Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 10 min czytania

Wszystko się zmienia

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Dwa spośród czterech wozów karawany Noela stały w poprzek drogi, trzeci leżał przewrócony na bok. Słońce chyliło się ku zachodowi i zalewało całą okolicę czerwonym blaskiem. Pobliskie wierzby uginały się pod naporami narastającego wiatru, zbliżała się burza. Jednak dla członków karawany burza zaczęła się jakieś dwadzieścia minut wcześniej. Członkowie bandy Sotbersów właśnie skończyli z ostatnimi strażnikami. Dwóch kupców zostało pojmanych, celem ściągnięcia okupu od rodzin, reszta zginęła podczas napadu. Rozbójnicy zabrali się za dokładne przeszukiwanie wozów. - A to, co znowu – w tym koszu jest jakiś dzieciak. – wykrzyknął Gamery, jeden z rabusiów - to był Adrian, który widząc co się dzieje próbował się tam ukryć. - Któryś go zna?! – powiedział do kupców Herszt bandy - odpowiedziała mu cisza… - No to zabij szczeniaka i po sprawie. – dokończył. Nagle z bandy wyłonił się Ryger zasłonił chłopca i krzyknął: - Ja go znam. Ten dzieciak ma bardzo bogatego wuja. – Nie wiedzieli oni, że wuj Adriana nie był bogatym człowiekiem i na pewno nie zapłaciłby za niego okupu, gdyby nawet chciał. Zdezorientowani kupcy nie wiedzieli, co zrobić i kiedy wzrok Herszta padł ponownie na nich, tylko nerwowo kiwali głowami w geście potwierdzenia. - Zabrać i zamknąć ich wszystkich. Sprawą dostarczenia wiadomości do rodzin zajmiemy się jutro rano. Adrian lubił podróżować z kupcami. Pragnął ciągle odwiedzać nowe, nieznane okolice i w ogóle przemieszczać się z miejsca na miejsce. Nie posiadał on ani rodziny, ani żadnego majątku. Miał tylko wuja, ale ten zbytnio go nie lubił, zresztą z wzajemnością. Pewnie również z tego powodu Adrian często wymykał się z domu. Kupcy chętnie zabierali go ze sobą, gdyż nigdy niczego nie ukradł, za to często im pomagał. Czasami Adrian dostawał nawet parę groszy za swą pomoc. Nie był to jednak bezpieczny sposób na zabicie czasu czy zarabianie pieniędzy. Na drogach grasowały bandy rozbójników, z których najgorszą byli właśnie Sotbersi. Banda ta nie tylko, że okradała i zabijała każdego, kto im się przeciwstawił, ale żądali okupu za każdego pojmanego, za którego spodziewali się pieniędzy, resztę zabijali niezależnie od płci i wieku. Adrian wiedział z opowiadań, czego może się spodziewać po Sotbersach, więc bardzo się bał. Strach opanował go do tego stopnia, że pomimo, iż był ciepły letni wieczór cały się trząsł. Nie rozumiał tylko jak ten zbój mógł się tak pomylić i pomyśleć, że jego wuj jest bogatym człowiekiem. Jednocześnie wiedział, że ta pomyłka musi się wydać i tego tak bardzo się bał. Wieczorem Ryger przyszedł do niego. - Nie obawiaj się mnie . – powiedział dobitnym, ale łagodnym głosem – Nie wiem czy masz bogatego wuja, czy nie. Szczerze mówiąc zupełnie mnie to nie obchodzi, nie chciałem tylko żeby oni zrobili ci krzywdę. Dlatego to powiedziałem. - Co ze mną zrobisz? – zapytał nieco niepewnym głosem Adrian. - Przyszedłem tutaj by cię uwolnić. - Nie rozumiem. Ryger uśmiechnął się i zaczął przecinać więzy, które krępowały Adriana; - Tylko nie daj się złapać. – Ryger rozciął ostatnie więzy i Adrian już zamierzał się wymknąć, jednak Ryger powstrzymał go i zaczął swą opowieść. - Zapomniałem ci powiedzieć - mam na imię Ryger. Zanim odejdziesz chciałbym żebyś wiedział, że wbrew temu, co się o nas mówi nie wszyscy jesteśmy potworami. Wyobraź sobie rzekę: jak wypływa ze źródeł zabiera ze sobą kamienie – w większości nieociosane, ostre, kwadratowe; płynąc dalej przenosi je ze sobą i im dalej od źródeł tym bardziej kamienie się wyokrąglają, tak więc kiedy jest już blisko morza wszystkie kamienie stają się okrągłe; zdarza się jednak kamień, który jest nadal kwadratowy. Ja jestem takim właśnie kamieniem... Ryger kontynuował opowiadanie, o tym, że urodził się jako syn herszta bandy rozbójników, którego schwytano i powieszono tuż po jego urodzeniu. On sam wychowywał się w obozie i w zasadzie nie znał innego życia. Nie znaczy to, że mu się ono podobało. Brał udział w wyprawach łupieżczych, ale jak sam twierdził nigdy jeszcze nikogo nie zabił. Początkowo nikt tego nie zauważył, później zaczęto go uważać za nieudacznika i odsuwać do innych pomocniczych zajęć. Był zadowolony z takiego obrotu sprawy. Wielokrotnie myślał o ucieczce z obozu - bał się jednak tego, że jeżeli to zrobi kompani odnajdą go i zabiją. Inna sprawa, że w zasadzie nic innego nie umiał robić - zresztą dokąd miałby pójść? Trzymał się więc z innymi, kiedy jednak nadarzyła się okazja by komuś pomóc czynił to, starając jednocześnie się zbytnio nie narażać… Po ucieczce z obozu, Adrian piechotą wrócił do swego miasta. Karawana wyjechała z Borstur

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Wszystko się zmienia — czytnik · opowiadania