Fantastyka · 38 min czytania
Wstęp do nowego życia.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
,, Światów jest wiele, ale zawsze znajdziesz drogę do domu. Do ludzi, którzy Cię kochają poprowadzi Cię światło’’. Słowa, które wciąż tkwią w mojej głowie, odkąd tylko mogę pamiętać. Są ze mną, gdy zasypiam i gdy się budzę. Próbuję odkryć, co oznaczają i czemu zawsze mam je w głowie. W swoich snach słyszę jak wypowiada je młoda kobieta. Czasami myślę, że zwariowałam, że mam urojenia. Dobrze pamiętam jedną z dziwnych historii z dzieciństwa. Zawsze byłam nieśmiała, bałam się wracać sama do domu, pewnego popołudnia wystraszyłam się, gdy ktoś krzyczał na ulicy, ludzie się spieszyli, a ja chciałam jak najszybciej wrócić do domu, dlatego poszłam na skróty i wtedy ktoś mnie popchnął, chcieli pieniędzy, przeszukiwali mój plecak, chcieli zedrzeć ze mnie kurtkę, wtedy mój strach stał się najsilniejszy i oczy zaczęły mnie palić, jakby ktoś mi pieprz do nich wsypał, albo położył rozżarzone węgle, zamiast uciekać stałam z tymi piekącymi oczami, a gdy oni na mnie popatrzyli zaczęli uciekać, co sił w nogach. Nie wiedziałam, co ich tak wystraszyło, popatrzyłam w jedną z szyb stojącego samochodu i zobaczyłam, że moje oczy świecą. Wystraszyłam się może bardziej niż oni, gdy wróciłam do domu nic nikomu nie powiedziałam, ciocia zauważyła, że coś jest nie tak, ale powiedziałam tylko, że oczy mnie pieką. Chyba była zmartwiona, ciągle chodziła ze mną do różnych okulistów, ale stwierdzili tylko, że mam nadwrażliwe oczy i wypisywali krople. Czasami śnię o tym, że oczy mi świecą a ja szukam wody, bo boję się, że spłoną. - Cześć Kasandro. - Hej Faydance, dziś też masz próbę? - Tak, ten klub jest cudny, ale brakuje tu stałego elementu. - Znając Cię już masz pomysł żeby to zmienić. - Oczywiście, ale na razie cichosza. - Ok, muszę wziąć się do roboty, bo szef ma jakiś podły humor. - Pomogę Ci, do próby zostało jeszcze sporo czasu. - Jesteś pewna? Jeszcze zniszczysz sobie paznokcie. - Ej, lubię być księżniczką, ale nie boję się pracy. - Wiem, te treningi są mordercze. - Też powinnaś poćwiczyć, może jakieś bieganie, albo aerobik. - Za mało się nabiegam w pracy? - Oj tam, takie bieganie, to nie bieganie. - Wystarczy żebym była wykończona. Takie to rozmowy toczymy prawie codziennie i może by mi to przeszkadzało, ale bardzo ją polubiłam. Wydaje mi się, że to najmilsza, najserdeczniejsza osoba, jaką kiedykolwiek poznałam. Ja studiuję kulturoznawstwo a ona chodzi do szkoły artystycznej. Chce być tancerką, słyszałam też jak ładnie śpiewa, jak anioł. Jest też trochę rozkojarzona, gdy zorientowała się, że musi się przebrać prawie rozbiła wszystkie filiżanki. Pobiegła prawie unosząc się w powietrzu do przebieralni, a mi się śmiać chciało, jakbym oglądała kabaret. Po kilku minutach z moim rozmyślań wyciągnąć mnie, ktoś pytający o: - Dzień dobry, przepraszam, czy zastałem Faydance? Gdy spojrzałam na pytającego, z rąk wyleciała mi miseczka, którą wycierałam. Pomyślałam, że znów zrobiłam z siebie idiotkę, na dodatek tym większą, że podnosząc ją walnęłam się w głowę. Szybko odpowiedziałam: - Dzień dobry, tak, ale w tej chwili się przebiera. Powinna niedługo przyjść. - To ja poczekam, ale nic się pani nie stało? - Nie. Jestem niezdarna. Podać coś panu? - Może sok pomarańczowy. - Dobrze. Kompletnie nie umiem rozmawiać z mężczyznami, na dodatek te jego oczy, patrzył na mnie z uśmiechem na twarzy i roześmianymi