Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

fantastyka · 33 min czytania

Wskaźnik Zgodności

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Tarja

Tarja poczuła delikatne wibracje komunikatora. Rozejrzała się nieśpiesznie upewniając się, czy okolica jest ustronna. Była właśnie na samym środku ogromnych ruchomych schodów w centrum handlowym. Wokoło pusta przestrzeń głównej hali wydawała się zupełnie bezpieczna, ale Tarja dobrze wiedziała, że zarówno laserowy czujnik jak i analizator drgań bez problemu mogły przechwycić sygnał podczas transmisji. Odczekała aż znajdzie się na najwyższym poziomie i wyszła na oszklony balkon. Włączyła retransmiter, który chaotycznie zaczął ściągać różne pliki z losowo wybranych strumieni danych. Co kilka tysięcy pojedynczych ramek pobierał jeden pakiet istotnej wiadomości. Nawet wtedy jednak stosował splot kilku strumieni, żeby maksymalnie utrudnić podsłuch. Retransmiter pobrał, co trzeba w niecałe trzy sekundy. Tarja włączyła cichy podgląd wyświetlając na wewnętrznej stronie ciemnych okularów treść wiadomości zaś na komunikatorze losowy mail od jej matki. Dla pewności zewnętrzna, izolowana warstwa okularów drgała naśladując bombardowanie fotonami podczas słonecznego dnia. Sygnał między komunikatorem a okularami biegł potrójnie izolowanym kablem. Widomość została zmultipleksowana z popularnym przebojem rokowym, którego drażniące tony słychać było ze słuchawek. -No kotku jak się nazywasz. – Pomyślała Tarja. - Joulus, ładnie tak z francuska.

