Erotyka · 21 min czytania
Wróg pachnie piżmem...cz.4
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Rozdział IV „ Nie potrafię żyć bez ciebie…” Hermiona doszła do siebie. Uczyła się w bibliotece, skądinąd w towarzystwie blondyna. Wertowała zajadle gruby tom w poszukiwaniu odpowiedzi na nurtujące ją pytanie. Dracon starał się czytać książkę. Hermiona całą siłą umysłu powstrzymywała się od zapytania o tytuł dzieła. W bibliotece zjawił się Harry. - Cześć, Hermiono! - Ach, cześć… Co słychać u Hagrida? - Wspaniale, znalazł nam kolejny „ projekcik” na następne dziesięć lat… A co ON tu robi? – zapytał ironicznie, jakby dopiero zdając sobie sprawę z tego, kto towarzyszy jego przyjaciółce. - Potter… właśnie się pieprzyliśmy… znikaj stąd! – odpowiedział Malfoy, nie odrywając się od książki. – Ćwiczyliśmy pozycję numer szesnaście… Ślizgon pokazał Gryfonowi ilustrację w czytanym przez siebie dziele. Okładka wreszcie odwróciła się do Hermiony, obnażając tytuł tomu, którym tak zainteresował się nieuk Malfoy… Współczesna Kamasutra No tak, poradnik seksualny… Hermiona wytrzeszczała oczy na srebrzący się tytuł. Harry nie wyglądał na zaskoczonego, ale żyła na skroni zaczęła pulsować mu coraz szybciej. Hermiona dobrze wiedziała, że poczynania Malfoya mogły doprowadzić do konfrontacji z użyciem różdżek, więc posyłając mu miażdżące spojrzenie, zwróciła się do Harrego: - Malfoy ŻARTUJE! Mamy szlaban i z przykrością muszę stwierdzić, że jestem na niego skazana przez pół dnia. Harry próbował zrozumieć Hermionę. W końcu była jego przyjaciółką, ostatnio o wiele lepszą niż Ron, który tylko wodził nieprzytomnym wzrokiem za coraz to nowymi okazami hogwardzkich piękności. Gryfonka zebrała grube książki, zarzuciła płaszcz na ramiona i syknęła do zblazowanego Malfoya: - Idę… - Granger, wiesz, że nie lubię się powtarzać, ale z twojej winy mamy szlaban… Jak na kogoś z nadprzeciętną inteligencją powinnaś zrozumieć, że mamy ze sobą siedzieć przez… - …pół dnia! Wiem, nie jestem dzieckiem… - syknęła Gryfonka, a Malfoy zaraz odciął się celną ripostą. - …Czasem trudno w to uwierzyć… Brązowooka zacmokała ze zniecierpliwieniem. - Jestem zmuszona do przebywania z twoim nudnym ego już osiem godzin! Przyjdę do twojego dormitorium o szóstej… czyli za dwie godziny! A teraz, żegnam Panie Upierdliwy… Razem z Harrym opuściła szkolną bibliotekę, zostawiając Dracona z osobliwym wyrazem twarzy… Harry był niezwykle dumny z tego, że wyrwał Hermionę z łap Malfoyowi, chociaż wiedział, że nie na długo. Wizja wspólnego wieczora tych dwoje nie uśmiechała mu się zwłaszcza, że wiedział, iż nie będą poświęcać czasu nauce. Ciągle, w snach i na jawie, powracały do niego te wspomnienia z balu… Skóra pokrywała się gęsią skórką na samą myśl o tamtej bliskości… O tamtym pocałunku, po którym nie wiedział, jak się myśli… Chcąc bezsensownie zatrzymać przyjaciółkę przy sobie, zabrał ją na trening Quidittcha. Hermiona siedziała zmarznięta wysoko na ławce. Szczękając zębami, oglądała trening Gryfonów. Kurczowo przyciskała do piersi swój pamiętnik. Znudzona, bez reszty zaczęła notować w swoim tajnym zeszycie, często pozwalając sobie na retrospekcje: 7 grudnia, beznadziejny dzień zwany sobotą… Wczoraj miał miejsce bal z okazji Mikołajek. Było to wspaniałe przeżycie, zarówno dla starszych, jak i młodszych. BOŻE!!! CO SIĘ ZE MNĄ DZIEJE???!!! Zaczynam pisać własny pamiętnik jak notatki na lekcje... wariactwo… Tylko nie wiem, od czego mam zacząć, by