Fantastyka · 9 min czytania
Wybór
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Siąpił zimny deszcz. Gabriel kochał taką pogodę. Mógł wtedy bez przeszkód udać się na spacer i obserwować tę brzydszą stronę miasta. Szare, odrapane mury; przerdzewiałe rynny, które już dawno nie potrafiły spełnić swej podstawowej funkcji; nieomal opustoszałe ulice. Krążyli po nich pojedynczy, przemoczeni, bezradni ludzie. Czekali na przystankach i z utęsknieniem wyglądali tak rzadko kursujących w niedzielne popołudnie autobusów. Niekiedy - nie mogąc się doczekać, rzucali się biegiem i skacząc wśród kałuż udawali się do domu. Gabriel z nieomal lubieżną namiętnością uwielbiał przyglądać się tej czynności, która przypominała mu czasami stary, plemienny taniec. Na ulicy w taką porę można było także spotkać inną kategorię osób - tych, na których społeczeństwo już wydało swój wyrok. Tych, którzy określani byli mianem wyrzutków, złodziei, meneli. Oni nie mieli gdzie ukryć się w taką pogodę. Ich domem była przecież ulica. Istniała także i trzecia kategoria ludzi, którzy wędrowali tą zwariowaną plątaniną ulic i uliczek. To były osoby zagubione, które już zwątpiły w celowość dalszego życia. Bezwiednie snuli się wśród deszczu i oparów wydobywających się ze studzienek kanalizacyjnych w poszukiwaniu śmierci. Liczyli przede wszystkim na jakiś przypadek - może potrącenie, może pobicie. Każde rozwiązanie wydawało się dla nich dobre. Sami jednak nie potrafili odebrać sobie życia. Anioł spoglądał w ich dusze z pewną odrazą. Przypominali mu bowiem umarłych za życia. Niezdolni do jakiegokolwiek działania żyli z dnia na dzień, oczekując wiecznego chłodu. - Pieprzone zombie - pomyślał Gabriel i zacisnął usta. Przez chwilę jego twarz nie przypominała ludzkiej. Tak samo jak oczy, które przybrały barwę chłodnej stali. Ale już po chwili ozdobił je dawny, niebieski kolor. Anioł powoli się uspokajał. Oczywiście nie każdy samobójca zachowywał się w ten sposób. Istnieli też ludzie, którzy zdecydowani byli na odebranie sobie życia i czynili to samodzielnie i z pełnym rozmysłem.
***
Właśnie taką osobę spotkał Anioł tamtego popołudnia. Jego upodobanie do odwiedzania najmniej uczęszczanych miejsc zaprowadziło go na stare bulwary, w pobliże zapory. Tam właśnie, wpatrzony w niespokojne lustro wody siedział młody, na oko dwudziestoletni chłopak. Archanioł widział jego szybko kończącą się linię życia. Wiedział, że za kilka chwil usłyszy plusk opadającego ciała.
***
- Witaj - odezwał się cichym głosem. Chłopak drgnął przestraszony. Nie spodziewał się na pewno spotkać nikogo w tak odludnym miejscu. A poza tym - nawet nie słyszał nadejścia nieznanego mu mężczyzny. Po krótkiej chwili zastanowienia odpowiedział na pozdrowienie lekkim skinieniem głowy. W dalszym ciągu był jednak bardzo spięty. Gabriel z wyraźnym zadowoleniem obserwował jak z trudem usiłuje zamaskować swoje zdziwienie. - Co slychać Marku? Powiedz mi proszę, dlaczego chcesz to zrobić? - zapytał Chłopak wybałuszył na niego oczy. Teraz absolutnie nie wiedział co się dzieje. Skąd ten niebieskooki grubas znał jego imię? Jak niepostrzeżenie znalazł się tak blisko niego? Co się tu w ogóle działo??? - Skąd pan zna moje imię? - zapytał przestraszony. Zaraz potem szybko dodał: - Ja nic nie chcę zrobić. O co panu chodzi? Kim pan w ogóle jest?? Archanioł, przygotowany na taką lawinę pytań cicho się roześmiał. - Nie bój się. Mam na imię Gabriel. Może to dziwnie zabrzmi, ale jestem aniołem - teraz zauważył, jak oczy Marka rozszerzają się ze zdziwienia. Jeszcze chwilę i weźmie go za wariata. - Aniołem?? - powtórzył pytająco chłopak - acha... Miło mi poznać. A ja jestem Świętym Mikołajem. A tam za budynkiem zostawiłem właśnie swoje sanie. Renifery też tam są. Zapewniam. Gabriel uśmiechnął się lekko. Ucieszył się, że humor nie opuścił przyszłego samobójcy. Sytuacja wydawała się łatwa do opanowania. - Za budynkiem zostawiłeś swój rower. W torbie na klucze leży zapieczętowany list pożegnalny, skierowany do Twoich rodziców - odrzekł - Naprawdę jestem aniołem. Chcę poznać motywy Twego działania. Dlaczego chcesz popełnić samobójstwo Marku? Dlaczego zwątpiłeś w Boga?... Chłopak początkowo chciał zerwać się na równe nogi. Ale może cichy i ciepły ton głosu Gabriela, albo te jasnoniebiesko gorejące oczy wydały mu…