Björn

Było cicho. Jedynie sporadyczny klekot klawiatury, odległy, cichy szum klimatyzacji i od czasu do czasu ledwie słyszalny szelest papieru. Gdyby mogła tu wlecieć mucha, nawet najmniejsza, jej brzęczenie odbijałoby się echem po całej hali. A przecież siedziało to prawie dwadzieścia osób, w zgrabnych boksach ustawionych w czterech rzędach. Wszyscy byli skupieni i pracowali z najwyższą precyzją, chcąc osiągnąć wskaźnik najbliższy jedynki. Prawie wszyscy, pomyślał Björn patrząc niechętnie w stronę sąsiedniego boksu. Co prawda przez mleczną obudowę nie widział jego „pasażera”, ale doskonale zdawał sobie sprawę, że obecny w nim Joulus się obija. Jego wskaźnik zgodności był najniższy w całym zespole i zwykle nie przekraczał siedemdziesięciu setnych! Że też Rene go nie wypionizował! Ze złością pokręcił głową czując, że oddala się od trudnego zagadnienia. To było najprawdopodobniej najcięższe z dzisiejszych zadań. Odkładał je, więc na później żeby się „wdrożyć” na mniej ważnych kwestiach. Od rana przejrzał już jedenaście drobnych spraw. Przekroczył, zatem dzienny limit o dziesięć procent. Co prawda wskaźnik efektywności nie liczył się aż tak bardzo, ale dlaczego nie zadbać także o niego? Wystarczyło tylko trochę pracy. Zerknął ponownie na boks Joulus. Dla niego średnia rozwiązanych spraw wynosiła cztery i czterdzieści dwie setne. Tragedia, połowa normy. Björn zmusił się i spojrzał w końcu na swój kokpit narzędziowy. Omijana od rana duża czerwona koperta migała na ciemno czerwono. Za każdym mignięciem wyświetlał się podpis: Syg SPR 10011/AE-21/2213. Po kolorze, szablonie ikony i częstotliwości pulsowania Björn precyzyjnie zakwalifikował ją, jako niezwykle ważną i niezwykle pilną- typ T4. Zgodnie z procedurą operacyjna SI do sporządzenia planu działania wykorzystała wnioski przygotowane przez aż cztery instancje narzędziowych SI, a następnie otrzymywała wstępną zgodę logicznego modułu SI decyzyjnej. I teraz Björn musiał sprawdzić czy macierz terahercowych procesorów z miliard-punktową siecią neuronową nie zrobiła błędu. Tak jak by mogła zrobić… Ha, teoretycznie nie może, ale Björn się na tym zna nie od wczoraj! Wiedział gdzie mało kreatywne przecież inteligencje popełniają błędy. Analityk rozpoczął, więc pracę. Zawsze postępował w ściśle określony sposób. Najpierw rozwijał tok rozumowania OSI i analizował przeliczenia w pierwszym module zawierającym scalenie obliczeń NSI. Z doświadczenia wiedział, że tu może wkraść się błąd. Co prawda rzadko, ale Björnowi udało się już ponad sto razy złapać wszechwiedne komputery na błędzie. Potem przeglądał wagi przyznane OSI poszczególnym zdarzeniom. Z dziwnych powodów sieć neuronowa wypluwała tu niekiedy trywialne wartości. Sięgając do statystyk Björn mógłby się dowiedzieć, że tysiąc dwieście jedenaście razy zmienił parametry wyliczeń OSI, z czego czterysta trzydzieści dwa w stopniu znacznym. Następnie Björn przeliczał jeszcze raz funkcjonały oceniające trafność decyzji. Jeżeli, jak działo się przeważnie, jego decyzja zgadzała się z wyborem DSI zatwierdzał plan. Jeżeli nie to konfrontował najwyżej oceniany wariant OSI ze swoim i intuicyjnie wybierał poprawną opcję. Przeważnie skłaniał się jednak w stronę inteligencji, w kocu wskaźnik zgodności tykał. Dalsza droga planu była dla Björna mało istotna niemniej wiedział, że elektroniczny dokument, teraz już zatwierdzony prze HA – human analyst, wędrował do DSI i potem do ASI – inteligencji agregującej by zakończyć cykl e-podpisem prze Human Master Manager’a. Dalej pewnie też coś się działo, ale tego Björn już nie widział, nie dociekał i nie był tym zainteresowany. Minuty zmieniły się w kwadranse i Björn przeliczył już większość kroków inteligencji narzędziowej. Zadowolony pozwolił sobie na krótką przerwę – zawsze tak robił po skończonym etapie i spojrzał na zegarek. Czternasta czterdzieści trzy. Ale się naliczył! Do końca dniówki pozostało mu tylko siedemnaście minut. Trochę spanikował, bo T4 trzeba skończyć w wyznaczonym czasie. Przejrzał pobieżnie wagi decyzyjne i wstępnie je zaakceptował. Inteligencja tym razem nie zrobiła śmiesznych błędów i choć z chęcią zmieniłby prawdopodobieństwo awarii pociągu z 0.013 na 0.01, a wagę w17-a z 0.(3) na zwykłe 0.3 to tym razem przymknął na to oko, żeby uniknąć długotrwałego oceniania funkcjonałem. Zerknął na zegarek. Czternasta pięćdziesiąt siedem. Trzy minuty. Nie zdąży zweryfikować decyzji OSI. Ale skoro wartości wejściowe się zgadzają a wagi również są dobre, to głupia OSI powinna wybrać poprawnie. Zatwierdził decyzję inteligencji o czternastej pięćdziesiąt osiem, o czternastej pięćdziesiąt dziewięć pozamykał otwarte aplikacje i zaczął się powoli pakować – żeby punktualnie dziesięć sekund po mrukliwym dzwonku wstać i wyjść z boksu. Tak jest w dobrym tonie i tak się przyjęło w teamie Rene. Björn wyszedł z boksu trzynaście sekund po piętnastej nieco później niż reszta. Zaklął w duchu na te opóźnienie, ale koledzy starali się ukryć złośliwe uśmieszki, więc zamiast się przejmować podszedł do Joulusa, który jeszcze siedział przy kokpicie z rozgrzebanym edytorem kodu na wierzchu. -To nie zawody, o trzeciej kończymy – zacytował regulamin. -Cześć, Björn! –zawołał z entuzjazmem Joulus. – Już idę – dodał hibernując jednocześnie projekt. -Jutro i tak ci tego nie policzą –zauważył Björn. -Wiem, ale nie lubię zostawiać nieskończonych rzeczy. -Ja też nie, ale po całej nocy i tak nie będziesz w temacie. Stracisz „ludzki punkt widzenia” –zażartował. – Ja w takich sytuacjach zdaję się na intuicję. Wybieram najsensowniejszą opcję wybraną przez inteligencję. -Jasne. – Björnowi wydało się, że kolega powiedział to na odczepne. – Chodźmy do baru, może zdążymy na finał koszykówki. – Björn spojrzał na Joulusa z lekkim politowaniem. A więc to chodziło mu po głowie cały dzień. Dawno dałby sobie spokój z tym gościem jakby nie dwie sprawy. Po pierwsze to jego jedyny kumple ze szkoły, z jakim ma jeszcze jakiś kontakt. Po drugie Joulus planuje wżenić się w rodzinę Björna. W prawdzie Igrid jest raczej daleką kuzynką, ale, po co matrony pokroju ciotki Alvy czy babci Torborg mają zrzędzić na każdej imprezie rodzinnej.

