wojna · 17 min czytania
Wschód- Akt I
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Na scenę wchodzi człowiek w skórzanej kurtce. Człowiek I: Mogłem wszystko, miałem tyle możliwości, o jakich nie mógł marzyć inny człowiek. W pewnej odległości od bohatera pojawia się druga postać Postać znikąd: Co z nimi zrobiłeś? Człowiek I: Mógłbym wam opowiedzieć tę część mojego życia, kiedy każdy mógł o mnie usłyszeć. Historia, która rozpoczęła się któregoś dnia w pewnej podrzędnej mieścinie. Nie wiem, jak bardzo was to interesuje i szczerze powiedziawszy, nie dbam o to. Postać znikąd: Czy to zarzut? Człowiek I: Czy powinienem winić was za to, że tak się stało? Bo ile w tym mojej winy a ile waszej? Kto za to odpowiada? Może On? Nie wiem, czy jeszcze w to wierzę… Postać znikąd: Wykrztuś to z siebie! Człowiek I: Ja, niegdyś taki wielki, pisałem. Znaczyło to wszystko, moje słowa poruszały najtwardsze serca, trafiały tam, gdzie inni porzucali nadzieję. Byłem kimś i oni to czuli. Tak, nie potrzebowałem wiele, promienie słońca dawały mi energię. Wielu zazdrościło, ale nikt nie ośmielił się tego przerywać. Na scenę wchodzi postać w długim szarym płaszczu i kapeluszu, zapala papierosa. Postać w płaszczu: Czyżby ktoś to zmienił? Człowiek I: Zrozum, nie mówię tu o konkretnej osobie, to raczej pewne mechanizmy, których sam nie jestem do końca wytłumaczyć. Postać w płaszczu: Ja jednak mam wrażenie, że mówisz bardzo nie konkretnie, tak jakbyś się czegoś lub kogoś bał. Człowiek I: Jak bać się może człowiek, który wszystko stracił? Postać w płaszczu: Pan przesadza, proszę wziąć pod uwagę, że pan wciąż żyje. Człowiek agresywnie podchodzi do postaci w płaszczu. Człowiek I: Ach tak! Więc pan mi grozi!? Postać znikąd: Ja tutaj czegoś nie rozumiem. Człowiek: I Ty, podstępny niby przyjacielu, któremu chciałem wyjawić najgłębsze tajemnice, skrywane tak od dawna! Postać w płaszczu: O tych tajemnicach usłyszało już niemało osób. (wskazuję na publiczność) Postać znikąd: Cicho. Nie przerywaj mu. To ma jakiś sens. Postać w płaszczu: Panowie, o czym my tu właściwie mówimy? Rozmawianie na temat tak abstrakcyjny. Wydaję mi się to bezcelowe, właściwie niepożądane, nawet szkodliwe. Człowiek I: Czyli moje życie wydaje Ci się szkodliwe? Postać w płaszczu: Oczywiście, te wszystkie negatywne emocje tworzą obraz świata nierealnego i sztucznego. Pan zabija naszą chęć życia. Czy te wszystkie młode dusze nie mają prawa wierzyć w coś lepszego? Człowiek I: Więc jestem winny? Postać w płaszczu: Nie, przynajmniej na razie. Nie ma jeszcze formalnego nakazu pańskiego zatrzymania. Człowiek I: Dziwne, to jest bardzo intrygujące… Postać w płaszczu: Dlaczego? Człowiek I: Nie jestem tego do końca pewny, nie powinienem odpowiadać na to pytanie. Postać w płaszczu: Bardzo słusznie, może pan liczyć na mój głos poparcia w pewnych kwestiach. Postać znikąd: Jednak nie, to całkowicie nie ma żadnego sensu… Postać w płaszczu: Cieszę się, że doszliśmy do tego samego wniosku. Żegnam. Człowiek I: Czy zobaczymy się jeszcze? Postać w płaszczu: Miejmy nadzieję, że nie będzie to potrzebne. Postać w płaszczu wychodzi za kulisy. Postać znikąd: Kim on właściwie był? Człowiek I: Kim? Może lepszym pytaniem byłoby czym? Postać znikąd: Więc czym? Człowiek I: Pewną tajemniczą siłą, z jednej strony chciał mi pomóc i miał coś do przesłania, tylko… Postać znikąd: Znowu jakieś wątpliwości? Człowiek I: Tak, on chciał zahamować to, co miałem powiedzieć. Tak jakby był częścią czegoś większego, trybikiem w machinie, jedynie tym. Wykonywał swoje zadanie, zlecone przez górę. Postać znikąd: Jaką górę, o którą chodzi? Nie mamy ich w okolicy tak dużo. Człowiek I: Chodzi o system. Postać znikąd: System? Jaki system? Ty również mówisz bardzo niejasno, chociaż przez chwilę podążałem za twoim tokiem myślenia. Człowiek I: Być może, być może… Zamyślony siada na ławce. Postać znikąd: Przedtem mówiłeś o czymś innym, miałeś być wielki, mogłeś wszystko. Człowiek I: Czy to takie ważne? Postać znikąd: Skoro tutaj jesteśmy i już zacząłeś. Powiedz, co cię powstrzymało. Człowiek I: Mógłbyś powiedzieć, że to powód banalny, właściwie żaden. I ja czasem też tak myślałem. Dopóki… Postać znikąd: Dopóki? Człowiek