Przygoda · 4 min czytania
Wszystkie ekipy świata
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Wracając do tematu granic ... uważam, że ocean jest nieskończony. – Słuchałam bezustannej rozmowy jeża morskiego z rozgwiazdą. - O, to ciekawe. Czyżbyś przedryfował przez kanion, że to mówisz? - Nigdy tam nie byłem ... – Ja również. Panicznie boję się podróży. - ... ale słyszałem, co jest dalej. Ocean i następny kanion. - Czyżby od tej jazgoczącej krewetki z wybujałą fantazją. - Załóżmy na chwilę, że miała rację. – Gdy zapada ciemność, to wyłącznie rozmawiamy i czekamy na ekipę płetwonurków z latarką. Dopiero wtedy krewetki drążą od dawna obiecane tunele a podnawki czyszczą konające z brudu zwierzęta. - Przypadkiem można dojść z błędu do prawdy, ale nie nazwę tego podejściem naukowym. - Posłuchaj wniosku! Jeśli za każdym kanionem jest kolejny, to ocean nie ma granic. – Im bardziej niewidome są gatunki, tym bardziej abstrakcyjne i pozbawione konkretu ich rozważania. - To piękna dedukcja, na złej przesłance. – Jeż morski i rozgwiazda są ślepe.
W środku rozmowy zasypiają. Z powodu stałej ciemności i temperatury, sen przychodzi w przypadkowych chwilach. Strasznie mi duszno. Dziś prąd jest słaby i porywa za mało tlenu. Opadnięta, już prawie śnię, gdy podpływa płaszczka.
- Pomyślałem, że masz ochotę poczuć się potrzebna. - Ja? - Grubym podnawkom, tym pod starym koralem, zapowietrzył się tunel. - Nie szczególnie mam ochotę się ruszać. – Szczere wyznanie na chwilę go zaskakuje. - Zostawiłbym cię w spokoju, ale tylko ty potrafisz im pomóc. A poza tym to miejsce cię zaciekawi. Panuje tam zupełna cisza, bo wszyscy się wyprowadzili. - Dobra, ale pod warunkiem, że rozejrzycie się za kimś drugim na przyszłość.
Miał rację. To najdziwniejsze miejsce, w jakim byłam.…