oczyma. Pewnie musiał pomyśleć, że kretynki zatrudniają. Szybko podałam mu sok i od przebywania w jego obecności wybawił mnie szef, który wysłał mnie na pocztę. Jak zawsze, gdy się spieszyłam nie potrafiłam włożyć na siebie kurtki i znów wystawiłam się na pośmiewisko. Speszona, z szybko bijącym sercem jeszcze szybciej poszłam w kierunku wyjścia. Mimo zbliżającego się lata pogoda raczej przypominała początek wiosny, było chłodno i deszczowo, na dodatek często wiał silny wiatr. Gdy doszłam do budynku okazało się, że jest ogromna kolejka i musiałam czekać ponad godzinę. Czekając rozmyślałam o chłopaku, który miał niezły ubaw patrząc jak szamotam się sama ze sobą. Może mieć jakieś 23 może 24 lata, w jego spojrzeniu jest coś tajemniczego, ale pogodnego i ciepłego. Jest wysoki i wygląda na wysportowanego, wydaje się miły. Myślałam kim jest dla Faydance i doszłam do wniosku, że pewnie to jej chłopak. Mówiła, że jest taki, który skradł jej serce, ale ma dużo zajęć i mieszka dość daleko, ale na pewno kiedyś go poznam, może to właśnie on. Po załatwieniu spraw na poczcie, wróciłam do pracy. Nie zastałam Faydance, ani tego chłopaka. Kolejne godziny zleciały dość szybko na przygotowywaniu sal do wieczoru. Starałam się pracować w dzień, bo nie lubię hałasu i tłumu ludzi. Droga do domu była dość prosta, ale zawsze bałam się wracać po ciemku, w autobusie nie było tłoku, większość osób wysiadła na wcześniejszych przystankach, doszłam do bloku, w którym od jakiegoś czasu mieszkam. Wynajmuje pokój od starszej pani, która dobrze mnie traktuje, jest miła i nie zdziera ze mnie bardzo dużo. Twierdzi, że dzięki mnie ma towarzystwo i zakupy i że jakby nie rachunki to bym mogła mieszkać za darmo. Jest urocza, ale podupada na zdrowiu, a jej rodzina, dzieci i wnuki odwiedzają ją rzadko. Gdy wróciłam już spała, też chętnie bym zasnęła, ale przez ten sen boje się chodzić spać. Umyta i w piżamie spędziłam długie dwie godziny na rozmyślaniu. Zawsze śmieje się, że zostanę myślicielem albo czubkiem, możliwe, że to jedno i to samo. Oczywiście jak prawie każdej nocy śniłam to samo i zawsze jestem tak samo przerażona i mokra, gdy się budzę. Potem siedziałam przez jakiś czas i piłam herbatę sama nie wiem po co. Rano zrobiłam śniadanie i poszłam na uczelnie, gdzie nie mogłam się skupić a potem pojechałam do pracy. Każdy mój dzień jest praktycznie taki sam, dlatego gdy tylko wydarza się coś nowego mam powód do świętowania, chyba że nie jest to miłe wydarzenie. W pracy było tak jak zawsze – pracowicie. Za to, gdy wychodziłam zadzwoniła do mnie Faydance. Chciała się spotkać u niej i pogadać. Pojechałam więc do niej. Mieszkała w ślicznym mieszkaniu, które należało kiedyś do kogoś z ich rodziny. Było ciekawe, z jednej strony nowoczesne, a z drugiej takie niespotykane. - Hej. - Hej. Zrobiłam spaghetti, zgaduje, że od rana nic nie jadłaś. - Całkiem dobrze mnie znasz. Cztery nakrycia? - Tak, poznasz mojego chłopaka i brata. - Aha. No i poznałam: - Kasandro to mój chłopak – Bravcharm i mój brat – Millcare. Okazało się, że chłopak, który wtedy na nią czekał to jej starszy brat. - Hej - Hej, my się już poznaliśmy - Cześć, tak racja. Przynajmniej, coś z siebie wykrztusiłam. - Masz ciekawe imię, w naszych rodzinach nadaje się dość osobliwe imiona, ale tutaj, to chyba rzadkość. - Możliwe, przyzwyczaiłam się do niego. - Faydance mówiła, że studiujesz kulturoznawstwo. - Tak, od dziecka mnie ciekawiło i postanowiłam rozwinąć pasje.