później nie używać kompasu po własnych zapiskach. Tyle się ostatnio dzieje… Tracę chronologię wydarzeń i własnych myśli... Gdy układam się do snu, gdy na chwilę chcę się oderwać od wariackiego życia w tej szkole w moich myślach pojawia się neonowy napis, wściekle czerwony, migający i żarzący się – HARRY POTTER. Przez te wszystkie lata byliśmy sobie tak bliscy, a teraz wszystko zaczęło się komplikować. Sama nie wiem, czy to jest nadal przyjaźń bratersko- siostrzana, czy już coś więcej… NIE NO LUDZIE! TO JUŻ JEST COŚ WIĘCEJ, A JA JESTEM PUSTA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Całowałam się z nim! Z moim przyjacielem!!! To przechodzi wszelkie normy i granice… Zaraz się rozbeczę. Harry jest teraz zajęty, to znaczy w tej chwili, bo lata na miotle. A ja siedzę na trybunach. Gdyby nie ten chory szlaban ze zboczonym Malfoyem, byłabym dziś w wyśmienitym humorze. No, ale jak to ktoś powiedział, nie można mieć wszystkiego... Hermionę owiał wyjątkowo mroźny podmuch wiatru, toteż zatrzasnęła zapiski i zeszła na dół, koło szatni, w której przebierała się drużyna Harrego. Oszałamiająco przystojny brunet (chociaż nie zdawał sobie z tego sprawy) właśnie ściągał przez głowę swoją przepoconą szatę do Quidditcha, zmuszając resztę drużyny, w której, notabene znajdowały się również przedstawicielki płci pięknej, na oglądanie bladej, ale umięśnionej klatki piersiowej. Zawsze krępowało go przebieranie się przy większej ilości osób, ale tłumaczył to sobie własnym przewrażliwieniem. Szczerze nienawidził tej części treningów, gdzie musiał obnażać się przed resztą Gryffindorskiej chluby Quidditcha. Miał niezbite dowody na to, że wśród kumpli jest kilku zdrowo rąbniętych na umyśle biseksualistów. Z przykrością musiał też stwierdzić, że odchyły w tej dziedzinie życia zaliczał jego do niedawna serdeczny przyjaciel Ron Weasley. Harry pamiętał to, jakby zdarzyło się zaledwie przed chwilą. Ron przy którymś z rzędu śniadaniu, oznajmił teatralnym szeptem, że nie pociąga go nawet Natasha Shabby… Harry zakrztusił się gorącą herbatą, plując i klnąc w duchu na Rona, osuszył szatę Hermiony jednym machnięciem różdżki. Hermiona natomiast podeszła do sprawy z chłodną, naukową tyradą: - Tak, Ronald… to jest genetycznie uwarunkowane. Czy w twojej rodzinie ktoś ma zamiłowanie…że tak powiem, do własnej płci? Zaraz, zaraz… Przecież Charlie… TAK! Masz to po Charlie’m. Ale dziwię się, bo to zwykle jest dziedziczne, a przecież twój BRAT nie jest twoim OJCEM. Jednakowoż, to cię wcale nie usprawiedliwia… Nie możesz… tfu… nie powinieneś okazywać tego wobec któregokolwiek z chłopców. - Hermiono… zamknij się! – mruknął Harry, ale Ron poczuł się urażony. - Sądzisz, że możesz SPOTYKAĆ się ze swoim wrogiem, a ja nie mam prawa KOCHAĆ kogo chcę?! Cudowna postawa! I ty jesteś moją przyjaciółką?! Powinnaś mnie wspierać, a nie jeszcze dołować! CO CI DO TEGO, ŻE JESTEM BI?! Fukaj sobie na swojego Malfoya, bo ja do siebie tak mówić nie pozwolę! - Ronald… - mruknęła ostrzegawczym tonem Hermiona. - NIE MÓW DO MNIE RONALD!!! – wrzasnął Ron, opryskując wszystkich owsianką. - Jaki drażliwy… Uważaj, bo się wrzodów nabawisz… - Hermiona oczyściła się z jedzenia rudowłosego przyjaciela, zarzuciła torbę na ramię i wyszła z Wielkiej Sali… I to był pierwszy milowy krok do końca przyjaźni Wielkiej Trójcy. Jedno, pechowe śniadanie, które zmieniło tak wiele… Harry tęsknił za wspólnymi wieczorami przy kominku. Incydent z orientacją Rona