Akcja · 12 min czytania
Wszystko, coś i nic (R. I i II)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Rozdział I
Wszystko zaczęło się od tego, jak stwierdził, że już nigdy więcej nie przepłynie cieśniny. To znaczy zaczęło się znacznie wcześniej, ale to właśnie był początek końca. Miał wystarczająco pieniędzy, więc codziennie mógł pić w Cafe de Malta. Cafe de Malta była najdroższą restauracją w Santa Clara i całymi dniami przebywał tam najwybitniejszy półświatek okolicy. W zasadzie była to restauracja należąca do ludzi spod ciemnej gwiazdy i stanowiła dla nich bezpieczny przytułek, który świetnie nadawał się do prowadzenia wszelkich interesów. W tych czasach hazard był zabroniony i traktowano go jako poważne przestępstwo, daleko poważniejsze od planowania przestępstw, więc Cafe de Malta posiadała wspaniale urządzone piwnice, gdzie kwitł on w najlepsze. Jednakże tego dnia Juan Medieta siedział na górze, przy małym okrągłym stoliku, w samym rogu pomieszczenia i za każdym razem gdy ktoś otwierał drzwi miły powiew przeciągu muskał mu twarz. Lubił to uczucie. W tym miejscu siedział zawsze odkąd pamiętał, lecz wciąż zwracał uwagę na przeciąg. W upalne dni nazywał go swoim największym przyjacielem, a w oceanicznym chłodzie bez słowa przystawał jak na zrzędzenie kochanki. - Ile pan chce – zapytała. – Dwieście ? Dwa tysiące ? - Mówiłem, że już się tym nie zajmuję. - Mam pieniądze, musimy się dogadać – miała ładne, ciemne włosy, które wciąż odgarniała. – Chce pan więcej ? - Nie – odpowiedział stanowczo. – Nie chcę żadnych pieniędzy. Już się w to nie bawię. - Nie rozumiem dlaczego, podobno był pan najlepszy. Czy najlepsi się wycofują ? - To skomplikowana sprawa. - Nie szkodzi, chętnie posłucham. „Sprytna jest – pomyślał. – I ma piękne, błagalne spojrzenie. No dobra, skoro już tu przyszła możemy porozmawiać. Cholera. Wciąż ustępuję. Ale musi mnie przekonać. To byłby ostatni raz, zdecydowanie ostatni.” - I tak pani nie zrozumie – powiedział. - Myśli pan, że jestem za głupia ? - Nie, w żadnym wypadku –odparł. – Lecz myślę, że zrozumieć to może jedynie ktoś kto doświadczył zbyt wiele. - A skąd pan wie, że doświadczyłam za mało ? Kobieta ze złością odrzuciła pasmo włosów, które w nieładzie opadały na jej wysokie czoło. - Czy chciałby pan, żebym się wypłakała panu w rękaw ? – zapytała i dodała szybko –Przecież dobrze pan wie, że tu niemal każdy doświadczył zbyt wiele. Do restauracji wszedł wysoki mężczyzna, a nieprzyjemny chłód zawirował wokół rozmawiających. Kobieta wzdrygnęła się i mocniej opatuliła elegancko skrojonym płaszczem. Juan Medieta wiedział, że pomoże jej, ale chcąc jeszcze przez chwilę utrzymać złudzenie milczał. Od wielu lat często milczał i w milczeniu osiągnął pewnego rodzaju wprawę, która pobudzała zmysł obserwacji i dzięki, której dostrzegał znacznie więcej niż wcześniej. W jakimś sensie był za to wdzięczny losowi, ale czuł też głębokie przekonanie, że cena mimo wszystko jest zbyt wysoka. - Jest pani bardzo podobna do mojej żony – powiedział szeptem, spoglądając w jej ciemne oczy. – Była tak piękna jak pani. I miała równie wspaniałe spojrzenie. - Dlaczego pan mówi była ? Nie jesteście już razem ? - Zginęła trzy lata temu. Zastrzelili ją przemytnicy – zainteresowanie znikło z jego oczu. Po chwili dodał beznamiętnie – Niebezpiecznie jest spacerować nocą po plaży. Ale ja panią zanudzam ? - Nie, absolutnie – zaprzeczyła gwałtownie. - O czym to rozmawialiśmy ? – zapytał obserwując jej reakcję, ale nie zobaczywszy żadnej nadzwyczajnej zmiany zaraz udał, że sobie przypomina. – A tak, chciała pani skorzystać z mojej pomocy. Niecierpliwie przeczesywała palcami włosy. Sprawiała wrażenie nieco zakłopotanej. - Dobrze, zgadzam się – powiedział spokojnie. – Ale proszę nikomu o tym nie mówić. Zrobię to ostatni raz. W kącikach jej ust pojawił się delikatny uśmiech. Skrywając emocje przywołała kelnera. Był bardzo wysoki i z pociągłą, łysą głową wyglądał całkiem komicznie. - Tak proszę pani ? – zapytał niskim, gardłowym głosem. „Zupełnie jak Frankenstein – pomyślał Juan. – Nie znam go, musieli go przyjąć na miejsce starego Manuela. Ciekaw jestem czemu nic nie powiedział. Przecież wiedział, że tu dzisiaj będę. Może coś mu się stało ? Trzeba się będzie dowiedzieć. Staruszek ostatnio słabo wyglądał, od dawna mówił, że musi od wszystkiego odpocząć. Ale służba... od niej się nie odpoczywa. On wie o tym doskonale.” - Zaraz przyniosę – powiedział kelner i skłonił się lekko zamierzając odejść w stronę barku. Juan chrząknął zwracając jego uwagę. - El Camarero, znacie Manuela Alonzo ? – zapytał cicho. – Chyba powinien tu dzisiaj pracować? Kelner delikatnie nachylił się nad stolikiem. - To prawda – odpowiedział. – Ale, niestety, od rana nie zjawił się w restauracji. Nie wiemy co się stało. Mówiąc to zrobił gest, który jak pomyślał Juan robią bezradne dzieci i czar Frankensteina gdzieś zniknął. - Dziękuję. Możecie odejść. Ale jakbyście dostali jakąś informację powiadomcie mnie o tym. - Naturalnie, proszę pana – odparł kelner ponownie kłaniając się. – Uczynię to bezzwłocznie.
Rozdział II
Do południa nie było żadnych wiadomości, prócz tej, że seńor Alonzo wciąż nie odbiera telefonów. Kobieta wdzięcznie pożegnała się i wyszła zaraz po wypiciu drinka. Juan został sam wraz z chłodnym powiewem przeciągu. „ Psiakrew, co mogło się stać – zastanawiał się. – Wczoraj wszystko uzgodniliśmy, a dzisiaj umawiam się z jakąś bezradną flądrą. Do diabła z tym, mam inne zajęcia. Czemu wszystko nieustannie musi iść nie po mojej myśli, ba, nie pomyśli tysiąca myślących osób. Powinienem go odwiedzić. Tak, to byłoby rozsądne. Tylko co będzie wtedy, gdy nie zastanę go w domu? Spalę całą swoją nadzieję, tak jak wypala się ta cała idea. Trudno, trzeba zaryzykować. Proszę państwa, El Coco wyrusza, cholera to robi się denerwujące.” Cafe de Malta znajdowała się w pobliżu Plaza de Victoria, w zasadzie zaraz za