- Mówiłam im o moim pomyślę, ale Millcare jest niepewny. - A jaki to pomysł, bo wiesz, że nie chciałaś nic zdradzić? - No tak. Pomyślałam, że chłopcy mogliby co jakiś czas, np. w weekendy grać i śpiewać, a ja z dziewczynami przygotowałybyśmy choreografię. I co Ty na to? - To oni muszą się zgodzić. Tak, tak , ale marudzą.
- Siostrzyczko wiesz, że to nie takie proste. - Wiem, ale sam mówisz, że jeśli tylko się chce, to można wszystko. - To prawda, tylko nie zawsze się da. - Faydance, nie naburmuszaj się tak, obiecuje że to przemyślimy. Prawda Millcare? - Oczywiście, rozchmurz się siostra. - Ok, ale do końca tego tygodnia, obiecujecie? - Tak. - Ja też.
Po kolacji, całkiem z reszto dobrej, oglądaliśmy film. Czułam się dziwnie, oni są rodziną a ja jakąś obcą osobą, dlatego postanowiłam się ulotnić. - Musze już lecieć, jest dość późno. - Millcare, może ją odwieziesz, co? - Jasne, jest już ciemno i niebezpiecznie. - Nic mi nie będzie, za 15 minut mam autobus. - Jesteś pewna? - Tak. Dziękuję za kolację. - Do jutra przyjaciółko! - Do jutra zwariowana dziewczyno.
- Odprowadzę Cię. - Dzięki. - Ostatnio, gdy się widzieliśmy bardzo się spieszyłaś i zapomniałaś o apaszce. - Wszędzie jej szukałam. Dziękuję. - Proszę. - Dobranoc Millcarze. - Dobranoc Kasandro. Po wyjściu z ich mieszkania długo nie mogłam zapomnieć o tym dziwnym uczuciu, gdy Millcare podał mi apaszkę i jego ręka dotknęła mojej. Miałam wrażenie, że wtedy coś się wydarzyło, ale nie wiedziałam co takiego. Mieszkanie rodzinne Faydance - Millcare: Dziwnie być znów w tym świecie i udawać zwyczajnego chłopaka, ale lubię tu być, bo mogę odpocząć choć trochę od magii. Ta dziewczyna, którą przedstawiła Faydance jest jakby znana. Mam uczucie, że jest kimś bliskim, a widziałem ją dwa razy. Jest urocza, ale bardzo wstydliwa i nieśmiała. To uczucie, gdy spojrzała mi w oczy było takie znane, ale to gdy dotknąłem jej ręki było nie do opisania. Nie czułem czegoś takiego nigdy w życiu. Gdy się uśmiecha wygląda jak anioł, choć wydaje mi się smutna. Chciałbym znów ją spotkać, porozmawiać z nią, mam nadzieję, że będzie to już jutro. Kasandra: Po krótkie nocy przyszedł czas na długi dzień. Ubrałam się jak zwykle w jakieś jeansy i pierwszą z brzegu bluzkę, no i studia, praca i tak przez cały czas. Jednak coś się zmieniło, prawie codziennie do baru przychodził Millcare, najczęściej spędzali czas we trójkę, co wieczór widziałam jak podrywają go dziewczyny, a on zawsze miły i grzeczny uprzejmie odmawiał na każdą propozycję randki. Czasami zastanawiałam się dlaczego odmawia, dobrze się bawił z każdą, tańczył, rozmawiał śmiejąc się przy tym, ale tylko tyle. Pewnego dnia musiałam zostać dłużej w pracy, bo przygotowywaliśmy późniejszą imprezę urodzinową, gdy szłam uliczką niedaleko parku zobaczyłam Millcare’a i stanęłam jak wryta. Bił się z jakimś dziwnie ubranym mężczyzną. Świetnie sobie radził odpierał każdy jego cios, za to tamten miał trudności w odparciu ciosów Millcare’a. Potem zobaczyłam, jak Millcare skacze z