Joan

Raport, przejrzysty, poprawnie sformatowany i właściwie już gotowy wyskoczył pięć sekund po wciśnięciu entera. Cała procedura trwała piętnaście sekund łącznie z otwarciem aplikacji i wydrukowaniem streszczenia. Joan przypuszczała, że inteligencja straciła na obliczenia nie więcej niż kilka milisekund, a cała reszta to czas wyświetlania na ekran. Wściekła na cały świat przyjrzała się czy może zostało jej coś do zrobienia. Ale nie! Wszystko idealnie. Joan aż pociemniało w oczach. Wzięła głęboki wdech i zdążyła się uspokoić zanim Human Resource Menager z głupiutkim uśmieszkiem powiedziała -Drogie panie na dzisiaj koniec pracy. Życzę miłego dnia i dobrego występu jutro rano. – Joan zignorowała jej słowa mocno przygnębiona. Codziennie było tak samo i powinna się już do tego przyzwyczaić, ale nie potrafiła. Gdzieś w głębi duszy wiedziała, że to wszystko nie ma sensu. Większa część jej pracy trwa piętnaście sekund. Och, oczywiście jeszcze prawie godzinny poranny teatrzyk. Ale przecież jest statystykiem a nie aktorką. Skończyła studia kierunkowe. Ma magisterkę i dwie podyplomówki. I po co to wszystko? Wciska przycisk i wyskakuje raport. Następnego dnia rano go prezentuje, potem przetwarza raport na kilkanaście różnych formatów wymaganych przez różne osoby i tyle. Jak chce i, a to dopiero, znajdzie czas może dołożyć własne analizy. -Co dzisiaj robisz? – spytała rozszczebiotana blondynka. Znały się od czasów studiów, ale Joan nigdy nie potrafiła zapamiętać jej imienia. Lilien czy Lilenen. – My idziemy na wielkie lody do „Laponii” a potem to wszystko spalić na basenie. Kończymy na jakiejś imprezie. -Mam terapię –odparła Joan. – Niestety dzisiaj odpadam. -No, co ty, cały dzień? –zdziwiła się, niech będzie Lilioe. -Kiepsko wypada. Terapia jest o piątej a potem koło dziewiętnastej zajęcia kulturalne. – Lilioe ciężko westchnęła solidaryzując się z koleżanką. -I, na co był ci ten cholerny pracoholizm? Trzeba było trzymać się mnie. -Tobie to nie grozi – odparła Joan z lekkim sarkazmem. -Jasne, że nie. To może same lody? -Nie, pójdzie mi w tyłek. Ale chętnie zjem z wami lunch, jeżeli jest w planie.

