Opowiadania.pl · 16 min czytania
"Wtorek na Plutonie" i "KLĄTWA...
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
O to i kolejny pojedynek, który oficjalnie odbył się na naszym forum! Zapraszam do lektury obu tekstów! W komentarzu proszę wyrazić swoje opinie na ich temat ;-) Będą one podstawą do wyłonienia zwycięzcy: MizMaBeat albo copperdragon. Prace obecnie są anonimowe, by ksywki obu panów (pań?) nie mieszały wam obiektywizmu z indywidualizmem przy ocenianiu. ;-)
Pozdrawiam!
- Klub IKAR.
[b]Wtorek na Plutonie[/b]
Działo się to całkiem niedawno. Gdybyście zapytali dziadka, czy pamięta, odrzekłby: A skąd u licha mam pamiętać, co robiłem we wtorek dwa tygodnie temu? Ha. Nie pamięta, a powinien, bo to był bardzo ważny wtorek. Ten wtorek był tak ważny, że właściwie powinniśmy nazywać go Wtorkiem. Tak. Tak będziemy robić od tej pory. Wtorek nadszedł zupełnie niespodziewanie i sprawił przy tym nie mało zamieszania, a wszystko dlatego, że nie przyszedł, jak każdy cywilizowany wtorek, po poniedziałku, ale wyskoczył, jak Filip z konopii, po piątku (nota bene bardzo słonecznym i ciepłym, wbrew zapowiedziom synoptyków. Wybrałem się nawet na spacer i razem z synem zbieraliśmy liście). Najbardziej przeraziła się oczywiście młodzież w wieku szkolnym i akademickim. Oto długo oczekiwany czas pauzy sobotnio-niedzielnej zmienia się w sam początek tygodnia, o zgrozo! Pamiętam dokładnie, jak mój syn chciał dołączyć do wielkiej manifestacji organizowanej przez szkolarzy przed Urzędem Prezesa Rady Ministrów. - Chcemy pauzy! Odpoczynku! - krzyczeli. - Jakiejś bibki w końcu! - przekrzykiwali się inni. - Wyższych stypendiów naukowych! - zapiszczał nieśmiało pojedynczy głos. Nie trzeba chyba dodawać, że biedny student muzykologii nie został już nigdy zaproszony na żadną studencką popijawę, co zresztą wyszło mu tylko na dobre - jest teraz prezesem wielkiej wytwórni muzycznej i zarabia w godzinę więcej, niż dziecko jest w stanie wydać na cukierki przez całe życie. Sporo. Zwłaszcza jeśli przyjmiemy, że dziecko gustuje w bombonierach Lindt. Tylko w przeciwieństwie do rodziców owego dziecka, jego stać było na dentystę. Wracając jednak do wspomnianego już wcześniej feralnego Wtorku. Zjawił się po piątku. Traf chciał, że zapukał akurat do moich drzwi. Tuż po północy. Wyrwał mnie z łóżka. Nie spałem jeszcze, ale przecież mogłem. Jakby nie patrzeć było już po północy, czyli była sobota. To znaczy byłaby, gdyby nie był Wtorek. - Dobry wieczór panu, jestem Wtorek. - przedstawił się grzecznie. - Czy mogę wejść? - Dobry wieczór. Eee... Tak, tak oczywiście, zapraszam! - uchyliłem szerzej drzwi. - Straszny, wie pan, ziąb na dworze. Wieje i wieje, zanosi się na deszcz, a temperatura wyraźnie spadła, od kiedy ostatni raz tu byłem - zdał mi krótki raport pogodowy. Powiesiłem płaszcz Wtorka i zaprowadziwszy do salonu wskazałem na jeden z foteli przy kominku. Ogień dogasał już, ale żar ciągle jeszcze zapewniał błogie ciepło. Gość usiadł i patrzył na mnie wyczekująco z lekkim uśmiechem. - No to może ja herbaty zrobię? - Jeśli byłby pan łaskaw, kubek herbaty z pewnością pomoże mi się rozgrzać. - niespodziewany Wtorek po raz kolejny okazał się nadzwyczaj dobrze wychowany. - Jeśli to nie kłopot oczywiście. - Skąd, sam z chęcią też się napiję. Wstawię tylko wodę, bo nie ma sensu grzać samowara o tej porze. Poszedłem do kuchni i lekko drżącymi dłońmi napełniłem czajnik. Supeł myśli w głowie nijak nie dawał się rozplątać - za chińskich bogów nie wiedziałem co Wtorek robi w sobotę w moim fotelu. Wróciłem do salonu. - Woda już się grzeje, panie Wtorku. - Jaki tam pan! Znamy się od tak dawna! Wtorek, po prostu Wtorek. Doprawdy nie powinien pan mówić na "pan" komuś, na kogo zdarza się panu kląć przynajmniej raz w miesiącu. W naszej branży gorzej ma chyba tylko poniedziałek. I sobota, jeśli pada. - W takim razie i ty daruj sobie pana. Ja właśnie chciałbym cię zapytać, no bo jeśli teraz jesteś Ty, to właściwie, gdzie ona się podziała? To jest Sobota. Nie chciałbym być niegrzeczny, ale wiesz, ostatnim razem kiedy patrzyłem w