Psychologia · 2 min czytania
"Wśród śniegu lampiony..."
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Późnym wieczorem powracam do domu A stopy bolą naiwną ofiarę Człapię krokiem pobitej niewinnej Na karku kryształ lodu Skóra cierpnie za karę
Na dłonie purpurowe rękawic poszukam Jeszcze nim zagasną ostatnie lampiony Na materii chłodnej, białej, iskrzącej Wyrysuję palcem wszechświat nieskończony
Nieboskłon jednym gestem swym rozproszę Nić czarną, błękitną do domu zaniosę By utkać kokon dla ducha słabego By podczas mrozów otulać się w niebo
Niech marzną kolana, krew w żyłach zakrzepnie Ostatnim oddechem roztopię szron gruszy Tak ciszą, tak ciepłem, tak martwym westchnieniem Tak chciała bym móc lodowce rozkruszyć
Odcisnę ja ślady na gładkiej powierzchni Niech więc podążają za mną w noc miliony Rozbiję ja wzgórza tej śnieżnej nawierzchni Twarde tak tylko jak człowiek szalony
Niech usta zamilkną ciszą tą i zimnem Niech pierś nie podnosi się więcej jak żywa A gwiazdy na niebie bezchmurnym zanikną Bo piękno wśród ludzi musi się…