Joulus

Finałowy mecz koszykówki nie był najwyższych lotów. W końcu to tylko wewnątrzoddziałowe zawody i pracujący tu analitycy radzili sobie dość nieporadnie nie tyle nawet z piłką, co z własnymi kolanami i łokciami. Zresztą Joulus nie przyszedł na halę żeby śledzić zmagania współpracowników gdyż już dawno odkrył, że sport nie jest jego pasją. W szczególności sport mocno amatorski. -Dobrze im idzie, nie? – spytał siedzący obok analityk z sąsiedniej sekcji. -Jasne. Przecież to finał – zbył go Joulus udając, że maksymalnie skupia się na grze. Widowiska, takie jak te, traktował jak możliwość by po pracy spokojnie pomyśleć. O pracy. Może się to wydawać śmieszne, ale regulamin został tak skomponowany, żeby do minimum ograniczyć zaangażowanie pracowników. Joulus nie potrafił tego zrozumieć i nie zamierzał się do tego stosować. Krótki, sześciogodzinny dzień pracy rozpoczynał się propagandowym przemówieniem Human Resource Statistic i podsumowaniem wyników szeregowych pracowników. Dzienne, tygodniowe, miesięczne, kwartalne i w końcu roczne statystyki wywoływały dreszcz emocji większości analityków i wyjątkowe znudzenie Joulusa. Poranna farsa trwała zwykle około godziny. Później półgodzinna przerwa śniadaniowa i godzinna na lunch. Kuriozum osiągało zenitu na dwóch piętnastominutowych przerwach na ćwiczenia fizyczne. Bitej pracy niecałe trzy godziny, bo przecież wszyscy już od za piętnaście trzecia czekali, by jak na komendę wyjść punkt o trzeciej i dziesięć sekund. Joulus automatycznie wstał podczas zwyczajowej meksykańskiej fali skandując nazwę swojego oddziału. -Dalej, dobrze ci idzie! – obok wydzierał się znajomy analityk. Joulus, więc skupił się na grze. Rzeczywiście, nieznany mu zawodnik zręcznie przebił się przez obronę rywali zamarkował rzut u podstawy „trumny” i półhakiem umieścił piłkę w obręczy. -Taaak! – Joulus wrzasnął częściowo by nie zwracać sobą nadmiernej uwagi, częściowo, dlatego że akcja naprawdę wyszła zawodnikowi znakomicie. Wrócił myślami do tego ostatniego przypadku, który zajął mu ponad pół dniówki. Sprawa 10011/AE-21/2213. Skomplikowane zagadnienie, tym bardziej, że większość powiązań trzeba było samodzielnie wygrzebywać z bazy danych, bo inteligencja nie zauważyła, czy co bardziej prawdopodobne nie uznała ich za ważne. Problem w tym, powiedział sobie w duchu, że optymalne rozwiązanie naprawdę jest optymalne i to zarówno dla pojedynczego przypadku jak i dla zagregowanych spraw z całego dnia. A jednak… Fala przelała się w drugą stronę, gdy Lew Janowicz Kulew zanotował efektowny wsad. Joulus szczerze zaczął wrzeszczeć jego imię gdyż Lew, jako jeden z niewielu zawodników na parkiecie wiedział jak umieścić piłkę na zawrotnej wysokości dwóch metrów i dwudziestu centymetrów. -Ten gość jest niesamowity –scenicznym szeptem stwierdziła ładna brunetka z drugiej strony Joulusa. -Rzeczywiście. W ostatnim meczu miał jeszcze lepsze akcje. Tu trochę hamuje go obrona – odparł Joulus dając się ponieść emocją tłumu. -Nie mogłam być na tym meczu –z żalem odparła kobieta. -Wielka strata – stwierdził Joulus i natychmiast dodał – w domu mam nagranie. -Naprawdę? – niby zdziwiła się brunetka. – To może mogłabym się wprosić? – dodała nieśmiało. -Ależ oczywiście będę zachwycony mogąc pani towarzyszyć. – Joulus spojrzał na zegar. Sąsiad szturchnął go lekko łokciem i znacząco mrugnął. Joulus na chwilę wrócił do swoich zawodowych przemyśleń. Problem ze sprawą 10011 był taki, że globalne ekstremum dla tej funkcji dystrybucji wymuszało jedynie lokalne ekstremum całego pakietu spraw. Różnica między tymi dwoma punktami była niewielka w myśli funkcjonału oceniającego. Tyle, że to tylko liczby... Funkcjonał liczy w zasadzie czasy opóźnień całego transportu i przepuścił fakt, że jeden z pociągów pasażerskich, pechowo wiozący czterdziestu pięciu rannych spóźni się o czternaście godzin. Joulus znalazł stan, kiedy wszystkie sto składów towarowych spóźni się o mniej niż dziesięć minut, a wszystkie siedemdziesiąt osobowych przyjedzie na czas. Znalezienie tego punktu zajęło Joulusowi mniej niż godzinę, ale do tej pory nie wymyślił jak zmodyfikować funkcjonał oceniający żeby uwzględnić to w przyszłości. Ba! Przez prawie całą dniówkę szukał odpowiedzi na pytanie, dlaczego inteligencja pozwoliła na jawne narażenie ludzkiego życia i ewidentne pogorszenie warunków podróży kilkuset pasażerów. Przeciągły ryk syreny zakończył nierówny mecz, w którym dział nr 7 pokonał sekcję 6a siedemdziesiąt dwa do pięćdziesięciu czterech a mvp został ogłoszony nie kto innych jak Lew Kulew. -Ha! To był dopiero mecz. – Brunetka była zachwycona. -Szkoda, że tam mało wyrównany - dodał Joulus. -No może trochę, ale teraz będziemy wystawiać drużynę na międzyoddziałowe zawody. Myślisz, że mamy jakieś szanse? - Joulus. -Co? – kobieta była wyraźnie zbita z tropu. - Nazywam się Joulus. A co do międzyoddziałówki… trudno mi powiedzieć. Szczerze mówiąc nigdy na nich nie byłem – Joulus uśmiechnął się nieśmiało. -Niemożliwe, musisz się na jakieś wybrać. Ja nazywam się Tarja. Może w drodze do ciebie coś zjemy?

