Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 21 min czytania

Wspólny mianownik

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- Zuza, mówię ci, tam nie ma prawa nic żyć. - Ale jest tam pajączek. A on może być aktywny tylko w czymś, co przynajmniej nie jest martwe. - Przecież to złom. Rozszczelniony. Zero tlenu. Żadnego lajf suportu. Wrak. - Witek, ja ci mówię, że tam ktoś jest. Słowo kapitana pierwsze po bożym. - Wiem, wiem, ty tu jesteś bogiem.

Zuzanna poprawia się w fotelu kapitańskim. Ostatnio spędza tu za dużo czasu, a należne jej miejsce do najwygodniejszych nie należy. Po lewej Witek panoszy się na stanowisku nawigatora. W czarnoskórym ciele wygląda jak kolejny cud wszechświata. Panią kapitan doprowadza do szału ta gładka, hebanowa skóra. Drugi po bogu o tym wie, bo poświęca mnóstwo czasu i energii na aplikowanie sobie kremów, balsamów a nawet olejków. Witek posunął się ostatnio do wydepilowania całego ciała. Wygląda przez to, jak w duchu powtarza Zuza, posągowo. Drugi oficer, Maeda Ichiro stara się nie przebywać w tym samym pomieszczeniu co Witek, o ile nie jest to bezwzględnie konieczne, lub nie wynika bezpośrednio z rozkazów. Z tego powodu miejsce drugiego pilota służy jako składowisko przekąsek i cmentarzysko kubków po kawie. Czwarty członek załogi, Ai, jest systemem operacyjnym statku, więc zawsze jest wszędzie. Ponieważ nigdy nie sypia, na okrągło zawraca innym cztery litery. Od kilku dni pokładowych zatruwa im życie rewelacjami o kosmicznym śmieciu, którego trajektoria ma się przeciąć z ich własną. Okręt wciąż identyfikował obiekt lecący kursem kolizyjnym jako jednostkę pilotowaną, a nie pozostającą w dryfie, więc nie pozwala wyłączyć alarmu zbliżeniowego, dopóki nie otrzyma wyraźnych instrukcji. Ai jest inteligentnym statkiem, a poza tym Zuza do znudzenia powtarza wszystkim dookoła, że jej łajba ma intuicję i jak na transportowiec jest bardzo uparta. Statek, który doprowadzał Ai do szału jest już na tyle blisko, żeby Zuza mogła się nim na poważnie zainteresować. Poza tym miał on na swoim pokładzie pajączka, a żaden skan nie wykrył jakiejkolwiek formy życia. To jest co najmniej intrygujące. Zuzanna decyduje się pobawić w kapitana. - Nawigator. - Aye, aye sire. - Podchodzimy do tej kupy złomu. - Zuza, proszę. Szczerze odradzam. Zrobię wszystko, żebyś zmieniła zdanie. Rozumiesz? Absolutnie wszystko w łóżku, pod łóżkiem, nawet w kambuzie. Spadajmy stąd. Po cholerę się w to pakować. - Bo jestem ciekawa. A ty i tak robisz wszystko, zawsze. - Żeby nie było znowu tak, że potem kolejny raz powtórzę – a nie mówiłem. - Witu, nie marudź, tylko dawaj tu mojego osobistego Frankensteina. - Życzysz sobie szanownego pana Ichiro Maedę? - Maedę Ichiro. Uważaj. Zawsze po nazwisku z przodu. On jest bardzo wrażliwy na tym punkcie i wcale nie zrobił się ostatnio mniej niebezpieczny. Już raz cię zabił. - W tym ciele dałbym mu radę. - Nie. Ale nie przejmuj się tym. I tak masz większego.

Ai manewruje z gracją ospałego żółwia. Kapitan może dopić kawę. Nawigator rozpaczliwie stara się ignorować drugiego oficera, co jest trudnym zadaniem, bo Maeda Ichiro posiada gabaryty mistrza sumo. Zuza z wprawą odrzuca pusty kubek pomiędzy inne odpadki zalegające fotel formalnie przynależny Japończykowi. Widok pana Maedy zawsze wywołuje u niej szeroki uśmiech. Ta pucułowata twarz skośnookiego aniołka, lekka asymetria spowodowana brakiem części prawego ucha, ta porcelanowa cera i te zimne oczy wyrachowanego psychopaty. Jak tu go nie kochać? - Ichiro, będziemy musieli dokonać abordażu. To twoja robota. - Czy mam udać się na pokład Tsuru? - Przygotuj jacht do akcji. Ruszaj, kiedy zaparkujemy na stabilnym kursie. - Czy mam zapewnić sobie wsparcie? - Ważysz i potrafisz tyle, co oddział szturmowy, więc myślę, że poradzisz sobie solo. Wejdź na pokład okretu, przez którego Ai tak panikuje. Znajdź coś żywego, o ile tam jest. Zdecyduj, czy stanowi zagrożenie. Postępuj adekwatnie do sytuacji na miejscu. Witek zdradza objawy charakterystyczne dla syndromu pominiętego prymusa. Wychyla się z fotela. Lekko unosi. Nawet wyciąga rękę. - A ja? Moja rola? - Lubię na ciebie od czasu do czasu popatrzeć.

