Filozofia · 5 min czytania
Wszystko jest możliwe
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Południe. Zatłoczona ulica w dużym mieście. A na niej tysiące ludzi spieszących się do pracy, wołających taksówki, oglądających wystawy sklepowe. Całe morze kierowców, którzy rzucają przekleństwa lub ze znużeniem stoją w korku. Rowerzyści i wrotkarze nie patrzą na nic, jadą po chodnikach potrącając przechodniów, przejeżdżają tuż przed maskami samochodów. Nikt go nie widzi. Nikt nie zwraca uwagi na powoli toczący się wózek inwalidzki. Metalowy, najzwyklejszy, z dużymi kołami i materiałowym oparciem. Siedzi na nim kilkunastoletni chłopak. Duże, niebieskie oczy skrywają się pod grzywą rudych loków, patrzą z obawą na innych. Ręce, niezgrabnie obracają koła wózka. I nogi. Martwe, sparaliżowane. Niektórzy odwracają głowę. Wolą nie patrzeć na ludzkie cierpienie. Nie chcą. Inni uśmiechają się z politowaniem. Ich uśmiech, nieszczery, zdaje się mówić "trzymaj się ode mnie z daleka, kaleko!". Kaleka, psychol, różnie go nazywają... Rzadziej, po prostu Piotrek. Piotrek... Ach, jak dawno nie słyszał już tego imienia! Kiedyś, przed wypadkiem, tak mówili do niego przyjaciele. Przyjaciele... A raczej zdrajcy; odwrócili się od niego, kiedy najbardziej ich potrzebował. Niechętnie wraca myślą do tamtej chwili. Wszystko pamięta doskonale, jakby zdarzyło się zaledwie wczoraj, choć minęły już dwa lata. Wtedy czas jakby się zatrzymał. Od zawsze chyba grał w szkolnej drużynie piłki nożnej, Na pozycji atakującego, zawsze najlepszy. Miał niezliczoną ilość goli na koncie. Drużyna go uwielbiała, był kapitanem. Było późne popołudnie. Tego dnia rozgrywali mecz o mistrzostwa dzielnicy. Oni, jego drużyna i przeciwnicy z mniejszego miasta. Od początku szło im wspaniale, wynik z góry był przesądzony. Już w połowie mieli ogromną przewagę. I znów nadarzyła się okazja, bramkarz przeciwników był zdezorientowany, strzelił bramkę. Jego drugą w tym meczu. Wśród burzy oklasków biegł na swoją stronę boiska. Uśmiechnięty, radosny, szczęśliwy. To stało się tak szybko. Ktoś krzyknął "Uważaj!". Nawet nie pomyślał, że to może być skierowane do niego. Jeszcze uśmiech nie spełzł mu z twarzy, gdy poczuł…