Psychologia · 27 min czytania
Wspomnienia
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Masz 14 lat. Twoje życie nigdy nie było łatwe. Bardzo szybko zrozumiałaś, że jeśli chcesz przeżyć, musisz być silna. Żadnych nałogów, zbędnych wpadek. Oczywiście, czasami możesz sobie pozwolić na odrobinę szaleństwa, lecz wszystko musi być pod kontrolą. Wygrasz z nią, to twój cel i tego musisz się trzymać. Nie pozwolisz by zrujnowała Ci życie, by to wszystko skończyło się tragedią. Nie, Ty jesteś silna i wiesz, że dasz radę, to twoje życie i nikt ani nic nie przeszkodzi ci w realizacji marzeń. Nie dasz się zniszczyć, w końcu wyjdziesz na prostą i zapomnisz o wszystkim co miało miejsce w dzieciństwie. Masz na imię Marta. Twoi rodzice się rozwiedli gdy byłaś małym dzieckiem. Twoja matka porzuciła ciebie i starszą siostrę wybierając inna drogę. Narkotyki były jej jedyną miłością. Obiecałaś sobie iż nigdy nie skończysz tak jak ona. Nigdy. Wasz ojciec wychowywał was z pomocą babci. Jednak wróciła. Rozprawa o prawa rodzicielskie ciągnęła się miesiącami. Wraz z siostrą chciałyście z nią zamieszkać. Każdemu należy się druga szansa. To był błąd. Już wkrótce rozpętało się piekło które miało trwać przez następnych kilka lat. Mieszkasz z siostrą, dziadkami i z nią. Każdy dziadek kocha swoją wnuczkę, Nie twój. Każda babcia broni swojej wnuczki i pilnuje by nie stała się jej krzywda. Jednak nie twoja. Nie masz oparcia w nikim. Coraz częściej płaczesz. W końcu przestajesz się śmiać. Jednakże nie robisz nic złego. Zaczynasz się odchudzać. Popadasz w bulimię. Wszyscy są źli, nikt cię nie rozumie. Zamykasz się w sobie. Dostajesz paranoi. Obsesji. Usilnie poszukujesz rozwiązania, lecz nic z tego. Mija następnych kilka lat.
**** Dziś są twoje 15 urodziny. Patrzysz na tort, który wygląda jak gdyby leżał rok w sklepie. Niechętnie się uśmiechasz i zdmuchujesz świeczki. - Wszystkiego najlepszego Martynko! Mama ściska cię z udawaną życzliwością. Dajesz jej buziaka w policzek. Tak naprawdę nie możecie się dogadać. Dobrze, że chociaż dziś w domu jest spokojnie. Z drugiego pokoju słychać ciężkie kroki ojca. Najpierw wchodzi jego brzuch, potem on. Przybyło mu w ciągu ostatnich lat. Nieogolony, ubrany w dresy, lekko podchmielony. Głaszcze cię po głowie. Na jego twarzy pojawia się smutny uśmiech. Dobrze wie, iż nie jest dobrym ojcem.. Domofon. Oho, Maciek. Będzie kłótnia, spóźnił się ponad godzinę. Trzask drzwi. Zdyszany wpada do środka, wyraźnie czuć alkohol. -Maciek do cholery gdzieś ty był? - krzyczy ojciec -Janek, on pił. Co ty sobie wyobrażasz-zwróciła się matka do syna. Ojciec podszedł bliżej. Zaczyna się -pomyślała Martyna. A zapowiadał się taki fajny dzień. Myślała że chociaż tym razem jej urodziny będą wyjątkowe. Przeliczyła się. Maciek dostał w twarz. Rozpętała się afera. Czas się ulotnić. Martyna powędrowała do swojego pokoju. Położyła się na łóżku i wpatrywała w sufit. Nie była silna. Nie znosiła swojej rodziny. Najchętniej uciekłaby od tego wszystkiego. A może tak by się zabić? Sięgnęła pod poduszkę wyjmując spod niej żyletkę. Jedno cięcie nikomu nie zaszkodzi..a może jeszcze jedno..to przecież życie zmusiło ją do tego..sama nigdy by tego nie zrobiła..
