Fantasy · 5 min czytania
Wybrani rozdział I
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Urodziłem się 27 września 1661 roku nieopodal Cardiff, stolicy Walii. Mój ojciec, książę Sigfried de Mirall bardzo pragnął mieć potomka. Jednakże po nieudanym zaaranżowanym małżeństwie z matką Selemity, sądził, że już nie zazna szczęścia. Jego żona, Vera zaszła w ciążę z ukochanym z lat młodzieńczych. Zmarła przy narodzinach Sel. Dziecko zabrała matka Very, hrabina Elizabeth. W międzyczasie mojego ojca odwiedził pewien starzec. - Pragniesz mieć spadkobiercę, książę- powiedział- Mogę ci pomóc… - Jak ?- zapytał mój ojciec, uśmiechając się smutno. - Zaufaj mi. Obiecaj mi tylko, że kiedy stanie się dorosły i złożę mu pewną propozycję, nie będziesz mu niczego zabraniał. - Nie wiem w jaki sposób chcesz dać mi syna, ale zgadzam się na wszystkie warunki. Parę dni później ojciec wydał bal. Zjawił się na nim również starzec wraz z młodą kobietą o pięknych jasnych włosach. - To moja córka, Abigail- przedstawił ją starzec. Ojciec poprosił ją do tańca. Później często składał wizyty w ich pałacyku. Rok po pamiętnym balu przyszedłem na świat. Jak wielkie było zdziwienie ojca, kiedy moja matka wyznała mu, że jest czarodziejką. Powiedziała mu też, że zostawia syna pod jego opieką. Na protesty ojca, który chciał się z nią ożenić odpowiedziała: - Nie kochasz mnie. Pragnąłeś tylko dziecka. Ale nie martw się, będę nad nim czuwać. Moja matka myliła się, sądząc że ojciec jej nie kocha. Przekonała się o tym kiedy było już za późno…. Wychowywałem się otoczony troskliwą opieką ojca. Pewnego jesiennego dnia( miałem wtedy pięć lat) wybrałem się wraz z niańką na przejażdżkę karetą do lasu. Mieliśmy poszukać liści do zielnika. Nagle usłyszeliśmy przeraźliwe wycie. Po chwili ujrzeliśmy watahę wilków. - Pani, bierz chłopca i uciekaj- Zdołał tylko krzyknąć stangret, kiedy jeden z wilków skoczył i przegryzł mu gardło. Biegłem wraz z opiekunką, która w pewnym momencie upadła. Okazało się, że złamała nogę. Kazała mi uciekać. Byłem śmiertelnie przestraszony, tym bardziej, że zaczynał zapadać mrok. Słyszałem wycie wilków i wiedziałem, że się zbliżają. Nagle ktoś od tyłu zasłonił mi usta dłonią. - Tylko nie krzycz- powiedział głosem dziecka w moim wieku. Zaciągnął mnie w pobliską jamę. Był to bardzo ładny chłopiec z ciemnymi kędzierzawymi włosami. - To był wilkołak- powiedział. - Wilkołaki nie istnieją- odpowiedziałem, uśmiechając się. - Istnieją. Moja babcia mi opowiadała. Ty jesteś synem księcia? - Tak. Mam na imię Louis. - A ja Matthew. Nie płacz,…