zaowocował nie nadającymi się do naprawienia barierami między Granger a Weasleyem. A zielonooki brunet był w sytuacji krytycznej… z jednej strony najlepsza uczennica Hogwartu, dziewczyna oszałamiająco piękna, z drugiej zaś najlepszy przyjaciel, jak nikt inny nie rozumiejący problemów Pottera. Sytuacja zmieniła się diametralnie, gdy Ron zaczął przebywać w towarzystwie Seamusa, a Hermiona znikała na długie godziny, nie wiadomo gdzie, wracając do wieży grubo po północy… Widmo samotności stanęło przed zielonymi oczyma Harrego. Próbował więc utrzymać przyjaźń przynajmniej jednej z dwóch oddanych mu osób… Wybrał Hermionę… Orzechowooka Gryfonka czekała na przyjaciela przed wyjściem z szatni. Czas jej się dłużył, odesłała do zamku swój pamiętnik. Wreszcie w drzwiach stanął zarumieniony Harry, ściskający w dłoni swoją ukochaną miotłę, z przewieszoną przez ramię szatą szukającego. Hermiona jak powietrza potrzebowała czułości, nie za miesiąc, nie za tydzień… TERAZ! Chwyciła trzonek miotły, delikatnie, niby przypadkiem, dotykając opuszkami uda zielonookiego. Gdy palce zacisnęły się na drewnie i brutalnie wyszarpały miotłę z rąk właściciela, ten poczuł, że to nie może się skończyć zwykłym pocałunkiem. Erekcja w jego bokserkach potężniała, powodując ból, jakie sprawiało mu czekanie na wypuszczenie TEGO CZEGOŚ na zewnątrz. Hermiona nie czekała na ten milowy krok ze strony Pottera. Sama wspięła się na palce i złożyła na jego zimnych ustach gorący pocałunek, delikatnie, ale stanowczo wpychając kumpla z powrotem do szatni. Odurzył ją ciężki smród potu całej drużyny, ale nie było nikogo. Sama nie była w stanie pojąć tego, co się z nią działo. „Mam zdrowo przerąbane!” Pożądanie chwyciło w końcu górę. Rozebrawszy się do połowy, oderwała nabrzmiałe usta od przyjaciela i hardo powiedziała: - Potter, capisz potem na sto dziesięć kilometrów… Wykąpiemy się. Zanim Harry zdążył pojąć, co się dzieje, Hermiona była już całkiem naga i wpychała go do kabiny prysznicowej. Resztkami zdrowego rozsądku i umysłu odkręcił kurek z ciepłą wodą… Utonął w morzu jej pocałunków…
Chłopak odznaczał się jednak o wiele większym rozsądkiem, niż pragnąca zespolenia z nim Hermiona. Po burzliwej serii gwałtownych pocałunków przyszedł czas na chwilę opamiętania. Harry pogładził delikatnie ramiona, opanowując drżenie dłoni i znów zaczął pieścić jej zgrabną szyję. Oboje dyszeli z podniecenia, zatracając się w obopólnej przyjemności. Hermiona poczuła, że zaczęła żyć pełnią życia. Odsunęła książki i naukę na drugi plan, pragnąc wciąż robić cos dla siebie. Nie zwracała najmniejszej uwagi na lodowate strumienie wody, znaczące mokre dróżki na jej nagiej skórze. W tejże chwili nie ważne były konsekwencje dnia jutrzejszego, kac moralny i inne „dolegliwości”. Chciała pozbyć się dziewictwa… i chciała, żeby Skarb Narodów zabrał jej Harry Potter. Szczelnie zamknęła umysł na niespodzianki, w postaci Dracona Malfoya, nękającego jej myśli. Wtulając się w szeroki tors przyjaciela była ukojona i czuła się najbezpieczniejszą istotą na świecie. Powoli dotykała, pieszcząc, jego ud… Jej dotyk działał na zielonookiego leczniczo, ale w pewnym stopniu przypominał mu o potrzebnej granicy. Chociaż bardzo tego nie chciał, odsunął przyjaciółkę od siebie, wpatrując się z zapałem w jej półprzymknięte powieki. Przerażające widmo rzeczywistości uderzyło w niego i o mało go nie powaliło. - Hermiono, my… jesteśmy przyjaciółmi… - powiedział, a słysząc własny głos,