***
Dominika biegła po plaży. Za nią pędził jej 5-miesięczny labrador. Nie mogła powstrzymać śmiechu. Przewróciła się na piasek. Demi- jej suka wskoczyła na nią i zaczęła lizać ją po twarzy. Z oczu pociekły jej łzy , to z radości. Zawsze marzyła o takiej chwili. Była dziewczyną żywą, radosną, jej życie nie było nudne. Wiecznie coś robiła, nie potrafiła usiedzieć minuty w miejscu. Nie wiedziała, iż już wkrótce wszystko to zmieni się nie do poznania. Już niedługo miała dużo stracić. Przyjaciół, którzy okazali się zwykłymi tchórzami. Radość życia i wszystkie zainteresowania. Jej życie miało stać się nudne i pozbawione sensu. Wrócili z nad morza. Karol wykręcił kolejny numer. Słychać krzyki i płacz. To mama i brat. Idziesz do swojego pokoju i włączasz muzykę. Przyzwyczaiłaś się, to przecież nie pierwszy raz. Stara się nie zwracać na to uwagi, przecież to nic strasznego. Aż nagle wszystko się zmienia. Czujesz strach. Czego się boisz? Wszystko jest w porządku, nic się nie dzieje. Jednak w środku czujesz narastający niepokój. Coś się zmieniło. Kilka miesięcy później przestajesz chodzić do szkoły. Wiele tracisz. Zamykasz się w domu bojąc się wszystkiego i wszystkich. Nie wiesz co się z tobą dzieje. Rodzice zabierają cię do psychologa. Przechodzisz długą terapie. Wydawałoby się, że wszystko wraca do normy. Złudzenia, tak naprawdę to był dopiero początek.
**** 2 lata później ***
Dominika przekręciła się na drugi bok. Była 6 nad ranem, a ona wciąż nie mogła usnąć. Jutro pierwszy dzień w nowej klasie. Czy ten rok będzie lepszy? Czy aby podjęła dobrą decyzję chcąc powtórzyć klasę? Miała nadzieję ,iż się uda, że w końcu wszystko będzie normalnie. Zdoła zapomnieć o niepowodzeniach, pozna nowych znajomych. Tak, dziś po szkole widzi się z Martą. Mają zapisać się na aerobik. Obie wiedzą iż inaczej nie będą mogły się spotykać. Mama Marty traktuje ją dość surowo. Ma mało wolnego czasu na spotkania z przyjaciółmi, tym bardziej z nią, która mieszka 40 min drogi od niej. Tak więc to doskonałe rozwiązanie. Najpierw jednak szkoła..Dominika zwlekła się z łóżka i niechętnie ubrała koszulę oraz krawat. Przejrzała się w lustrze i zobaczyła młodą kobietę zupełnie nie pasująca do gimnazjum. Zbyt szybko dojrzała i wyrosła z naiwności. Westchnęła i udała się do kuchni. Swoim zwyczajem usiadła na parapecie, czekając aż zagotuje się woda na kawę. Ze swojego okna nie miała zbyt atrakcyjnego widoku. Warszawa- smutna, brudna i zatłoczona. Wszyscy śpieszyli się do pracy, każdy zajęty swoimi sprawami. Ktoś wyrwał kobiecie torebkę, nikt nawet na nią nie spojrzał, nie udzielił jej pomocy. Smutne, iż ludzie tak mało przejmują się losem drugiego człowieka. Jak dalej będzie wyglądało jej życie? Czy w końcu będzie szczęśliwa? Ach gdyby tak mogła się zakochać..Gdyby mogła poznać kogoś kto udzieli jej wsparcia , przytuli i powie kilka dobrych słów..lecz skąd ma wytrzasnąć kogoś takiego? Już dawno pogodziła się z tym, iż facet jej marzeń istnieje jedynie w pustych filmach. A i tam najczęściej umiera lub odchodzi. Cicho wróciła do pokoju spakowała kilka rzeczy i wyszła z domu nim ktokolwiek zdążył się obudzić. Nie chciała rozmów, sztucznych uśmiechów ni powodzenia od rodziców. Chciała być sama i dokładnie przemyśleć miniony rok. Tyle się wydarzyło. Ani u Marty, ani Martyny ani u niej nie było dobrze. Z Martą jeszcze jakoś sobie radziły ale Martyna..Czuła że się stacza. Było z nią coraz gorzej. Dominika próbowała jej tłumaczyć by próbowała nie wpadać w kłopoty, lecz nadaremnie. Dominika szła koło Hali Mirowskiej. Nie śpieszyło się jej. Rozpoczęcie roku zaczynało się o 8, podczas gdy byłą zaledwie 7.
