Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Horror · 15 min czytania

Wszyscy na pożarcie Rozdział IV i V

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rozdział IV

Gorąco bijące od ciała Fabioli zesłało natychmiastowy sen. Zapadałem się coraz głębiej by opaść gdzieś po środku mojego mózgu nie wiedząc gdzie jest wyjście. Usłyszałem kroki i ten stukot charakterystyczny dla kowbojskich butów. Oto mój ojciec wrócił z zaświatów by udzielać mi rad we śnie. „Co za beznadziejny sen.” Pomyślałem i wyciągnąłem służbowy pistolet. Ojciec wyłonił się z nikąd i nadal szedł wybijając ten nieznośny rytm obcasami. Pociągnąłem ze spust dziewięć razy i ani razu nie spudłowałem. Jeszcze mi się to nie zdarzyło nigdy. Alistair D. Vour nie pudłuje. Ojciec szedł dalej niewzruszony ilością ołowiu w jego ciele. W tych pieprzonych snach nigdy nic nie szło tak jak powinno. Kurwa dlaczego? Nie ma takiej rzeczy, której nie mógłby kontrolować Mr. Vour! Skupiłem się na ojcu i tym cholernym nieprzeniknionym tle. Nagle wszystko się rozmazało i znalazłem się w swoim mieszkaniu. Siedziałem w łazience a naprzeciw mnie stał nikt inny jak Alistair D. Vour we własnej osobie. Patrzył na mnie z góry tym swoim zimnym spojrzeniem i uśmiechał się. Nic nie mówił tylko gapił się jakbym był niewiadomo jakim dziwadłem. Wkurzał mnie coraz bardziej. Wyszarpnąłem z kieszeni brzytwę. Zawsze tam była i czekała aż przyjdzie dzień podrzynania gardeł. Brzytwa świsnęła śmiejąc się obłąkańczo. Już miałem przeciąć tętnicę gdy jakaś siła mnie powstrzymała. Ręka, jakby sama nie chciała atakować Alistair’a. Stałem w tej komicznej pozycji nie mogąc się poruszyć. Alistair spojrzał na mnie i szepnął. „ Jestem tobą, a ty mną. Jesteśmy jednym organizmem, zrób krzywdę mi, to zrobisz krzywdę sobie. A teraz słuchaj. Musimy go złapać! Tego perfidnego kutasa, który śmiał nas obrazić. Ciebie i mnie! Nas, Alistair’a D. Vour!” Niewidzialna siła puściła mnie i znów byłem wolny. W pierwszej chwili chciałem dokończyć dzieła. Jeden szybki ruch i jego głowa poleciałaby z łoskotem na ziemię. Sen był jednak zbyt wciągający, jeszcze nie zdarzyło mi się rozmawiać z Alistair’em w ten sposób. Może zamiast obcinać mu głowy najpierw go wysłucham? Co mi szkodzi, w końcu i tak ja jestem najlepszy, ja jestem szefem. Rozmawialiśmy. Aż dziw że sen można tak dokładnie zapamiętać i prowadzić w nim tak realistyczny dialog. Przytoczę wam kawałek, wiem że czytając nie możecie już doczekać się słów Alistair’a. Czekacie na to i zastanawiacie się kiedy zapuka do drzwi. A może jestem za drzwiami i czekam z brzytwą i policyjną dziewiątką? Może podglądam was pod prysznicem drogie panie, albo spoglądam na was panowie gdy oglądacie mecz? Któż to wie, kiedy przyjdzie wasza pora na randkę z Alistair’em D. Vour. Wiem, że tego pragniecie, że ślinka wam cieknie, mocząc strony mojego dziennika. Kochacie mnie… Czcicie mnie. Jestem prawie Bogiem!