ławki na ławkę, po czym z ogromną siłą uderza tamtego, ale to nie był koniec. Tamten wstał, ale nie mógł złapać równowagi i wtedy zobaczyłam, że pierścień, który Millcare nosi na palcu zaświecił i wypłynął z niego promień światła, bardzo jasnego i trafił faceta, po czym on uderzył w stojącą niedaleko ławkę. Nie chciałam wiedzieć, co stanie się dalej, co sił w nogach uciekłam, biegłam przed siebie i tak dotarłam pod blok na piechotę. Nie mogłam zasnąć w nocy, a w dzień starałam się unikać Millcare’a, co nie wychodziło mi zbyt dobrze: - Hej. - Hej. - Coś się stało? - Nie, wstałam lewą nogą. - To może ciastko i soczek? - Nie mam ochoty. - Zrobiłem coś nie tak? - Nie, po prostu chciałabym zostać sama. - Ok. Poszedł, a ja zastanawiałam się, jak ktoś tak miły, kto ma takie ciepło w oczach, uśmiechu mógł tak się bić. Co prawda nie wiem, o co chodziło, ale nie podobało mi się to. Unikałam go przez kolejne dni, aż do pewnego piątku. Pracowałam wtedy akurat w czasie jednej z imprez, bo odbywała się od szesnastej, w pewnym momencie zobaczyłam na sali tego mężczyznę, który walczył z Millcarem. Jednak miałam pracę i przestałam zwracać na niego uwagę. Impreza trwała w najlepsze, a ja miałam do zrobienia sporo przekąsek, poszłam po miseczki na chipsy i wtedy mnie zaatakował. - Cześć mała. - Przepraszam, mógłby pan zejść mi z drogi, mam dużo pracy. - Niestety nie. - Puść mnie. - Nie mogę. Szarpałam się z nim, ale był silny, wysoki – nie miałam żadnych szans. - Proszę, nie rób mi krzywdy. - Jeszcze nie czułem takiej potężnej mocy na tym świecie. - Nie rozumiem, ja nie mam żadnej mocy! Zaciągnął mnie tylnym wyjściem na zewnątrz. - Dzięki Tobie mała będę bogaty. - Proszę … - To nic Ci nie da. Podniósł mnie do góry i nawet nie musiał się wysilić, wystarczyło, że wyciągnął rękę z otwartą dłonią i nią poruszał. Potem rzucił mną o ziemię. Myślałam, że połamałam wszystkie kości, ale zanim do mnie doszedł wstałam i chciałam uciekać, ale był szybszy. Złapał mnie i docisnął do bramy, po czym przyłożył rękę do mojego brzucha i chciał coś zrobić, ale moje oczy zaczęły piec, mogłam w jego oczach zobaczyć odbicie moich oczu, które świeciły. Nagle mnie puścił i zaczął krzyczeć. Zobaczyłam Millcare’a, który był tuż za nim, dziwnie na mnie spojrzał, ale nie mógł nic zrobić, moje oczy nie chciały przestać świecić, okropnie bolało, jak nigdy dotąd. Chciałam stamtąd uciec, ale ból był zbyt silny. Wpadłam w panikę: - Kasandro, spokojnie, oddychaj. Słyszysz mnie? - Okropnie boli! Zaraz wypali mi oczy! Pomóż mi, proszę! - Zaraz będzie lepiej, obiecuje. Spójrz na mnie! - Nie mogę! - Możesz, spokojnie. No i spojrzałam, jego oczy również świeciły tym samym blaskiem, co jego pierścień. Poczułam spokój, ból odszedł i zapadła ciemność. - Gdzie jestem? - Spokojnie, leż sobie. - Gdzie mnie przyprowadziłeś? - Do mojego rodzinnego mieszkania. To jeden z tajemniczych pokoi. - Tajemniczych? - Wiele o mnie nie wiesz, o mojej rodzinie również. Ale chyba my o Tobie również wiele nie