*** 3 klasa gimnazjum to nie lada wyzwanie. Może zacznę nowe życie? Martyna spojrzała na swoją rękę. Sznyty nawet w niej wzbudzały obrzydzenie. Wczoraj znowu się kłócili. To staje się nie do zniesienia. Spóźniła się zaledwie godzinę. Czy to naprawdę powód aby uderzyć własną córkę? czy ona nie może mieć normalnego domu? W rezultacie znowu się pocięła. A tak bała się uzależnień. Teraz już za późno, ale trudno, to jej ciało , ma prawo robić z nim co chce. Dziś pójdzie z kolegami na imprezę. Kto wie może w końcu zdarzy się coś ciekawego, poza tym, nie wypada odmówić , jeszcze uznali by ją za świętoszkę. Phi ona i grzeczna dziewczynka. Nigdy w życiu. Już ona wszystkim pokaże, jaka jest naprawdę! A niech, sprawi rodzicom kłopot, niech mają za swoje. Zasłużyli na to, wciąż się na niej wyżywają. Nic im nie pasuje. Jeśli ona- Martyna nie chce jeść to nie będzie jeść nie muszą od razu robić awantury. A że trochę później wróciła do domu? Czy robi to komuś różnicę? Fakt może była trochę wstawiona..Ale w końcu ma 17 lat, musi się cieszyć młodością, przecież wszyscy powtarzają, że ona tak krótko trwa. Zdecydowanie pójdzie dziś na tę imprezę. Dominik wspominał coś o jakiś tabletkach. Może spróbuje..to mogłoby być ciekawe..ale tylko trochę..nie może się przecież uzależnić..a gdyby nie spróbowała..nie, nie ma takiej opcji, wyjdzie na słabeusza. Postanowiła. Czas na coś nowego.
Część 22 / 2
***
-Wynoś się z tego domu, skoro tak ci źle gówniaro! Nie będziesz mi tu pyskować! -A co ja takiego znowu zrobiłam? Że powiedziałam prawdę?! Mam cię dosyć!- krzyknęła Marta i trzaskając drzwiami zamknęła się w łazience. Rozpłakała się. Miała dość tej napiętej atmosfery. Nikt nie stanął po jej stronie- nawet Magda, jej siostra. Gdyby chociaż coś zrobiła, a ona naprawdę starała się, aby mama była zadowolona. Po chwili zwróciła całe śniadanie. Poczuła się lepiej, przynajmniej nie będzie gruba. A dziś przecież widzi się z Pawłem- swoją nową miłością. Jest z nim już pół roku. Czuje, że będą razem na zawsze, on naprawdę ją rozumie. Stara się ją wspierać i całkiem dobrze mu to wychodzi. Co prawda, oczekuje czegoś w zamian, ale ona też nie ma nic przeciwko. Jest młoda, ale nie na tyle by nie okazać miłości swojemu chłopakowi. Razem mieli zerwać się z pierwszego dnia szkoły. On chodził do liceum, ona kończyła gimnazjum. Różnica wieku nie miała dla niej znaczenia. Wyszła z domu i udała się w umówione miejsce. Gdy go zobaczyła serce zabiło jej mocniej, Był taki słodki z tymi swoimi lokami i spodniami o numer za dużymi. Uściskał ją i pocałował w policzek. Poszli do jakiejś knajpy. Wczoraj wieczorem wyznał , iż muszą porozmawiać. Trochę się obawiała, ale zbyt wierzyła w ich miłość by przeczuwać rozstanie. Jednak jego słowa sprowadziły ją na ziemie.. - Marta. kochanie..ciężko mi to powiedzieć..ale..czuje że nie jestem odpowiednim chłopakiem dla ciebie. Lepiej będzie jak każdy z nas pójdzie swoją drogą. Nie, to nie twoja wina. Każdy chłopak chciałby mieć taką dziewczynę. Ale ja..muszę tak postąpić. Nie pytaj dlaczego. Po prostu zapomnij o mnie, pewnie znajdziesz kogoś lepszego. Myślę, że lepiej będzie jak już pójdę. Wstał i odszedł. Do Marty powoli docierało, co się stało. To dlatego ostatnio był taki dziwny. Unikał jej, nie chciał jej dotykać. Świat się jej zawalił. Zadzwoniła do Dominiki.