Rene

Niewielki, wciśnięty w róg wielkiej hali, pokoik Rene był nietypowy. Połowę jego powierzchni zajmowało kilka dużych doniczkowych roślin, głównie juk i fikusów. Resztę wypełniało duże biurko z dwoma identycznymi krzesłami po obu stronach. Samo biurko również nie spełniało wymogów konformizmu. Zamiast prostokątnego, gładkiego i przede wszystkim pustego blatu Human Master Manager zasiadał przy owalnym stole zastawionym różnymi bibelotami. W firmie gdzie każdy chciał jak najbardziej wtopić się w tło było to dziwne, a nawet niepokojące. Tym bardziej, że poza pokojem Rene niczym nie różnił się od dwunastu swoich kolegów z innych sekcjach. Jako Master Manager zazwyczaj przychodził do pracy na ósmą i siedział do szesnastej. Nie obowiązywały go przerwy na posiłki i ćwiczenia i nie musiał brać udziału w heppeningach Analitics Managera. Jedynie raz w tygodniu brał udział w półtowarzyskim spotkaniu głównych Managerów i raz w tygodniu uczestniczył w naradach szefów pionów. Oprócz tego całe trzydzieści dwie godziny w tygodniu mógł poświecić na pracę. Teraz wpół do czwartej zamyślony siedział w wygodnym fotelu i dumał. Na myślenie miał sporo czasu gdyż jego zespół nie wymagał praktycznie żadnej obróbki. Jedynie trzy osoby, dwóch analityków i specjalista optymalizator generowali na tyle wartościowe dane by warto było nad nimi przysiąść. Kreatywność pozostałych nie sięgała nawet do pięt inteligencji nie wspominając nawet o normalnych ludziach. -No dobra popatrzmy, czym dzisiaj…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%