- Co chcesz zrobić tym kutasem mordercą Alistair? - Szepnąłem chowając brzytwę. Stojący naprzeciwko mnie Alistair wybuchł śmiechem. Tym szaleńczym, niekontrolowanym chichotem, który doprowadzał nasze ofiary do szału zanim zadawaliśmy ból. Rozkoszny, ociekający pięknem ból. - Chce zabić tego gościa!!! Urżnąć mu nogi i patrzeć jak się czołga. CO ty NA TO??? Nie daj się prosić! Nie dałem. Śmialiśmy się razem, a przed oczami mieliśmy wizję czołgającego się korpusu wołającego o pomoc. A ja, Alistair D. Vour, patrzyłbym jak wykrwawia się na śmierć zostawiając na podłodze ślad śmierci. Obudziłem się w wyśmienitym nastroju. „Jaki to był czad” pomyślałem. Fabiola leżała obok i wyglądała tak zachęcająco. Już miałem ochotę zedrzeć kołdrę i wejść w nią. Śpiącą Królewnę z brzytwą w ręce. Wyjąłem pistolet i przystawiłem jej do głowy, obudziła się, spojrzała na mnie i szepnęła „na co czekasz”. Jej uśmiech był zniewalający. Pociągnąłem za spust. Suchy strzał. Fabiola jęknęła i oblizała wargi. Te niesamowicie pełne, czerwone usta doprowadzające do szaleństwa moje zmysły. Lufa rewolweru była długa i jej się to bardzo podobało. Zimna stal podniecała ją jeszcze bardziej niż brzytwa w kieszeni mojego płaszcza. Opuszczałem lufę powoli, żeby poczuła to zimno i śmierć jaka ciąży na tym kawałku metalu. Jej pełne piersi i czarny rewolwer. Czy mogło być coś piękniejszego? „Zrób to” powtórzyła i odchyliła głowę do tyłu. Lufa wypełniła ją, chłód metalu i aura śmierci sprawiły że miała bardzo szybko orgazm. Jęczała cicho, mruczała i doprowadzała mnie do szaleństwa. Zbliżyłem się do jej szyi. Pachniała cudownie. Jak zawsze. Pociągnąłem za spust po raz ostatni i mruczenie zamieniło się w krzyk. Ten dziki i przenikliwy wrzask z poprzedniej nocy. Cudownie. Ona zasnęła, a ja wybrałem się na polowanie. Musiałem dorwać skurwysyna, który śmiał w taki sposób rzucić mi rękawice, bym stanął do pojedynku. Szkoda że nie miałem już ciężarówki ojca. Szorowałbym jego jajami po asfalcie tak długo, aż asfalt wtopiłby się mu zamiast jelita. Skąd wiem ze to facet? Proste. Kobieta nie potrafiła zabić w ten sposób innej kobiety. Nawet Fabiola nie by nie dała rady tak przygotować tej sceny śmierci. „Żeby zrozumieć postępowanie mordercy trzeba znaleźć się na jego miejscu, starać się myśleć jak on i w ten sposób przewidzieć jego następny ruch.” Tak powiedzieli nam gdy odbywaliśmy szkolenie. I to była dobra rada w porównaniu do innego gówna, którego chyba tylko mnie nie dało się sprzedać. Trzeba było postawić się w jego sytuacji. Akurat zobaczyłem wchodzącą do rozwalającego się budynku ładną blondynkę. Zacisnąłem mocniej dłoń na brzytwie w kieszeni. „Zobaczymy jak to jest” wyszeptałem. „Pewnie cudownie” Szepnął Alistair. Poszedłem za nią do jej mieszkania. Wyjąłem odznakę i zapukałem. Dialog był standardowy. „kto tam” , „policja” i pokazanie odznaki. Wszedłem do jej mieszkania. Było skromne i surowe. Niczym krypta. I dobrze. Przynajmniej jej trup nie będzie musiał być wleczony na cmentarz. Cały ten budynek przepełniony tetrykami, ćpunami i dziwkami chorymi na AIDS był jak jeden wielki żyjący cmentarz. Jak w jakimś pieprzonym tanim horrorze. Zamknąłem drzwi i podszedłem do niej. Jak na dziwkę to pachniała świetnie. Delikatnie i uwodzicielsko. Chciałem ją wziąć na środku tej krypty, w której mieszkała ale pożarcie żywcem przez AIDS nie uśmiechało mi się tak bardzo więc po prostu odwróciłem ją i złapałem za pierś. Przyzwyczajona do takiego zachowania zaczęła wymieniać ceny za woje usługi. Kurwa! Brzytwa świsnęła w powietrzu i na podłogę polała się skażona krew. Założyłem rękawiczki chirurgiczne i wymalowałem na ścianie jakiś pentagram. Wiedziałem, że jeszcze dziś wyślą mnie tutaj z powrotem. Pomyślałem o tym żeby uwiarygodnić całą scenę jakimś ołtarzykiem z jelitami okręconymi wokół karnisza. Ta wizja była całkiem niezła wiec zabrałem się do pracy. Ledwo co wstałem i musiałem już urobić sobie ręce po łokcie. Dosłownie. Kochałem swoją pracę. Gdyby miała ciało to bym ją zerżnął i połamał ręce za te wszystkie dni, w których zsyłała na mnie tony papierów do wypełniania. Bardziej od swojego ojca, czy tych wszystkich pedofilów w miasteczku w którym mieszkałem jako dzieciak nienawidziłem papierkowej roboty. Zawsze wiedziałem, że jeśli szef wydziału pójdzie na emeryturę to będzie ona bardzo krótka i gwałtowna. Zje te wszystkie raporty,…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%