wiemy, co? - Nie jestem tajemnicza. - Naprawdę? - Wiesz kim był ten facet? - Nie. - To handlarz mocami. Przybył tu, by pozbierać trochę mocy i sprzedać. I wyczuł moc w Tobie. - Pomylił się. Ja nie mam mocy. - To ciekawe, bo Twoje oczy świadczą o czymś innym. - Muszę już iść. - Nie, on Cię wziął na cel i nie odpuści. Kasandro, wiem że się boisz ale musisz pozwolić sobie pomóc. - Nie potrzebuje pomocy. - Potrzebujesz. On Cię znajdzie, rozumiesz? Boisz się swojej mocy, nie panujesz nad nią a on to widział i wykorzysta, zazwyczaj ludzie nie wiedzą kiedy czerpie ich moc, ale Ty wiesz, dlatego Cię zabije. - Przestań, ja nie mam mocy i zrozum to wreszcie! - Dobrze, już dobrze. Rozumiem. Załóżmy, że tak jest, ale on uważa inaczej. Dlatego przyda Ci się pomoc. - Jak mi pomożesz? Będziesz z nim walczył jak wtedy? - Widziałaś? - Tak, wracałam do domu tamtędy. - To dlatego mnie unikałaś? - Trochę tak, nie wiedziałam, co o tym myśleć. - To trochę skomplikowane, ale o tym później. Najpierw trzeba go powstrzymać. Zaczęliśmy od otworzenia szafy, a przynajmniej z wyglądu. Były tam różne bronie: sztylety, dziwne miecze, szable i wiele innych, których nigdy nie widziałam, co ciekawe nie było tam broni palnej. - Dużo tego. - To tylko niewielka część. - Nie używasz pistoletów? - Raczej nie, tam gdzie mieszkam jest mało używana. - Dlaczego? - Zazwyczaj w moim świecie używają broni palnej zwykli ludzie, reszta posługuje się bronią, która jest szlachetniejsza, bardziej magiczna. - Chyba uderzyłam się w głowę i teraz mam omamy. - Nie masz już żadnych urazów. - No właśnie, czemu praktycznie nic mnie nie boli? Mocno mną rzucał. - Jestem dobrym lekarzem. - Lekarzem? - Wszystko w swoim czasie. - Przestań się tak uśmiechać, może i jestem głupia, ale to wszystko zaczyna mnie przerastać. - Po naszych rozmowach wydawało mi się, że masz otwarty umysł. - Bo mam, ale właśnie jakiś wariat chciał mnie zabić.
Część 22 / 2
- Hej, chciałeś żebyśmy przyszli. Cześć Kasandro. - Hej. - Co się dzieje? Czemu ją tu przyprowadziłeś? - Handlarz mocy chce wyssać z niej moc, robi to dość ostro, więc pewnie ją po wszystkim zabije. - Masz moc?! - Nie, nie mam! - Jest bardzo uparta.
- To ma, czy nie? - Tak. - NIE! - Pogubiłem się. - Ja twierdzę, że wiem, co widziałem, a ona, że jestem idiotą. - Nie twierdzę, że jesteś idiotą! - Nie? To jak mam się czuć, skoro wmawiasz mi, że nie masz mocy, gdy widziałem, jak nią porządnie oberwał handlarz mocy? - Ja … po prostu … Muszę iść… - Kasandro! - Pójdę do nie. Nie mogłam się przyznać przed samą sobą, a co dopiero przed kimś. - Kasandro zaczekaj. - Nie chce gadać. - To nie gadajmy, zostań. - Nie wiem kim jestem i jeszcze ten dziwak zabierający moce. - Będzie dobrze, jesteś dzielna. - Co z tego? - Twój brat twierdzi, że mam moc i to mnie przeraża, Moje życie jest proste – studia, praca i tak w kółko, żadnych ekscytujących historii, wypraw w nieznane, czy porywów miłosnych. Jestem nudą dziewczyną z nudnym życiem i wolałabym żeby tak zostało. Czy to coś złego?!