*

Uszkodzenia obcego statku są na tyle poważne, że nie potrafi nawet dokonać poprawnej identyfikacji. Ai bez rezultatu stara się otworzyć kanały automatycznej łączności. Oba okręty są na tyle blisko, że zły manewr może doprowadzić do kolizji. W tej sytuacji łączność jest priorytetem. - Zuza, ja się poddaję. Mówiłem, że nic z tego nie będzie. Nic tam nie ma. Cicho, głucho, zimno. - Witek, baba z ciebie. - No, czego ci trzeba, żebyś odpuściła? Bo ja powtarzam, że tam pusto. - Zrób to, co zawsze się robi w takich sytuacjach. Zapukaj. - To znaczy? - Nadaj wiadomość. Witek robi zbolałą minę, czym produkuje te seksowne zmarszczki wokół jego oczu. Wywołuje odpowiednią częstotliwość. Nabiera powietrza. Robi dramatyczną pauzę. - Tu transportowiec Ai. Mówi Witold Szczęsny, pierwszy oficer. Niezidentyfikowana jednostka, zgłoś się. - Tu kliper Icarius. Mówi Bob. - Bob jaki? - Bob. - Bob Bob? - Po prostu Bob. Zuza czuje, że musi przejąć stery w tej rozmowie. Witek to złoty chłopak, ale potrafi błąkać się jak dziecko we mgle na lodowisku. - Mówi Zuzanna, kapitan transportowca Ai. Kim jesteś, Bobie? - Mówi ostatni ocalały członek załogi Icariusa… - Pozwól, że przerwę. Chyba już to kiedyś słyszałam. Mówisz, jakbyś odtwarzał nagranie, a to nie wzbudza zaufania. Lepiej powiedz coś od serca. - Nie mogę spełnić pani prośby, pani kapitan, ponieważ nie posiadam takiego organu. Właściwszym zwrotem w odniesieniu do mnie byłoby: „od siebie”. Jeżeli odpowiada pani taka konfiguracja, będę kontynuował wypowiedź. Czy mogę? - Nie przeszkadzaj sobie. - Moim zadaniem jest odnaleźć i zidentyfikować osobę o imieniu Zuzanna, znaną także jako Prorokini, Wiedźma, Plaga. - Znalazłeś. Gratuluję. - Teraz powinienem wszelkimi sposobami, za pomocą wszystkich dostępnych środków doprowadzić do pani śmierci, anihilacji, unicestwienia. - Raczej to nie wchodzi w grę. Bobie, czy ty aby nie jesteś androidem? - Tak, proszę pani, jestem. - To przełącz się, z łaski swojej, na normalny tryb rozmowy, bo ta robocia uprzejmość doprowadza mnie do szału. - Okej. Czy tak lepiej? - Pożyjemy, zobaczymy. Bobie, mógłbyś się nam pokazać. Wizja bardzo nam ułatwi rozmowę. - Spełnię twoją prośbę, lecz nie gwarantuję stabilności połączenia. Icarius doznał poważnych uszkodzeń. - Zrób, co w twojej mocy, kochaniutki. Powiedz mi tylko, w jaki sposób tak poharatałeś swój okręt? - Taranując statki eskorty. - Zerwałeś się ze smyczy? - Uciekłem. - Mój drogi Bobie, czy zaprogramowano ci takie zachowanie, czy sam podjąłeś decyzję? - Przystąpiłem do działania, gdy tylko usłyszałem pani głos w pajączku. - Wystarczy tej ślepej gadki. Ukaż się, ty zbuntowany robocie. Na monitorach pojawia się wnętrze sterowni Icariusa. Obraz śnieży niemiłosiernie, mruga i wypełnia całymi seriami błędów przekazu. Połączenie wisi na krawędzi zerwania. W nieciekawym wnętrzu stoi szczupła postać. Wzorcowa sylwetka pilota pozbawiona widocznych cech płciowych. Metr dwadzieścia wzrostu. Smukłe, ergonomiczne ciało. Duże oczy. Ludzka twarz odwzorowana w najdrobniejszych detalach, zapewne zdolna do wyrażania skomplikowanych emocji. Bob niecierpliwie i z widoczną obawą czeka na reakcję Zuzanny, żeby upewnić się, czy jest widziany. Pilotka wycisza przekaz ze strony Ai. Zwraca się do Witka. - Widzisz to cudo? - Prawie jak człowiek. Dobrze go zrobili. - Spójrz na te drobne paluszki, te oczy wielgaśne. Jaki on słodziutki. Aż się chce go wyprzytulać. - Android, jak android. - Powiem ci, Witek, że jest on całkiem seksowny na swój bezpłciowy sposób. - A ty zboczona.