kalendarz miałeś przyjść dopiero za... Sobota, niedziela, poniedziałek... Za trzy dni! - Pozwól, że pokrótce wyjaśnię ci, jak to wszystko działa. Wszystko, czyli czas, dni tygodnia i tak dalej. - Zamieniam się w słuch. Poczekaj, tylko przyniosę herbatę! Po chwili Wtorek uważając na sumiaste wąsy, pociągnął łyk herbaty. No bo właśnie, nawet wam nie opisałem, jak Wtorek wyglądał. Na okrągłej twarzy z zaciśniętym na nosie pince-naiz odznaczały się wspomniane już sumiaste, siwe wąsy. Jego ciało natomiast przypominało kulkę drożdżowego ciasta gotową w każdej chwili urosnąć i wylać się z fotela. Doprawdy, Wtorek po godzinach musiał sobie dogadzać, tak myślę. - To, że zjawiam się tutaj dziś zamiast soboty, jest tylko i wyłącznie twoją winą. – urwał na chwilę widząc wielce zdziwioną minę - Może nie twoją personalnie, ale winą ludzi ogólnie. No a właściwie astronomów. Nie wiem czy słyszałeś, ale odkryli ostatnio, wystaw sobie, że Pluton nie jest planetą. Tylko geoidą, księżycem, asteroidą, czy czymś takim. No i tym samym zaburzyli wypracowany przez miliony lat system. Otóż, dni tygodnia, tak samo zresztą jak miesiące zjawiają się na wszystkich planetach Układu w odpowiednim czasie. - Na wszystkich? A po co? Przecież tylko na Ziemi są ludzie. - Są. Są. - zniecierpliwił się Wtorek. - I dobra, a polecicie na Marsa, to co? Chcecie się obyć bez poniedziałku? Okej, zły przykład, no ale bez takiej niedzieli, dajmy na to? - Słusznie. - No właśnie, więc, proszę, nie przerywaj i słuchaj dalej. Gdzie to ja? A tak. Zjawiamy się w odpowiednim czasie na każdej planecie - wyjął z kieszonki na piersi notatnik i pokazał mi coś co wyglądało mniej więcej jak plan lekcji mojego syna, tylko było trzy do czterech razy bardziej skomplikowane. - Popatrz, przez ostatnie piętnaście godzin niedzieli (czasu uniwersalnego ziemskiego) jestem na Merkurym. O tu. Merkury bardzo szybko wiruje, dzięki czemu dni mijają tam w mgnieniu oka. Całe szczęście, bo w dzień to się tam nie da wytrzymać, mówię ci. W nocy zresztą też. Wiesz, ja lubię tropiki, ale to jednak stanowczo za blisko Słońca, jak na mój gust. Później muszę być na Wenus, co też jest męczarnią, bo śmierdzi tam strasznie siarką i zgniłymi jajami. Generalnie, na miły wypad urlopowy nie polecam. Tam jestem prawie cały poniedziałek, z drobną przerwą na lunch między twoją kolacją, a wieczornym wydaniem wiadomości. Później spędzam miłe dwadzieścia cztery godziny na Ziemi. Jedno wam oddać trzeba, u was się nie sposób zanudzić! Jak już się pewnie domyślasz, skaczę dalej co planetę. Mars, Jowisz, Saturn, Neptun, Uran, Pluton. No właśnie... Pluton. Jak do tej pory rachunek się zgadzał. Kiedy akurat kończyłem, że się tak wyrażę, kiblować na Uranie, wypadał mi długaśny wtorek na Plutonie. No ale niestety, ogłosiliście, że Pluton nie jest planetą przez co, nie miałem jak tam pójść. No to przyszedłem do was. - No ale u nas ma teraz być sobota! Wtorek, tak nie można! Ja rozumiem, że ci się u nas podoba, też cenię sobie bardziej uroki ziemi nad sople Plutona, ale ludzie się wkurzą. No wiesz, sobota, wszyscy ją lubią, jest wolna, często słoneczna, przychodzi po niej niedziela, która też jest wolna... - Nie za długo, nie za długo, taki jeden z Układu VXB12-N'13 się za nią bierze. - Co? - No też się dziwię! Nie ma przecież gorszej brzyduli niż niedziela! No wiem, wiem, liczy się piękno wewnętrzne, ale mimo wszystko... - Wtorek, przestań pleść, ja nie do tego zmierzałem! Jak ty to sobie wyobrażasz, jeśli jutro... Matko, dziś! Dziś! Ludzie przeczytają w gazetach, że jest Wtorek. To będzie katastrofa! To będzie oznaczało kolejne losowanie loterii, a ja nie zdążyłem kupić kuponu! Do tego stracę sobotnią kolejkę piłki nożnej, a miałem naprawdę dobre typy. Mój syn cię zabije, będzie musiał iść do szkoły! A ja do pracy! Mój szef też! Będzie zły, na pewno się na mnie odegra, a... Nagle uświadomiłem sobie, że mnie nie słucha. Zasnął w fotelu przed kominkiem, ze zwieszoną głową i kubkiem herbaty zapadającym się w wydatne brzuszysko. Pochrapywał z lekka. Nie było się czemu dziwić. W sumie miał już…