Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 12 min czytania

Wszystkie moje myśli do Ciebie biegną…

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

„Wszystkie moje myśli do Ciebie biegną…”

Lądowaliśmy. Spróbowałem jeszcze raz już na sam koniec podróży wyciągnąć się w fotelu, co przy moim wzroście nie jest łatwym zadaniem nawet w biznes klasie. Bez sukcesu. Przez blisko dziewięć godzin lotu udało mi się zdrzemnąć może z godzinę. Jeśli dodać do tego dwunastogodzinny dzień pracy to wiedziałem, dlaczego jestem tak potwornie zmęczony. Zrobiło się ciemniej. Światła w samolocie zostały wygaszone. Panowała absolutna cisza. Bip, bip. Mój zegarek oznajmił punktualnie godzinę 23:00. Za oknem panowała ciemność. Poprzez spływające po szybie krople deszczu ledwie było widać światełka zbliżającego się lotniska. Mrugały jak gwiazdy na niebie. Wiedziałem, że gdzieś tam jest moje światełko, że gdzieś tam ona na mnie czeka. Jakże bardzo chciałem już tam być, znów ją poczuć przy sobie, przytulić, pogłaskać, pocałować. Po prostu pobyć razem. Pilot szybko, sprawnie wylądował i już kołowaliśmy z pasa. Jeszcze tylko kontrola paszportowa, chwila jazdy samochodem i będę w domu. Czy pamięta, że to dziś i czeka?

Stewardesa, gdy mijałem ją w drzwiach, uśmiechnęła się i dyskretnie mrugnęła do mnie okiem. Niestety nie przepadam za blondynkami, więc minąłem ją bez słowa i wyszedłem na zewnątrz, prosto w ulewę. Krótki sprint i znalazłem się w pierwszym podstawionym autobusie. Kierowca nie czekał długo i ruszył. Przez szybę patrzyłem na zostający w tyle samolot, oświetlony jak choinka w Wigilię. Wszyscy ocierali twarze z deszczu, telefony komórkowe dzwonkami oznajmiały, że znów jesteśmy w zasięgu sieci. Stanąłem jak najbliżej drzwi i jak tylko się otworzyły jako pierwszy wyszedłem i szybkim krokiem udałem się w kierunku kontroli paszportowej. Nie chciałem stać w kolejce. Nie chciałem już tracić ani jednej minuty. Nie jestem z natury, ale tak naprawdę to miałem już dość tej całej wyprawy. Niby miało być tak pięknie, sam szef mi osobiście zlecił tę misję. Na spotkaniu rocznym naszej firmy wszyscy patrzyli na mnie z zazdrością, gdy okazało się, że to właśnie ja będę reprezentował firmę na ogólnoświatowej konferencji. Same pochwały. Oklaski. Jedna wielka bzdura. Celnik wziął mój paszport i nawet nie zerkając na mnie wbił kolejną pieczątkę i otworzył bramkę. Cały bagaż miałem przy sobie. Zawsze ją dziwiło jak ja to robię, że bez względu czy wyjeżdżam na kilka dni czy dwa tygodnie, zimą czy latem, to zawsze udaje mi się spakować w jedną małą walizkę. Tak, moja mała zakurzona brązowa walizeczka zawsze mi towarzyszyła. Ona jedna zawsze wierna. Szybko przeszedłem przez halę przylotów, z dużą wprawą opędzając się od zaczepiających mnie taksówkarzy jak od namolnych komarów i udałem się w kierunku parkingu. Odnalazłem swoją czarną Hondę. Czekała, jak zawsze. Wyjąłem kluczyki, wrzuciłem walizkę do bagażnika i wsiadłem. Pierwsze, co zawsze robię to najpierw zamykam zamki w drzwiach, następnie włączam radio, zapinam pasy, wkładam kluczyk do stacyjki i uruchamiam silnik. Rytuał. Zawsze tak samo. Zawsze w tej samej kolejności. Zdjąłem krawat. Wreszcie mogę odetchnąć pełną piersią. Powoli ruszyłem w kierunku wyjazdu. Wyjąłem ze schowka kwit parkingowy, otworzyłem okno i podałem strażnikowi. Był to młody chłopak, bardzo szybko wyliczył kwotę do zapłaty, przyjął pieniądze i otworzył mi szlaban. Pięć minut później pędziłem autostradą w kierunku centrum. Lotnisko mrugało do mnie we wstecznym lusterku. Ulewa przybrała na sile i co chwilę widać było oślepiające błyskawice na czarnym niebie. To dopiero noc. Wycieraczki biegały z największą prędkością i ledwie nadążały zbierać wodę. Miałem wrażenie jakbym się znalazł w środku wodospadu. Niagara. Przed zakrętem trochę zwolniłem i wtedy ją zobaczyłem. Byłem już jakieś dobre kilkanaście kilometrów za lotniskiem. Stała na poboczu w pomarańczowym płaszczu przeciwdeszczowym, pod wielką pomarańczową parasolką i machała ręką żebym się zatrzymał. Tak, kobieta o zielonych oczach. Nigdy nie zatrzymuję się, aby zabrać autostopy, ale kiedy ją mijałem coś mnie tknęło. Nie wiem co to było, może jakieś przeczucie. Nie mogłem tego odrzucić. Zatrzymałem się jakieś 20 metrów dalej. W bocznym lusterku widziałem jak się zbliża. Powoli. Rozejrzałem się czy zaraz w pobliżu przypadkiem ktoś nie wyjdzie z krzaków. Wyłączyłem radio i uchyliłem okno od strony pasażera. Podeszła, nachyliła się i spojrzała mi prosto w oczy. Przyglądała mi się bez słowa. Sekundy mijały jak minuty. Milczała. Poczułem się trochę dziwnie, ale też nic się nie odzywałem tylko wpatrywałem się w te zielone ślepia. Jak zahipnotyzowany. Nie wiem czy na coś czekaliśmy, ale ciszę w końcu przerwały dwa głośne bip, bip mojego zegarka. - Naszym życiem nie kieruje przypadek. – powiedziała, po czym ciszej dodała - Jednak nie możemy zmienić swojego przeznaczenia. Po prostu o niej pamiętaj. Czeka tylko na Ciebie. - Słucham? Nie rozumiem. Czy to jakiś żart? - To przeznaczenie. Kobieta nagle odwróciła się i zaczęła iść w kierunku miejsca, w którym stała, gdy ją zauważyłem pierwszy raz. Pomyślałem, że świat jest czasem naprawdę dziwny i po chwili powoli ruszyłem. Nigdy więcej autostopu. Burza przechodziła. Gdy wjeżdżałem na osiedle, na którym mieszkamy od prawie roku, już prawie nie padało. Wjechałem do garażu, zaparkowałem i wyłączyłem silnik. Głucha cisza. Trochę ospale wysiadłem z samochodu, wyjąłem walizkę z bagażnika i poszedłem do wyjścia. Mieszkam na nowiutkim strzeżonym osiedlu z pięknymi apartamentami. I mam tu swój dom marzeń. Po drodze do windy zaczepił mnie Recepcjonista. - Dobry wieczór, miło pana znowu widzieć. Jak podróż? - Dobry wieczór. Zdecydowanie za długa. Jest może jakaś poczta do mnie? Zajrzał w szufladki i podał mi stertę gazetek, ulotek i

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%