- Nie. Twierdzę również, że masz prawo być przerażona ale czasami musimy przyjąć, to co jest nam przeznaczone. - A co może być przeznaczone sierocie? - Może coś, co sprawi, że jej życie zyska różne barwy, nie tylko szarość? - Millcarze może Ty lubisz swoje barwne życie, ale ja lubię swoją szarość. - Wątpię. Po prostu boisz się zmian, cierpisz i myślisz, że jeśli coś zmienisz będziesz cierpiała bardziej. - Po kilku rozmowach wysunąłeś takie wnioski? - Jestem spostrzegawczy i mam wrażenie jakbym Cię znał od zawsze. Nagle światło zaczęło migać, a ja prawie zostałam uderzona kulą ognia. - To handlarz! - Szybko się zregenerował. - Może przejął moc regeneracji? - Możliwe.
- Dziewczynko, gdzie jesteś? Nie bój się, nie zabiję Cię, chce tylko tę potężną moc. Nie umiesz jej używać, a ja zarobię trochę. - Niezły rzut chłopczyku, ale trochę sobie pomogłem w regenerowaniu. - Faydance posłuchaj, ja i Bravcharm odwrócimy jego uwagę, a Ty zabierzesz Kasandrę do tajemnego pokoju i przejdziecie do naszego świata. - Ok. Gdy chłopcy atakowali go na różne sposoby, my pobiegłyśmy jakąś dziwną drogą, która nagle się pojawiła i weszliśmy do pokoju. Faydance zaczęła coś mówić w dziwnym języku, ale w tym samym momencie pojawił się handlarz. - Miło się znów spotkać, prawda? Twoja moc przyciąga jak magnez, mogę ją wyczuć z bardzo daleka. - Zostaw mnie! - Nie mogę, żal by mi serce ściskał przez wieczność, gdybym wypuścił z rąk taki kąsek. Znów mnie dotknął i czułam ból, ale i rosnący strach, który w pewnym momencie przerodził się w gniew, oczy zaczęły mi świecić, a on dziwnie się zachowywał, nie mógł dłużej mnie trzymać, w pewnym momencie mnie puścił i upadł z hukiem na podłogę. Do pokoju udało się wejść Millcarowi i Bravcharmowi, patrzyli z niedowierzaniem na to co się wydarzyło. Oprócz oczu świeciły mi ręce, czułam taką złość, której nigdy nie czułam wyciągnęłam ręce do przodu i popatrzyłam na niego szeroko otwartymi oczami, nie czułam bólu, wiedziałam co muszę zrobić, rzuciłam w niego kulami i wiązkami dziwnego światła, jego krzyk słyszałam przez cały czas, po czym zniknął na zawsze. - Wow, to się nazywa moc! - Co to było??? - Nadal twierdzisz, że nie masz mocy? - Twierdzę, że chyba mi oczy wypaliło i ręce mam sparzone. - Pokaż. Okazało się, że wcale nie straciłam oczu, a ręce był rozgrzane i trochę czerwone, ale nie poparzone. - Co robisz? - Staram się Ci pomóc, ale moja moc nie działa. - Bo ona nie jest ranna, to tylko efekt mocy, którą włada, może też fakt, iż nie umie się nią posługiwać. - Czyli, to już koniec? - Wydaje mi, że to dopiero początek.
Część II. Podobno wszystko się zmienia, świat ludzie, ich plany i marzenia. Jedni wierzą, że rządzi tymi zmianami przeznaczeni, jakaś większa siła, inni są zdania, że to zwykły przypadek, a tak naprawdę swoim życiem i zmianami, które w nim zachodzą kieruje sam człowiek. Jednak, co zrobić, gdy w naszym życiu pojawiają się ludzie z innego świata? Przyglądasz się im, zaczynasz ufać i dostrzegasz podobieństwa, wiesz że mają rację na Twój temat. Jest coś silniejszego od strachu – chęć poznania siebie, odkrycia kim się jest, skąd się pochodzi i gdy dostaje się taką szansę, jak można jej nie wykorzystać?…