***
Kiedy Dominika wyszła ze szkoły miała mieszane uczucia. Nie było tak źle. Pomimo to trudno będzie jej się przyzwyczaić do nowej klasy. Lubiła swoją poprzednią choć często bywali złośliwi. Pamięta jak pod koniec zeszłego roku wszyscy się od niej odwrócili. Nikt na nią nie patrzył, nikt się nie odzywał. To było koszmarne. A wszystko z powodu głupich ocen. Jakie to miało znaczenie? NA to wspomnienie łzy stanęły jej w oczach. Postanowiła jednak, iż nie będzie się nad sobą rozczulać. Tamten rozdział jest już zamknięty, czas zacząć wszystko od nowa. Nie może i tym razem zawieść rodziców, nawet nie zdają sobie sprawy jak bardzo cierpi widząc ich zmartwione twarze. Wiele razy zastanawiała się nad tym, iż zapewne pragnęliby by ich życie wyglądało inaczej. Tymczasem najpierw jej brat, teraz ona. To musi być dla nich trudne, przecież każdy rodzić chce być dumny ze swojego dziecka, a oni jak do tej pory nie dali im powodów. Nie wątpiła w to, że ich kochają. Na pewno..Ale jej mama..Cóż..Nie da się ukryć, iż była trochę nerwowa. Tak naprawdę ciężko było z nią wytrzymać. Czepiała się wszystkiego i wszystkich, nieraz w wybuchu złości zdarzało jej się coś popsuć lub powiedzieć kilka słów za dużo. A tata? Tata siedział cicho opierając głowę w dłoniach. Wolał się nie sprzeciwiać, nie dyskutować, wiedział, że to spowodowałoby jeszcze większą awanturę. Dominika też wkrótce się o tym przekonała. Nie miała jednak tak źle. W porównaniu z tym co działo się u innych był to raj. Nie zmienia to jednak faktu, że to właśnie przez to zaczęły się jej problemy. Lęki to ciężka do przezwyciężenia choroba psychiczna. Dominika przekonała się o tym nie raz, podczas różnych eksperymentów ze swoim terapeutą. Raz nawet musiała położyć się na ulicy i udawać nieprzytomną. Tylko jeden z przechodniów zainteresował się czy nie potrzebuje pomocy. Reszta przeszła obojętnie, nawet się nie zatrzymując. Tak rozmyślając Dominika zerknęła na komórkę. Cztery nieodebrane połączenia. To Marta. Coś musiało się stać. Czas wyruszyć ratować świat. Dominika zawsze pomagała swoim znajomym. Szkoda tylko, iż rzadko działało to w drugą stronę. Nieraz wyciągała Martynę z kłopotów, udzielała wsparcia Marcie. A o nią tak naprawdę nikt się nie troszczył. Ludzie łatwo nazywają się przyjaciółmi, lecz są to tylko puste słowa. Przyjaźń zaczyna się tam, gdzie dwoje ludzi troszczy się o siebie nawzajem. Nic nigdy nie działa w jedną stronę. Wtedy jest to bezsensowne. Pomimo to Dominika nie potrafiła odmówić pomocy. Taka już była, i to, iż kilka razy była już wykorzystywana, niczego ją nie nauczyło. Wciąż okazywała serce, bo czuła iż nie może postąpić inaczej. Wykręciła numer i oczekiwała na połączenie.
***
Martyna wróciła do domu. Szybko ugotowała obiad i sprzątnęła w pokoju. Przyzwyczaiła się iż jest to jej obowiązkiem i wykonywała to niemal machinalnie. Zgarnęła talerze do zlewu. Spojrzała na zegarek, miała jeszcze 2 godziny, czas się szykować. Nalała wody do wanny i pobiegła do szafy. Długo przeglądała stertę porozrzucanych bez ładu ubrań by w końcu zdecydować się na poszarpane dżinsy. Pełno było na nich napisów, które wykonała samodzielnie. Bitch, sex , fuck off. Uśmiechnęła się. Do tego obcisła bluzka, a na to gorset. Strój już miała. Niestety nie miała pojęcia, iż jest on niegustowny. Popędziła do łazienki. Po krótkiej kąpieli wysuszyła włosy i zabrała się do makijażu. Ostry, wyzywający, a jakże. Przecież musi zwrócić