Psychologia · 4 min czytania
Wspomnienie wiatraka
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Przez szybę autobusu patrzyłam, jak zmienia się krajobraz. Moje myśli krążyły wokół jednej nadziei. Nie mogłam się doczekać. Jeszcze tylko chwila. Już tylko parę minut, aż autobus się zatrzyma. Na przystanku będą czekać Oni... Ja wysiądę i pobiegnę, jak zawsze. Jak wtedy, kiedy do nich przyjeżdżałam na święta, na wakacje. Babciu...Dziadku...
Był 1 listopada. Ludzie z wielkimi bukietami kwiatów wysiadali i siadali do autobusu. A ja patrzyłam tylko przez szybę. Nie miałam kwiatów. Moja babcia wielokrotnie mi powtarzała: Dziecko, po co zabierać im życie. Niech rosną i same zwiędną. Nie zabijaj ich. Nie kupiłam więc ani jednego kwiatka. Ludzie nie zwracali na mnie uwagi. Sami w pośpiechu chcieli mieć już ten dzień za sobą. A ja siedziałam z tyłu autobusu i patrzyłam, jak zmienia się krajobraz. Nie mogłam się doczekać, kiedy jechałam do Nich. Serce mi biło mocniej, kiedy już wiedziałam, za chwile ich zobaczę. Przytulę się. I opowiem, co się u mnie działo przez ostatnie tygodnie. Rzadko ich widywałam. Tym bardziej za nimi tęskniłam.
Nigdy mi tego nie powiedzieli, ale nie musieli. Wiedziałam, że jestem ich ukochaną wnuczką. Wyrażali to czynami, słowami i szczerą miłością, jaką mnie obadarzyli. Dostałam od nich tyle ciepła, że mogłabym nim obdarzyć cały świat. Coś utraciłam bezpowrtonie, kiedy ich zabrakło. Nie mam już oparcia. Czuję, że lecę w dół, a nie ma mnie kto złapać.
W radiu reporter rozmawiał ze sławnymi ludźmi. Nie chciałam tego słuchać. Nie dzisiaj. Wspomnienia przelatywały w mojej głowie niczym wiatr. Tego dnia obudził mnie dzwonek telefonu. Podbiegłam do mamy. Stała blada jak ściana. Nie musiała nic mówić. Ja już wiedziałam wszystko. Wszystko. Nie byłam przygotowana na najgorsze. Byłam zła, że nie pozwolono mi się z nim pożegnać. Nie mogłam pojechać do szpitala, bo było zbyt późno. Pojedziesz jutro, słyszałam od rodziny. Nie pojechałam. Nie zdążyłam. Zasnął i się nie obudził, powiedzieli lekarze. Nie cierpiał. Ta myśl podnosiła…