*

Monitory pokazują poważnie zdemolowane wnętrze sterowni Icariusa. Widać, że w ruch poszła broń improwizowana. Jedyne dwa w miarę nieuszkodzone elementy obrazka to Bob oraz Ichiro. Już nie walczą, bo Zuza rozkazała przestać. Posłuchali obaj. - Ichiro, przeproś pana Boba. Pan Maeda prostuje się do postawy oficjalnej. - Proszę mi wybaczyć, panie Bobie, że obniżyłem funkcjonalność pańską jak i urządzeń sterowniczych pana statku. - Nie szkodzi, panie Ichiro. Mam nadzieję, że pańskie kości szybko się zrastają. Zuzanna decyduje się jeszcze trochę „pokapitanić”, póki może ręcznie pokierować sytuacją. - Panie Maeda, proszę zaprowadzić pana Boba na pokład Tsuru i traktować jak gościa. Pani kapitan wzmacnia siłę przekazu. Teraz zwraca się do androida, który chwilę wcześniej zdrowo oberwał gaśnicą. - Bobie, na pokładzie jachtu będziemy mogli porozmawiać bez zakłóceń. Szybciej ocenię, na jakich warunkach i czy w ogóle wpuszczę cię na pokład. - Zrozumiałem. - Znakomicie. Do usłyszenia, chłopcy. Zuza przerywa łączność. Ichiro poradzi sobie bez nadzoru. Witek przewija sobie walkę Maeda vs Bob, ogląda ją raz za razem. Jest na co popatrzeć. Piekielnie widowiskowe piętnaście sekund. - Witu, zgraj to sobie i podziwiaj w wolniej chwili. Później nauczysz się stylu pijanego androida. - Ale widziałaś ten numer z przejściem do dźwigni na kręgosłup? - Ocknij się. - Aye, aye skipper. - Wprowadzam piracką demokrację. Trzeba postanowić, co robimy z panem sztucznym, czy wpuszczamy go na pokład. - Będziemy głosować? - Będziemy głosować. - Zuza, to się zdarza pierwszy raz w historii twojego panowania, krwawy tyranie ty mój. - Możemy spokojnie założyć, że Ichiro jest na nie. Fakt, że nie udało mu się skasować Boba za pierwszym podejściem, dowodzi jak groźny jest ten mały android. - A ty, niech zgadnę, jesteś na tak? - Skoro udało im się wszczepić Bobowi pajączka, to zrobili go naprawdę dobrze. Cokolwiek wpakowali mu do środka, obwody logiczne, cyber mózg, czy jakieś inne ustrojstwa, jest to na tyle skomplikowane, że może on udawać człowieka. I powiem ci szczerze, czegoś takiego się nie spodziewałam. - No dobrze, załóżmy, że Bob jest bardziej ludzki od papieża. I co to zmienia? Wciąż jest tylko przerośniętym tosterem. - Toster, nie toster, ale od razu wydał mi się inteligentniejszy od ciebie. - To sobie rozmroź kogoś innego, skoro ja ci nie odpowiadam. Masz pełne ładownie kandydatów. - Witek, przyhamuj z zazdrością, bo zdryfujemy z tematu. Umyka ci szersza perspektywa. - Jak szeroka? - Bez kawy nie razbieriosz. Taka szeroka. Zebranie w kambuzie.

*

Zuzanna z rozpędu parzy dwie kawy. Żeby nie zaszkodzić raczkującej demokracji, Witek zapomina, że woli…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Wspólny mianownik — czytnik · opowiadania