Inne · 4 min czytania
WTC
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Widziałem to miejsce. Było jak rana uczyniona ostrym narzędziem, ciągle jeszcze brocząca krwawą posoką. Za okalającym je, prowizorycznym ogrodzeniem, tętni krwiobieg miasta. Zdawałem sobie sprawę, że wdychając powietrze wciągam w płuca zawieszone w nim drobinki pyłu. Ich prochy, które wymknęły się urnom. Porażająca świadomość… Nie przeszkadzała mi ona bynajmniej rozkoszować się smakiem beczkowego piwa. Półlitrowa szklanka w pobliskim barze warta była sześć dolarów. Należycie schłodzone i orzeźwiające, co jednak nie zmieniało faktu iż było jednym z droższych piw, na jakie się zdobyłem dotąd… Wybiła godzina nowojorskiego lunchu i pomieszczenia z widokiem na byłe WTC wypełniły się aż do ostatniego siedzącego miejsca. Przy kontuarze baru zrobiło się tłocznie i były chwile, w których miałem wrażenie że nie przynależę do tego świata. Walczyłem z nim już od tygodnia zresztą. Gdy tylko udało mi się odespać transatlantycki przelot, burzący we mnie dotychczasowy porządek następujących po sobie pór dnia i nocy, opadło mnie poczucie wyobcowania. Nie brało się ono z dających się sprowadzić do czystej arytmetyki różnic w przychodach tam i tu. Źródłem nie były też biorące swój początek z półwiecznego zapóźnienia cywilizacyjne kompleksy. Językowa bariera, którą nadwyrężyłem dwudziestoma chyba prywatnymi lekcjami wziętymi tuż przed odlotem, dawała się odczuwać, ale to nie ona też legła u podstaw uczucia, które zawładnęło mną gdy ściskałem w dłoni doskonale wypolerowaną szklankę. Przyglądałem się kolorowej ciżbie (ciekawe, czy któryś z…