I: Nie spotkałem jej. Postać znikąd: Więc to ona! Człowiek I: Z początku miałem to pod kontrolą. Ot, przelotna znajomość, może krótkie zbliżenie, ale stopniowo zaczynała znaczyć więcej. Była taka piękna, wiedziała, o czym myślę, uprzedzała moje działania. Mój świat zaczął się dla niej. W tle spokojna muzyka, na scenę wychodzi kobieta w białej sukni, tańczy. Człowiek I: Mieliśmy piękne plany. Śmialiśmy się, płakaliśmy, wszystko razem Nie musiałem być kimś wielkim. Liczyło się tu i teraz. Postać znikąd: Coś się jednak stało? Człowiek I: Nasza radość została przerwana, musiałem wrócić do brutalnej rzeczywistości, a ona wciąż dla mnie istniała. Postać znikąd: Czy to była jej wina? Człowiek I zrywa się z ławki Człowiek I: Nie! Kto zawinił? Może trochę ja? Albo inne rzeczy, o których trudno mi teraz wspominać. Postać znikąd: Opowiedz o tym. Człowiek I: Musiałem wyjechać, daleko na wschód. To wszystko miało mnie całkowicie zmienić. Po powrocie nic już nie było takie samo. Postać znikąd: Co tam się zdarzyło? Człowiek I: A dlaczego mnie wypytujesz? Czyżbyś działał wspólnie z owym człowiekiem, którego niedawno mieliśmy okazję widzieć? Postać znikąd: Jestem ciekawy, może napiszę o tym Człowiek I: Jesteś dziennikarzem? Postać znikąd: Tak bym siebie nie określił. Człowiek I: Więc wiedz, że zdarzyło się coś strasznego. Nie tutaj, przynajmniej w pierwszym etapie. Postać znikąd: Czyli gdzie? Człowiek I: Wschód. Postać znikąd: Czyżbyś mówił o… Człowiek I: To była tragedia nie tylko i przede wszystkim moja. Już samo pożegnanie sprawiło mi tyle bólu. Postać znikąd: Byli zabici, ranni, cierpiący. Człowiek I: Po kilku dniach przestałem być niewinny. Powstrzymywaliśmy ich jak najdłużej, musieliśmy ich zatrzymać. Postać znikąd: Fakty mówią co innego Człowiek I: To było ponad nasze siły. Kobieta przestaje tańczyć, schodzi ze sceny. Człowiek I: Pisałem, błagałem, aby wyjechała. Nie chciała. Chciała przeczekać znów, mnie zobaczyć. Postać znikąd: I tak się stało? Człowiek I: Nad ranem weszli, przeszukiwali każdy dom, ale tylko w jednym zastali kobietę. Delikatna, lecz niesłaba. Nie mogli, a raczej nie chcieli jej po wszystkim zostawić. Dowiedziałem się o tym znacznie później. Przegnaliśmy ich tam skąd przyszli. Wracałem w glorii, jako bohater. Postać znikąd: Powinieneś się cieszyć. Człowiek I: Pierwsze kroki skierowałem do jej domu. Zastałem ruiny i zgliszcza. Na środku ona. Objąłem ją po raz ostatni. Następnie tuż za domem, została przeze mnie godnie pożegnana. To wszystko, co mogłem zrobić. Postać znikąd: A zemsta? Człowiek I: Zemściłem się, zanim zdobyłem powód. Mam tego dosyć. Za dużo krwi. Teraz stoję tu przed tobą. Oceniaj, krytykuj, powiedz, że przegrałem. Postać znikąd: Nie mogę. Człowiek I: Jedyna osoba, która to usłyszała. Postać znikąd: A jeżeli nie po raz pierwszy? Człowiek I: Jak to? Co to ma znaczyć? Postać znikąd: Byłem świadkiem lub przekazał mi to jakiś znajomy. Czy to prawda? Nie wszystko jest takie jak nam się wydaje. Człowiek I: Czy to Ty? Czy Ty jesteś odpowiedzialny? Nie uciekłeś wraz ze swoimi kamratami, ale przeniknąłeś i uciekasz przed karą. Postać znikąd: Nie. Czy winna jest osoba posiadająca informacje? Człowiek I: Jakie informacje? Postać znikąd: Mówiłem. Człowiek I: Nie wszystko jest takie, jak nam się wydaje? Postać znikąd: To nie musieli być ludzie, przeciw którym działałeś tam daleko. Człowiek I: Co to znaczy? Postać znikąd: Miałeś za dużo skrupułów, myślami byłeś w domu. W twojej profesji jest to niewskazane, nawet niepożądane. Człowiek I: Powtórzę pytanie: Kim jesteś? Postać znikąd: Osobą, która dużo wie, czasem jestem niewygodny, innym razem ktoś płaci za moją wiedzę. Człowiek I: Kto to zrobił? Postać znikąd: Naprawdę się nie domyślasz? Człowiek I: Ten człowiek, który tu był… Postać znikąd: Miałeś rację. On jest tylko trybikiem w wielkiej machinie tworzącej system. Tak naprawdę za to odpowiada ktoś postawiony wyżej. Człowiek I: Dlaczego mi to opowiadasz i czy aby na pewno jest to prawda? Postać znikąd: To jest moje wewnętrzne przekonanie. Nie mam szczytnych pobudek czy ideałów. Po prostu tak trzeba. Człowiek I: Mam uwierzyć w twoją bezinteresowność? Postać znikąd: Ja również…