Rodzina · 7 min czytania
WRZEŚNIOWA ULEWA
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Za oknem znowu lało. Strugi wody spływały po szybie, prawie całkowicie zasłaniając i rozmazując widok za oknem. Ulka zasłoniła z powrotem firankę i usiadła na łóżku, przyciskając do siebie jak zawsze w takich chwilach pluszowego misia. „Kurde, jakie to wszystko jest głupie!”, pomyślała. Nie pierwszy raz dopadł ją taki podły nastrój. Zazwyczaj, gdy tylko niebo zaczynało szarzeć, a z chmur deszcz lał się strumieniami, Ulka miała wrażenie, jakby wszystko, nawet pogoda, sprzysięgło się przeciwko niej. Ostatnio też tak było. Po powrocie ze szkoły miała paskudny humor, bo między nią a rodzicami wywiązała się mała kłótnia o jedynkę z fizyki. Potem zadzwoniła Sylwia, najlepsza koleżanka Ulki, i powiedziała, że nie mogą się spotkać, bo ma dzisiaj randkę z Jarkiem, chłopakiem, którego od tygodnia próbowała poderwać w siłowni. „No, tak. Dla mnie to nikt nigdy nie ma czasu. Tylko jak komuś coś trzeba, to wtedy Uleńka jest dobra”, pomyślała z goryczą i w przypływie złości rzuciła misiem o ścianę. Pluszak spadając zahaczył o wiszące na ścianie lustro, które spadło na podłogę. Na szczęście dywan w pokoju Uli należał do tych grubych i miękkich, co uchroniło delikatne szkło przed rozbiciem. Ula zerwała się ze swojego miejsca jak oparzona i podniosła z podłogi zwierciadło. – Ale fuks! – Wyszeptała. – Jeszcze tylko siedmiu lat nieszczęścia by mi brakowało! Po chwili uświadomiła sobie, że mówi sama do siebie. Rozejrzała się, ale nie było nikogo, kto mógł usłyszeć jej słowa. W pewnym momencie drzwi jej pokoju uchyliły się z cichym skrzypnięciem. – Ula, my wychodzimy do cioci Jadzi. A ty nie wychodź nigdzie do koleżanek tylko ucz się z fizyki, żebyś mogła tę jedynkę poprawić – mama Uli kończyła zakładać długi płaszcz, jednocześnie próbując założyć pantofle. – A ja? – Ula stanęła tuż przy drzwiach. – Ja nie idę z wami? – Nie bądź dzieckiem. Przecież wiesz, że powinnaś się teraz przyłożyć do nauki. – Ale mamo! – Ulka tupnęła nogą jak przedszkolak, który się złości. – Przecież pouczyć mogę się później. Jeszcze nie ma tak dużo nauki. Dopiero wrzesień. – Ula, zrozum, że jesteś w maturalnej klasie. To już poważna sprawa. – Ale… – Ula, nie kłóć się z matką! Nie idziesz i już! – Kategoryczny głos ojca nie dopuszczał żadnej dyskusji. Zawsze miało być tak, jak on powiedział. – Trzymacie mnie tu jak w areszcie! – Krzykom Uli towarzyszyło trzaśnięcie drzwiami. – Nie pyskuj, gówniarzu! – Usłyszała słowa ojca, a zaraz potem odgłos przekręcanego w zamku klucza. – Tak, i znowu zostałam sama – Ula znowu mówiła do siebie. – Jak zawsze, kiedy najbardziej kogoś potrzebuje, to nikogo przy mnie nie ma. Usta Ulki wykrzywił grymas złości, a dłonie zacisnęły się w pięść. – Nienawidzę was! – Wykrzyknęła, ale po chwili sama się tego przestraszyła. Wcale nie chciała tak powiedzieć. Ale z drugiej strony, miała żal do rodziców, że wymagają od niej zbyt wiele, że nie miała takiego życia jak jej koleżanki, bo w jej przypadku cały czas pierwsze skrzypce musiała grać szkoła i nauka. Ulka rozejrzała się po pokoju. Nie miała ochoty się uczyć. Chciała mieć wreszcie chwilę odpoczynku od szkoły. Tyle czasu spędzała przecież nad książkami. A ta dzisiejsza jedynka, to przez przypadek, bo sorka zauważyła, jak podpowiadała Sylwii, więc nie za brak wiedzy. Wzrok Uli padł na stos książek na biurku. Wśród nich leżały jej ulubione:…