna sukienka dodawała jej seksapilu, podkreślała jej walory… w niej Ginny wydoroślała. Odchodząc z Ginny pod rękę, Matt posłał Hermionie dziękujące spojrzenie, choć nadal był oszołomiony wyglądem swej towarzyszki. Ginny też była zachwycona… Matt należał do jednych z najprzystojniejszych chłopaków w Hogwarcie, ale jego dotychczasowe życie miłosne nie przynosiło większych efektów… Umawiał się z jedną, z drugą, z trzecią, ale żadna nie miała w sobie tego „czegoś”, co czyniło z kobiety tę jedyną…Teraz czuł, że może być inaczej… Uczniowie zebrali się w wejściu do Wielkiej Sali, gdzie miał odbyć się bal. Z biegiem czasu Hermiona poznawała w ludziach tych cichych, spokojnych, pracowitych uczniów, którzy teraz zmienili się nie do poznania. Było to na swój urok niesamowite, zobaczyć ich w nowych rolach, a nie na nudnych wykładach, gdzie połowa z nich drzemała słodko. Jako jedna z nielicznych, Hermiona dostrzegła zmiany w wystroju korytarza. W nawach bocznych wstawiono ławeczki, ostrokrzewem udekorowano kolumny podpierające sufit, a gdzieniegdzie można było zobaczyć niewielką gałązkę jemioły… Zaczęły się poważne przygotowania do świąt… - Bal czas zacząć!- dobiegł ją głos McGonagall. Pomruki zamieniły się w salwę okrzyków radości i owacji… Wrota same się otwarły, a uczniowie wsypali się do zazwyczaj służącej do jedzenia Wielkiej Sali... Tu również wystrój się diametralnie zmienił. W zasadzie przypominał Gryfonce bal w czwartej klasie, kiedy to towarzyszył jej Wiktor Krum- najlepszy szukający na świecie… Najpierw zagrała szkolna orkiestra… Cudownie musiał wyglądać polonez odtańczony przez ponad dwieście par… Muzyka zmieniła się około dwudziestej. Na scenę wkroczyły Fatalne Jędze by bawić swą muzyką szalonych nastolatków przez resztę nocy. Hermionie całość występu FJ przypominał wielki koncert rockowy… Grano muzykę mugoli… ale nawet Malfoy nie zauważył, że świetnie bawi się dzięki niemagicznemu światu… Harremu spodobały się zwłaszcza utwory Sex Pistols. Tańczyli do upadłego, wrzeszcząc razem z tłumem pod sceną… Gdy jednak Fatalne Jędze zagrały nagle 3 Doors Down, Harry bez większego zastanowienia przyciągnął Hermionę do siebie i mocno oplótł ją dłońmi wokół kibici. Spocone włosy dodawały mu uroku, a zaczerwienione policzki wskazywały, jak dobrze się bawił… Harry poczuł, że coś z nim nie tak. Tańczy z przyjaciółką… chociaż chciałby zrobić coś innego… Porwać ją przed zamek i tam namiętnie pocałować… Jej piękno działało na wyobraźnię, wpędzając go w zamyślenie i dając do zrozumienia, że nic nie dzieje się, jak powinno. Doprowadzało go do szaleństwa to, że dotyka jej zgrabnych bioder, wtula się w jej włosy, a ona dyszy mu lekko w policzek… Czuł bicie jej serca… Biło naprawdę szybko… Harry starał się nie myśleć, co będzie, jak znów zagrają coś szybszego… Straci ten cielesny kontakt z Hermioną… - Harry, spójrz! Ron i jego nowa… zdobycz! - Taak, widzę… - Harry jakby wyrwany z kontekstu istnienia, zmuszony był przerwać rozmyślanie o Hermionie. Draco siedział sam, jak palec, kiwając nogą w takt muzyki… I wtedy zobaczył ją… Miała na sobie przyciągającą wzrok kreację, wyglądała co najmniej apetycznie… Tańczyła… z Potterem! Bezczynność zawsze go denerwowała, więc podszedł do stolika z napojami i z radością stwierdził, że dyrektor zainwestował w dobrym kierunku… Pośród butelek piwa kremowego, lemoniady i soku dyniowego stała… butelka Ognistej Whisky Odgeona… „ Zbawienie moje” pomyślał z uwielbieniem dla alkoholu Ślizgon, chwytając pękatą butelkę i pospiesznie wychodząc poza zasięg wzroku nauczycieli… Wrócił na salę, a wszystko wirowało. Podszedł szybko do pierwszego pustego krzesła na swej drodze i opadł na nie zmęczony… Wypił o jednego drinka za dużo. Zegar bliski był wybicia pierwszej w nocy, gdy Draco spuścił głowę i spadł z krzesła… Odzyskawszy świadomość, zarejestrował, że chłodny wiatr targa mu włosy. Jak przez mgłę widział białe płatki śniegu padające mu na twarz, ale nie czuł zimna. Pole widoku przesłonił mu pewien kształt. Wyciągnął dłoń do góry i złapał to COŚ za włosy… „ Włosy?!”. - Granger?- wychrypiał z nadzieją, ciągnąc twarz dziewczyny ku swojej… Nie ważne stało się nagle, że oczy zaszły mu mgłą, nie wie, gdzie jest… Pod wpływem jej ust zapomniał nawet, jak się nazywa… - Granger, znów szukasz guza?