Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Melodramat · 11 min czytania

Wszystkie lustra ida do nieba

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

A psik! A psik! Już nic nie widzę przez tę warstwę kurzu. Dlaczego Francoise jeszcze nie przyszła z tą swoją szorstką, szarą ścierką? Czekam już tak długo! Czy to możliwe, że pani Darcy jeszcze nie zwróciła jej uwagi? Kiedyś tak bardzo o mnie dbała! Byłem ozdobą jej salonu! Kiedyś... Pamiętam dzień, kiedy przybyłem do tego domostwa. Stary człowiek, w którego brudnej chałupce wisiałem przez wiele lat, owinął mnie czerwonym materiałem i zabrał w długą podróż. Kiedy dotarliśmy na miejsce, usłyszałem ludzkie głosy, jednak z powodu tkaniny, bardzo niewyraźnie. W każdym razie, parę minut później czyjeś delikatne ręce odwinęły mnie z materiału. Wtedy po raz pierwszy ujrzałem panią Darcy, młodą i piękną. Jej brązowe oczy przypatrywały mi się z ciekawością, aż w końcu powiedziała do męża – „mój drogi, powiesimy to lustro w salonie”. I tam mnie właśnie umieszczono. Miałem doskonały widok na cały pokój, bogato wystrojony, nie z przesadą, ale (o ile my, lustra, się na tym znamy) ze smakiem i elegancją. Towarzyszył mi bardzo stary zegar wahadłowy, który nazywał się „Clock”. Był jedynym przedmiotem w salonie, które zechciało ze mną rozmawiać. Krzesła, stoły, obrazy, wszyscy oni stłoczeni w ciasnych grupkach, woleli swoje własne towarzystwo. Nie było drugiego lustra w salonie. Nie było też drugiego zegara. Tak więc ja i Clock byliśmy na siebie skazani. Jednakże nie powiedziałbym, że ten przymus był mi przykry. Clock był wprawdzie bardzo pesymistyczny, często wzdychał, odliczał czas i twierdził, że życie jest krótkie, ale nikt inny, tylko on potrafił opowiadać wspaniałe anegdoty z życia domu i właśnie Clock umilał mi chwile, kiedy nikogo nie było w salonie. Dlatego też dziwię się... Dlaczego kochany Clock nie odlicza już czasu? Dlaczego nie słyszę miarowych odgłosów jego wahadła? Czyżby się na mnie obraził? A przecież tyle czasu, ile Francoise pokazuje swój brak dyscypliny, tyle też i nie rozmawiam z Clockiem. Może go nie nakręciła? Bardzo mi go brakuje. Może spróbuję... jeszcze raz... Clock! Clock! Clock! Przyjacielu, odezwij się wreszcie! Cisza... Och Clock, co się z tobą dzieje! Mijają godziny. A ciągle myślę i wspominam. Kto wie, może taka też jest natura lustra – kiedy jest samo, przypomina sobie wszystkie odbicia twarzy, które kiedykolwiek widziało. Najczęściej myślę o pani Darcy. Jakaż to piękna, mądra i dobra kobieta! Uwielbiała i mnie i Clocka. Co też ja mówię – na pewno nadal uwielbia. Może jest chora, a Francoise nie chce mnie dotykać... Pani Dracy... Wchodziła do salonu i nagle cały pokój rozjaśniał się promykami słońca. Podchodziła do mnie i przyglądała mi się uśmiechając się szeroko. Poprawiała brązowe loki i szeptała „lustereczko, powiedz przecie, któż jest najpiękniejszy w świecie?” Odpowiadałem „Pani Darcy!” (chociaż Clock usilnie próbował mi wmówić, że krzyczałem) A ona śmiała się i szła w stronę kominka, by zawołać Francoise. Wisiał tam bowiem piękny sznurek, który, kiedy się go pociągnęło, zabawnie dzwonił, a po chwili przychodziła służka. Pani Darcy kazała jej wtedy wycierać moją taflę i przecierać tarczę zegara. Może właśnie dlatego Francoise tak bardzo mnie nie lubiła? Chyba też bym jej nie lubił, gdybym musiał codziennie wycierać jej twarz do czysta i polerować... Ach Francoise! Gdzie jesteś?! Gdybyś teraz przyszła i wytarła ten kurz... Wtedy, Francoise, mógłbym cię nawet polubić! Bowiem ja też cię nie lubiłem, kiedy wykonywałaś polecenia swej pani, pokazując mi język i nazywając mnie głupim lustrem. Ale czyż ja byłem temu winien? Clock zawsze jęczał z bólu, kiedyś go nakręcała, mocno i ze złością. On też cię nie lubił. I jestem pewien, nadal Cię nie lubi. Ale on też mógłby ci wybaczyć, gdybyś tylko zechciała tu przyjść, Francoise. Nie wiem ile już czasu minęło... Lustra chyba są pozbawione tejże orientacji, mi zaś jest trudniej, ponieważ nie widzę słońca ani księżyca, ani wahadło Clocka nie odlicza sekund... Przypomina mi się dzień, kiedy pani Darcy przyszła tu z dużą wypukłością w okolicy brzucha, śmiejąc się do mnie i mówiąc „ lustereczko, zgadnij, kto do nas przybędzie niedługo, cha, cha!” I parę dni później przyszła z małym stworzonkiem na ręku. Clock powiedział mi, że to stworzonko nazywa się Dziecko. Nie minęło dużo czasu, a Dziecko zaczęło biegać i śmiać się do mnie wesoło. Nie wiedzieć czemu, Clocka zawsze strasznie drażniło to małe stworzonko. Nazywał je „Latająca Pchełka”. Nie wiem co to pchełka, a Clock nigdy nie chciał mi wyjaśniać, bo według niego, było to okropnie nudne. Znowu minął krótki okres czasu, a Dziecko zaczęto stroić w sukienki i nazywać „Lilka”. Dziecko Lilka codziennie w salonie, pod okiem ojca uczyło się pisać i czytać (jak mi powiedział Clock). Po pewnym czasie Pani Darcy znów odwiedziła mnie z małym stworzeniem w rękach. Clock westchnął wtedy głęboko, narzekając na hałas, który Dziecko Drugie będzie na pewno czyniło. Przyznaję, obawy Clocka szybko się potwierdziły, ale tak naprawdę lubiłem ten wysoki dźwięk, który echem roznosił się po całej willi, budząc wszystkich. Nawet bardziej niż Clock na Dziecko narzekała Francoise. Mruczała pod nosem „głupie lustro, głupie dziecko. I co jeszcze?” Pani Darcy zaczęła zmieniać kolor włosów. Zamiast…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Wszystkie lustra ida do nieba — czytnik · opowiadania