Psychologia · 3 min czytania
Wulkan emocji
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
BIG BANG! Eksplozja skrajnych uczuć, trudnych emocji, niecenzuralnych słów. Krzyk, teatralne gesty, miny godne mima - artysty. Wszystko to, co śmieszy nas w innych zdenerwowanych osobach, "podglądanych" gdzieś w miejscach publicznych, kiedy sami jesteśmy spokojni i w dobrym nastroju.
Najpierw delikatne mrowienie gdzieś w okolicy żołądka, małe erupcje, wstrzymywane wybuchy, wytryski lawy, urywane oddechy - niby nic. Zaciśnięte szczęki rozluźniane na siłę, bo przecież dla zębów to niezdrowe. Nadzieja, że się opanuję, że mogę zbyć to uśmiechem. Złośliwym, lekko krzywym, ale jednak uśmiechem. Uch, wdech i wydech, wszystko pod kontrolą. A potem kolejne słowo lub zdarzenie - zapalnik i BUM! Wybuch pod nieboskłon, nie do opanowania, nieokiełznany, dziki, potoczysty.
Znacie to? Podobno od czasu do czasu zdrowo tak się oczyścić. Nie tłamsić w sobie, nie kisić emocji. Zbyt długo trzymane w "beczce" fermentują i zamiast małego, acz spektakularnego wybuchu może przydarzyć się katastrofa naturalna, wypalająca wszystko dookoła. Następnym razem się powstrzymam? Być może, ale czy warto? Jest inny sposób?
Może lepiej poćwiczyć głębsze oddechy i bardziej naturalne uśmiechy na co dzień? Próbować zrozumieć, że świat nie kręci się wokół mnie i nie wszystkie gesty i słowa mają odniesienie bezpośrednio do mnie. Że czasem każdy ma prawo być w gorszym nastroju. Warto uczyć się obserwować ludzi, stanąć czasem "z boku" i