- zaśmiał się w przerwie. Doszedł go czyjś głos. Jego mózg wszystko spowalniał, upojony Ognistą. - Co ty, do cholery, z tą Granger???!!! Wszystko stało się wyraźne… To nie była Granger… to była Durane, partnerka z balu, która zaprosił „ za pięć dwunasta”, bo nie spodziewał się, że Gryfonka się na niego wypnie. Hermiona nuciła słowa dobrze znanej jej piosenki. Tańczyła z zielonookim, było jej cudownie… Bawiła się jak w czwartej klasie… Gdy poznała Wiktora, pierwszego chłopaka, dla którego mogłaby zrobić wszystko. Może większość jej koleżanek i kolegów widziała w tym chęć zdobycia sławy i popularności, ale nikt oprócz Hermiony nie wiedział, jak bardzo się mylił… Gryfonka różniła się od innych panienek tym, że patrzyła na duszę człowieka, a nie na jego sławę, grubość portfela czy liczbę fanów. Dla niej ważny był przede wszystkim szacunek okazywany kobiecie, jej znajomym, ludziom… Taki właśnie był Wiktor, a to, że posiadał talent do quidittcha i był znanym na cały świat, czyniło ich oboje parą z chwiejną przyszłością. Teraz sprawy wyglądały nieco inaczej… Minęło dużo czasu, Wiktor skończył już szkołę w Durmstrangu… bardzo realną wizją było to, że mogą już nigdy się nie spotkać. Piosenka zakończyła się nagle, a FJ zagrały kawałek, na który Hermiona czekała cały wieczór… Gorące rytmy R’n’B rozruszały całą salę, otumanioną czułymi brzmieniami gitar basowych… Gdzie nie spojrzeć, wprawione w ruch biodra dziewcząt i współgrające z nimi podrygiwanie facetów… Hermionie zdawało się, jakby wszyscy zapomnieli na chwilę o własnym wstydzie i wyśmiali wszelkie normy publicznego zachowania… Uczniowie, jak zahipnotyzowani, rzucali się w wir tańca pełnego seksualnych podtekstów… Odkrywali swoje, skrywane pod grzecznymi mundurkami, dojrzewające ciała i umysły. Uwalniali buzujące w nich hormony, wczuwając się w muzykę, jak nigdy… Hermiona poczuła dłonie Harrego na własnych pośladkach… Dziewczyna kręciła biodrami, narzucając przyjacielowi rytm… powoli przesuwał je do przodu… Gryfonka obróciła się twarzą do towarzysza i szepnęła: - Co do mnie czujesz? Harry natychmiast zapomniał o grzesznym tańcu… Więc jednak go przejrzała… Dwie godziny temu powstrzymywał się całą siłą woli, żeby nie wykrzyczeć, jak bardzo ją kocha, a teraz… Teraz chciał uciec jak najdalej od niej… - Wyjdźmy stąd…- mruknął i pociągnął ją za dłoń ku wyjściu. Na błoniach słychać było teraz dość szybką piosenkę… Szli obok siebie, nie zamieniając słowa, aż do ogrodzonej łuczkami fontanny… Hermiona usiadła na kamiennej misie, wyczekując od Harrego jakichkolwiek wyrazów miłości… czy czegoś podobnego. Ku uciesze dziewczyny, zielonooki podążył za nią, również sadowiąc się na brzegu fontanny, która o dziwo, nie zamarzła, tylko nadal tryskała wodą… Serce biło mu jak oszalałe, z emocji zapomniał, jak się mówi, szumiało mu w uszach… Nieznacznie dotknął jej wystawionej dłoni i wreszcie wykrztusił to, co kotliło mu się w gardle, nie mogąc wydostać się na zewnątrz. - Hermiono, ja wiem, że to cholernie głupie, bo przez te wszystkie lata byłaś mi przyjaciółką, ale teraz… coś się stało… nie mogę dłużej udawać, bo zwariuję… Zakochałem się w tobie…- szepnął. Hermiona była pod wielkim wrażeniem… te odważne słowa… i to z ust Harrego Pottera. Powoli zmierzyła go spojrzeniem, ze smutkiem stwierdzając, że jest zawiedziony… - Hej…- mruknęła do niego, przysuwając się, niczym kocica gotowa do ataku, a gdy odwrócił się do niej, pocałowała go. „ To całkiem przyjemne” pomyślał chłopak, a język jego przyjaciółki delikatnie masował mu podniebienie. „ Już nigdy nie będę tak nieśmiały...” Ujął buzię Hermiony i również wtargnął językiem między jej zęby… „ Jak on bosko całuje!” przeleciało przez myśl Gryfonce. Odważnie siadła okrakiem na nim, wtapiając palce we włosy. Kolejnym szokiem było uczucie, że jego dłonie masują lekko pośladki. Draco szedł błoniami w stronę zamku, wściekły na siebie, że wygłupił się przed Durane. Teraz wszyscy Ślizgoni dowiedzą się, że całował się z Granger. Noc była mroźna… Znów uciekał… Przed sobą, przed Durane, przed własną, i tak już zagmatwaną osobowością. „ Dlaczego, kurwa, dlaczego?” tłukło mu się po głowie. Dlaczego Granger nie może tak najzwyczajniej w świecie być jego miłością? Dlaczego jej obraz nawiedzał go we śnie, zawładnął nim bez reszty? Pozbawiła go bycia łowcą w tym polowaniu. Nie dopuszczał oczywiście myśli, że on mógłby ją KOCHAĆ! Co to, to nie... Kogo, jak kogo, ale nie szlamę Granger... On nie potrafił kochać, nie wie, jak się darzy uczuciem drugą osobę. Przecież od zawsze, w jego licznych „ związkach” na pierwszym miejscu stawiał siebie i swoje potrzeby… Miał ochotę pocałować dziewczynę- robił to, nie krył się, jak królik… A gdy chciał ją doprowadzić

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Wróg pachnie piżmem... cz.3 — czytnik · opowiadania