Kryminał · 4 min czytania
Wsi spokojna, wsi wesoła...
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Niewielka, spokojna miejscowość, tuż przy granicy braniewskiego powiatu. Życie toczy się tam cicho, leniwie. Aż pewnego dnia we wsi zjawili się policjanci, prokuratorzy, chwilę później dziennikarze - prasa, radio...
Wszystko za sprawą 36-letniego Teodora K., który od kilku lat wykorzystywał seksualnie miejscowe dzieci. Jego ofiarami jest sześciu chłopców i jedna dziewczynka. Mają od 10 do 14 lat. - To był ich sąsiad - mówi Leszek Gabriel z Prokuratury Rejonowej w Braniewie. - Kazał się nazywać "Tedzio". Jest podejrzany o to, że od czerwca 1998 roku do marca 2003 roku wielokrotnie zgwałcił siedmioro małoletnich. Został aresztowany. Przyznał się do winy.
Dobry człowiek
Wszyscy znajomi mówią o nim, że to był dobry człowiek. Mieszkańcy go lubili, a najbardziej dzieci. - Dla mnie to on bardzo grzeczny chłopiec był, pomagał, nieraz i wody przyniósł - mówi 60-letnia mieszkanka miejscowości. - Ja nie mam co na niego mówić. A co tam się działo, to ja nie wiedziałam. On młody, a dzieci go lubiły. Chodziły do niego, a kto to wiedział, po co one chodziły i na co. - Wszyscy go znali - dodaje starsze małżeństwo. - Tyle lat się razem mieszka. Spokojny był, uczynny, pomocny i koleżeński dla naszych starszych dzieci. Razem się wychowali. Teodor K. nie był karany. Nie leczył się psychiatrycznie. - Nic nie wskazywało, że takich czynów mógłby się dopuścić - usłyszeliśmy w prokuraturze.
Publiczna tajemnica
Według ustaleń policji Teodor K. wykorzystywał dzieci od co najmniej pięciu lat. - Nie tylko sam zainteresowany i osoby poszkodowane o tym wiedziały - tłumaczy Zygmunt Sznaza, szef braniewskiej policji. - To była swego rodzaju publiczną tajemnicą. Istotną rolę odegrała tu tzw. świadomość społeczna i chyba nie do końca ona była taka,